'Kołysanka z Auschwitz' Mario Escobar - czy warto po nią sięgnąć

20:39


“To, że rozdzielono mnie z mężem, tamte pierwsze okropne kilka dni - może to wszystko nie pójdzie na marne. Teraz będę mogła wnieść nieco nadziei do cygańskiego obozu w Birkenau. Utrzymać przy życiu tyle dzieci, ile się tylko da, dopóki ta straszna wojna się nie skończy”. 

Literatura obozowa to jeden z tych gatunków, które skradły moje serce już w czasach szkoły. Niestety jest to również jeden z tych gatunków, który mimo mojej wielkiej fascynacji sprawia, że boję się sięgnąć po książkę i ją rozpocząć. Literatura ta zawsze wywołuje u nie bardzo wiele emocji. Tak też było w przypadku “Kołysanki z Auschwitz” autorstwa Mario Escobara, która wydana została w marcu, nakładem wydawnictwa Kobiecego.

Hiszpański pisarz oparł swoją opowieść na prawdziwej historii Helene Hannemann. 
Helene to niemiecka pielęgniarka, przedstawicielka czystej aryjskiej krwi, szczęśliwa żona i matka pięciorga dzieci: Blaza, Otisa, Emily, Ernesta oraz malutkiej Adalii. Ich jedynym zmartwieniem i powodem ich nieszczęścia stało się pochodzenie jej męża. Johann był Romem. Niestety jej dzieci również. 

“Prowadzicie wojny w imię wielkich idei, fanatycznie bronicie swojej wolności, kraju i rasy, ale matki mają tylko jedną ojczyznę, jedną ideę, jedną rasę: rodzinę. Będę z dziećmi bez względu na to jaki los je czeka”. 

W maju 1943 roku, z rozkazu Heinrcha Himmlera, który nakazywał zamknięcie w obozach wszystkich Romów oraz Sinti, do domu Helene wkroczyła policja, by zabrać jej męża oraz dzieci. Helene jako Niemka mogła wybrać wolność. Była jednak przede wszystkim Matką, a Matka nie opuszcza swoich dzieci. 
Helene wraz z dziećmi trafiła do cygańskiego obozu w Birkenau. Kilka miesięcy po przybyciu rodziny Helene do obozu doktor Mengele powierza Niemce założenie i prowadzenie przedszkola dla romskich dzieci. Od tej chwili Helene robi wszystko, by odrobinę złagodzić cierpienia dzieci, choć wie, że ich los jest z góry przesądzony.

“Kołysanka z Auschwitz” nie jest typową literaturą obozową. Przedszkole, w którym dzieci dostają posiłki, oglądają bajki, rysują … to nie jest obraz, który spodziewamy się zobaczyć, czytając tego typu książkę. Niestety obraz ten nie może nas zmylić. W takich miejscach jak Auschwitz, każda odgórna inicjatywa miała swój cel. Przedszkole również. Niestety nie było to dobro dzieci, o czym przekonujemy się na każdej stronie. 

Opowieść o Helene Hanemman to historia, w której poznajemy wielką siłę matczynej miłość, która sprawia, że dla swoich dzieci jesteśmy w stanie dobrowolnie zgodzić się na zesłanie do piekła. Siłę matczynej miłość poznajemy nie tylko dzięki Helene, każda ukazana w książce romska matka walczy o swoje dziecko. Nierzadko kosztem innych, ale czy mamy prawo oceniać kogokolwiek w takich okolicznościach? 

“Bądź co bądź, ten zakątek był promykiem nadziei w otaczającej nas ciemności”

Niezwykle poruszającym aspektem przedstawionym w książce jest również wszechobecna nadzieja, w miejscu, w którym wydawałoby się człowiek musi wyzbyć się jej całkowicie. Przedszkole, choć będące poczekalnią dla medycznych eksperymentów doktora Mengele stało się największą nadzieją Helene, jej dzieci oraz innych romskich dzieci. 

“Kołysanka z Auschwitz” Mario Escobara to niezwykle poruszająca opowieść o wytrwałości, matczynej miłości, nadziei oraz sile, które były wszechobecne w najbardziej przerażającym miejscu - piekle, które stworzył człowiek dla człowieka. To jedna z tych książek obok, której nie można przejść obojętnie. Skłania do przemyśleń, ściska za serce i powoduje wiele łez. To jedna z tych książek, które trzeba przeczytać, by zrozumieć, by nigdy nie zapomnieć. 

“Pewnego dnia, gdy obóz będzie pogrążony w mroku i ciszy, na ziemię znów spłynie czysty blask ciał niebieskich i świat ponownie stanie się dobrym miejscem do życia”

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK