Czasami miłość nie wystarczy ... opowieść o miłości za krótkiej

21:00



Opowiem Wam pewną historię. Choć mama zawsze powtarzała, by nie prać brudów publicznie, by sprawy trudne załatwiać w najbliższym gronie, to tym razem jej nie posłucham. Bo wierzę, bo jestem przekonana, że tak trzeba. Dla mnie, dla Ciebie, być może dla Twojej siostry lub najbliższej przyjaciółki, dla obcej kobiety w tramwaju.


Opowiem Wam moją historię. Historię o miłości, o miłości, która nie wystarczyła. Historię, niestety tak podobną do historii wielu kobiet, ale również mężczyzn i całych rodzin.


Opowiem Wam o moich dzieciach. O całej trójce, choć dziś przytulam i całuję już tylko jedno.

Opowiem Wam o Marysi i Tomaszku, którzy już na zawsze zostaną młodszym rodzeństwem Zetki, choć nie dane im było się poznać. A ja? Ja już nigdy nie będę mamą jednego dziecka. Zawsze już będę mamą trójki. Minimum trójki.


Tak jestem mamą dwóch Aniołków. Nie wstydzę się o tym mówić. To moje dzieci. Choć nigdy nie było mi dane ich przytulić, nigdy nie było mi dane zawołać ich po imieniu. To moje największe skarby, które noszę już tylko w sercu.


Pamiętam jak bardzo cieszyłam się, że znowu zostanę mamą. Nie przyszło nam to łatwo, ale wreszcie się udało. Tak, pamiętam dzień w którym zrobiłam test ciążowy. To był ten jeden z najpiękniejszych dni w życiu. Udało się!
To nie była jednak zwykła ciąża. Nie przebiegała tak jak powinna. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale mimo wszystko walczyłam, wydzierałam każdy dzień tej ciąży. Nawet gdy dowiedziałam się, że jedno z dzieci umarło, walczyłam o to drugie. Z nutą smutku, ale i ogromną nadzieją, że się uda.


Niestety. Nie dane mi było przytulić żadnego z nich.


Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Pamiętam również każdą emocję, która mi towarzyszyła: strach, nadzieja, a później ból, żal, wściekłość, poczucie niesprawiedliwości, a nawet zazdrość, wobec innych kobiet, które cierpiały z powodu bóli porodowych.


Obudził mnie ból brzucha. Nie przejęłam się nim zbytnio. Nie pierwszy raz mnie bolało. Zaniepokoiło mnie dopiero krwawienie. Szybkie pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, w końcu miałam już w tym wprawę. To nie była moja pierwsza podróż do szpitala w tej ciąży. Byłam w nim w 9 tygodniu, w 12 tygodniu …. 14 tydzień był tym ostatnim razem.


14 tygodni. Tylko tyle, albo aż tyle było nam dane być razem.


Pamiętam wyraz twarzy lekarki, która wykonywała USG. Nie musiała nic mówić, ja już wiedziałam. Ten obraz nieruchomego, jakby śpiącego, maleństwa na monitorze USG zostanie w mojej głowie już na zawsze.


Pamiętam słowa lekarzy. “To niczyja wina”, “Nic nie można było zrobić”, “czasami tak się dzieje”, “Hormony po śmierci pierwszego dziecka, nie pozwoliły rozwijać się drugiemu dziecku”.
Pamiętam zabieg, uczucie pustki, słowa pocieszenia, które nic nie dawały. Pamiętam rozpacz mojego męża i jego ból prawie tak silny jak mój.


Pamiętam serię najtragiczniejszych wyborów w moim życiu. Wybór imienia, którym nigdy mojej córki nie zawołam. Pamiętam ból w oczach mojego męża, gdy podawał mi akt urodzenia, a raczej zgonu naszego dziecka. Wybór urny, któremu towarzyszyło przeogromne poczucie niesprawiedliwości, przecież powinnam wybierać łóżeczko, nie urnę.


Pamiętam pogrzeb. Biały wianuszek. Białą urnę. Pocałunek, który złożyłam na białej urnie. Pierwszy jaki otrzymała Marysia … i ostatni.


Dlaczego o tym mówię?
Właśnie dlatego, że nie wiadomo dlaczego PORONIENIE JEST NADAL TEMATEM TABU!


O tym trzeba mówić. Kobiety powinny nie bać się o tym mówić. Poronienie to nie jest powód do wstydu. Poronienie to nie jest temat, który powinno się zamieść pod dywan. To traumatyczne przeżycie, które pozostaje w rodzicach. Poronienie to ogromnie ciężka próba dla Matki. Tak, dla Matki, bo to, że tracimy dziecko nie sprawia, że przestajemy być Mamą. My już zawsze nią będziemy, ale zamiast trzymać dziecko na rękach, trzymamy je w sercu. Nawet jeśli później pojawią się kolejne dzieci, ten Aniołek (w moim przypadku dwa Aniołki - Marysia i Tomaszek) będzie częścią naszej rodziny.


Tym wpisem chciałabym pokazać Wam dziewczyny, że jeżeli tylko odczuwacie taką potrzebę to mówcie o tym. Tak jak ja. Wy wiecie co najlepiej Wam pomoże. Wiem, że są kobiety takie jak ja, dla których terapią będzie mówienie o tym. Są również kobiety, które czują, że nie chcą mówić. To część Waszej Historii. To Wasze dzieci, które kochałyście i kochacie, choć były z Wami zaledwie kilka tygodni, a może miesięcy. Zróbcie tak, jak podpowiada Wam serce.

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK