Jak nauczyłam moje 3-letnie dziecko czytać

20:38


No dobra, wcale nie nauczyłam Zetki czytać, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Jednak skoro tu jesteś to znaczy, że tytuł chwycił. Wybacz taki żarcik z mojej strony. Spokojnie jednak, nie denerwuj się, i nie, nie rób tego, nie naciskaj tego czerwonego guzika. To grozi poważnymi konsekwencjami. Grozi moją łzą w prawym oku, a moje prawe oko nie może być załzawione, bo zerkam nim na Zetkę, gdy lewym próbuje skupić się na gotowaniu, sprzątaniu, albo jeszcze na czymś ważniejszym, pisaniu bloga na przykład!

Spokojnie tytuł nie jest tak całkiem z palca wyssany.

Będzie o czytaniu. Ale nie czytaniu dziecka, ale o czytaniu dziecku.

Nie wiem czy pamiętacie, swego czasu, kiedy Zetka jeszcze nie mieliła jęzorkiem przez całe dnie, a nawet i noce czasami, popełniłam taki wpis o tym, na jakie słowa ze strony Zetki czekam (wspomniany tekst znajdziecie tutaj: “Słowa, na które czekam”). Naiwna ja umieściłam wśród tych słów, wyczekiwane przez wszystkich słowo “MAMA”, które teraz jest powtarzane tyle razy w ciągu doby, że gdyby płacili mi po złociszu za każde jego wypowiedzenie przez Zetkę, to jeździłabym dzisiaj wypasioną furą, a nie moim poczciwym cytryniakiem (tak na marginesie to kocham ten samochód!).

Wśród tych oczywistych słów, takich jak właśnie “mama” czy “kocham Cię”, w moim TOP 5, pojawiło się zdanie “Poczytaj mi Mamo”.

Tak, ja naprawdę chciałam i czekałam z niecierpliwością, na ten dzień, gdy Zetka stanie przede mną z książką w ręku i tą właśnie prośbą na ustach. I wiecie co?

DOCZEKAŁAM SIĘ!

To, że codziennie wieczorem przed snem, moje dziecku mówi do mnie: “Mamusiu, ale jeszcze mi nie poczytałaś” lub “Mamo poczytamy o owieczce, albo o piesku wolę” jest dla mnie jednym z większych sukcesów wychowawczych, tak samo jak to, gdy znajduję ją siedzącą w swoim pokoju i przeglądającą stos książek! Serio!

Jak w dobie pełnej cyfryzacji, gdzie dzieci rodzą się ze smartfonem w dłoni, a roczniaki mają już swoją listę subskrybowanych (bardzo trudne słowo, nie można by go jakoś tak na bardziej polskie przełożyć?) kanałów na Youtube przekonałam Zetkę do tego, żeby książki stały się częścią jej życia i sprawiały jej tyle radości, by sama chętnie po nie sięgała? Oto kilka rad, które u nas się sprawdziły.

  1. Dobry przykład. Dziecko chłonie to co rodzic mówi i robi jak gąbka. Chce robić i mówić to co Mama i Tata. Zatem pokażmy mu, że my czytamy i czerpiemy z tego ogromną przyjemność. Ja jestem uzależniona. Tak, nie boję się do tego przyznać. Jestem uzależniona od książek. Jeżeli w weekendowy poranek nie przeczytam choć kilku stron to pierwsze połowa dnia idzie na straty (jestem marudną zołzą!). Na mojej połowie łóżka zawsze leżą minimum dwie książki, a kolejna półka z książkami jest pełna. Najzwyczajniej w świecie Zetka widzi mnie z książką często, więc dla niej czytanie jest oczywiste.
  2. Czytanie już od pierwszych miesięcy dziecka. Niektórzy uważają to za bzdurę. Ja uważam, że poza walorem edukacyjnym jest to również wspaniały sposób na nawiązanie dobrych relacji z dzieckiem i uczenie go siebie, swojego głosu, a przede wszystkim na wyrobienie w nim miłości do książek.
  3. Ułożenie książek w zasięgu wzroku i ręki dziecka, tak by dziecko zawsze gdy tylko najdzie je ochota mogło po książkę sięgnąć. Bo nie ma nic gorszego jak odgrodzenie dziecka od książek. Pamiętajmy, że są one właśnie po to, by mogło ono sięgać po nie. Dodatkowo mając je na wysokości oczu, dziecko przypomni sobie o książce i zechce ją pooglądać.
  4. Pokazanie, że książka to nie eksponat, którego należy się bać, książka to towarzysz. O co chodzi? Wspomniałam już, że na mojej części łóżka leżą zawsze minimum dwie książki i wiesz co Zetka doskonale o tym wie. Mało tego ku zdziwieniu wielu osób, nigdy nie miałam problemu z tym, że ona po te moje książki sięgała. Pozwalałam się jej nimi bawić, pilnując oczywiście, by ich nie niszczyła. Tym samym ucząc ją poszanowania dla książki.
  5. Po piąte … hmmm nie mam punktu piątego, ale że wszelkie zestawienia są nieparzyste to oddaję ten punkt Tobie, dopisz w komentarzu swój sposób na zarażenie dziecka miłością do książek.  

Jak widzisz jednak nie nauczyłam mojego 3-letniego (no prawie 3-letniego) dziecka czytać. Myślę, że na to jeszcze przyjdzie pora. Teraz jestem dumna z tego, że Zetka pokochała książki i z uśmiechem na ustach przybiega do mnie ze swoim stosem lektur prosząc o czytanie. Tobie życzę tego samego!






To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge