Jedyny skuteczny sposób na odsmoczkowanie

20:36


Odsmoczkowanie. Powiem Ci szczerze, że bałam się go jak największego smoczyska. Wydawało mi się, że odpieluchowanie przy nim to mały pikuś, taka buła z masłem, czy inna błahostka. No bo wiesz, Zetka to od pierwszych swoich dni (no może jednak od dnia trzeciego, gdy wyszliśmy ze szpitala), była totalnie smoczkową Panienką. Jak nic można było nazwać ją księżniczką z różowym smokiem (no i zielonym, niebieskim i chyba fioletowy też się kiedyś trafił). A jednak od miesiąca, ba już prawie dwóch jesteśmy bez smoczka. Brawo dla nas, a w zasadzie dla Małej Zet! Tak szczerze powiedziawszy to wyszło na to, że odsmoczkowanie nie takie trudne jak je malują, czy tam piszą. Zdecydowanie poszło łatwiej niż myślałam.

Ale jak do tego doszliśmy?

Zacząć należy od tego, że w macierzyństwie są dwie szkoły. Szkoła “MAMY CZAS” i szkoła “TO JUŻ CZAS”. Nie będę ściamniała. Jestem zdecydowaną zwolenniczką szkoły numer jeden. Daję dziecku czas i pozwalam podjąć decyzję, czy jest gotowe na kolejny “kamień milowy”. Zrobiłam tak z chodzeniem, mówieniem, odpieluchowaniem i z odsmoczkowaniem również. No dobra tak naprawdę pozwalam Zetce decydować z czystej wygody i lenistwa, a może po prostu by mieć święty spokój. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że po prostu jestem człowiekiem gąbką i chłonę ludzkie emocje lepiej niż ręczniki Foxy wodę. Zatem jeżeli mogę ograniczyć ilość dramatyzmu w moim, a raczej w naszym życiu to robię to chętnie. Nie o tym jednak. Wracając do odsmoczkowania.

Tutaj też są dwie szkoły. Szkoła “STOPNIOWANIA”, która polega na stopniowym ograniczaniu smoka np. poprzez podawanie go coraz rzadziej lub wręcz przez obcinanie końcówki smoczka tak, aż dziecko nie będzie miało za co chwycić i samo go odrzuci oraz szkoła “SZOKOWA”, w której bardziej lub mniej za zgodą dziecka smok znika od razu, całkowicie i bezpowrotnie. Jaką metodę wybrać? To chyba zależy od dziecka.

My wybraliśmy metodę szokową, ponieważ taką samą zastosowaliśmy przy odpieluchowaniu i spisała się bardzo dobrze (kto nie czytał niech wpada TUTAJ).

Po kolei jednak opowiem Wam jak połączyliśmy szkołę “MAMY CZAS” oraz szkołę “SZOKOWĄ”, no i dodaliśmy do tego nutkę spontaniczności, ponieważ decyzję o odsmoczkowaniu podjęliśmy w 2 minuty.

Zasadniczo smok był moją zmorą. Mówią, że im dziecko starsze tym mniej go potrzebuje, a moje obserwacje były zupełnie odwrotne. Im Zetka była bardziej ogarniająca rzeczywistość i jej poziom cwaniactwa wzrastał, tym bardziej go potrzebowała, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zatem jak pozbyliśmy się smoka?

Zgubiliśmy go, a w zasadzie to tak nam się wydawało, że go zgubiliśmy. Był piątek. Właśnie wróciliśmy od znajomych. Zetka padała już na twarz i jedyne o czym marzyła to, by położyć się do łóżka. Zatem by jej to ułatwić i zmniejszyć jej “jęczydupstwo” zagłębiłam się w czeluści mojej torebki wielkości małej, no dobra średniej walizki i zaczęłam poszukiwania “niunia”. Szukałam, szukałam. Młoda jęczała, jęczała. No jasna cholera, NIE MA. NIE MA i jeszcze raz NIE MA.No co cudu nie stworzę. Nie ma i już! Wy nawet nie wiecie jak ja gaciami trzęsłam, gdy miałam jej to powiedzieć. “Ej słuchaj Mała, nie ma niunia, Matka zgubiła, ale w sumie jesteś już duża. Ta, ja wiem, że bardzo go lubisz, ale jakoś musisz to przeżyć”. Generalnie spodziewałam wielkiej tragedii, histerii, rzutów na podłogę, targania włosów z głowy, ale ku mojemu zdziwieniu niczego takiego nie było! Był jęk.

Bardzo krótki jęk i … cisza! Serio, po krótkim jęku, uspokoiła się sama!

To był znak, że nadszedł czas by pożegnać się ze smoczkiem na stałe. Tak na marginesie Mr Right kiwnął mi w międzyczasie głową, że znalazł zgubę. Jednak szybko przeanalizowałam całą sytuację i doszłam do wniosku, że skoro nie rozpacza za smokiem za bardzo to jest to idealny moment na odsmoczkowanie. Tak, Zetka (choć nieświadomie) sama dała nam znak, że jest gotowa, a akcja “zguba” przyspieszyła sytuację. Całe odsmoczkowanie, od momentu decyzji to momenty, gdy smok przestał być wspominany trwało około tygodnia.

Zatem jak najlepiej odsmoczkować dziecko? Szczerze to nie wiem. Wiem jednak, że takie decyzje należy podejmować w porozumieniu z dzieckiem. Oczywiście nie mam na myśli pytania się go o zdanie, bo zawsze usłyszymy odmowę. Trzeba jednak dobrze obserwować swoje dziecko. Ono zachowaniem wskaże nam, że jest gotowe, nawet jeżeli mówi coś zupełnie innego. Przykład? Proszę bardzo. To nie była pierwsza próba odsmoczkowania. Próbowaliśmy wcześniej namówić Zetkę by oddała “niunia” cioci, która spodziewała się dzidziusia. Próba ta była skazana na niepowodzenie. Po pierwsze pomysł oddania, czegoś co należały do dziecka, innemu dziecku jest kiepski. Po drugie, to jeszcze nie był ten moment.

Zatem, obserwujmy swoje dzieci, one dadzą nam znak. A później to już tylko konsekwencja nas uratuje!


To teraz Twoja kolej? Jak Ty odsmoczkowałaś malucha? A może masz to jeszcze przed sobą? Czekam na Wasze historie!

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge