Dlaczego Matki płaczą, gdy odprowadzają dzieci do przedszkola

20:07


Pierwszy tydzień, a nawet już drugi tydzień przedszkolnej przygody za nami. I wiecie co? Nie takie przedszkole straszne jak je malują. Mimo wielu obaw. Głównie moich. Wszystko poszło jak z płatka. Zetka przedszkole polubiła od pierwszego dnia, ba ona je nawet bardzo, bardzo polubiła. Bo to jedyne sensowne wytłumaczenie sytuacji, która miała miejsce w zeszły poniedziałek (czyli w jej pierwszy dzień, w jej pierwszej z wielu, placówek edukacyjnych, do jakich będzie chodziła). Pomyśl sobie, że ja Matka Polka, która zawsze wszystko dokładnie analizuje, postanowiłam, by nie narażać córki swej jedynej na nieprzyjemności i stopniowo ją przygotowywać do długich godzin spędzanych w przedszkolu, tym samym postanowiłam odebrać ją wcześniej, czyli zaraz po obiedzie. Biegłam więc uradowana do tego przedszkola, by odebrać to moje dziecię, już wyobrażam sobie jak stęsknione z radości rzuca mi się na szyję. Otwieram więc drzwi tego dziecięcego przybytku i …. jajo wielkości jaja strusiowego. Moje dziecko, które to miało wyczekiwać już na mnie, z niecierpliwością przebierać nogami, stać już w oknie oczy sobie wypatrując, najzwyczajniej w świecie poszło sobie spać! Olało Matkę, która z drżącym sercem, na złamanie karku zapierdzielała, by ulżyć mu w cierpieniu i jako pierwsze ze wszystkich dzieci umyło po obiedzie ręce i położyło się do łóżka! No cóż ...

Zatem podsumowując ten pierwszy tydzień w przedszkolu: trzy nowe piosenki pojawiły się w repertuarze Zetki, kilka opowieści dziwnej treści o koleżankach i kolegach z przedszkola rozśmieszyło nas do łez, sterta prania w pralce woła o pomstę do nieba (wiesz kredki nie zawsze piszą tylko po kartce, a kompot nie zawsze ląduje tylko w buzi), no i było oczywiście kilka wylanych łez, MOICH łez oczywiście!

Tak, przyznaję się wszem i wobec, że gdy tylko po odprowadzeniu Zetki, zamknęłam za sobą drzwi samochodu to się poryczałam. Ja wiem, siara jak cholera. Pociesza mnie jednak fakt, że nie ja jedna tak miałam. Serio, serio. Widziałam kątem oka te na szybko ocierane łzy i to nie były łzy dziecięce. Ha, chciałyście się ukryć, ale moje wnikliwe oko wiele wyłapie okropnice moje kochane! Tak szczerze, to trochę mnie to na duchu podniosło, bo na początku myślałam, że postradałam zmysły i zaczęłam już nawet szukać przy pomocy niezawodnego wujka googla odpowiedzi na pytanie: najlepszy psychiatra dla Matki, która ryczy po odprowadzeniu dziecka do przedszkola.

Ale jak to jest, że my Matki choć same decydujemy o tym, że nadszedł czas, by dziecko nasze poczuło trochę samodzielności i rozpoczęło przygodę zwaną przedszkolem, wylewamy później po kątach łzy. Nawet wtedy, gdy nasze dziecko biegnie do przedszkola z radością? (a może wtedy nawet bardziej?).

Nie płaczemy z tęsknoty. Bo przecież zależało nam na chwili oddechu bez tych naszych szarlatanów, a one jak wrócą to i tak nadrobią wszelkie zaległości, głównie te polegające na wyprowadzaniu nas z równowagi. Nie płaczemy, bo martwimy się, że dzieci nasze sobie nie poradzą, bo one wbrew pozorom są bardzo zaradne i wiemy, że nauczyłyśmy je wszystkiego co może im się przydać, a jak coś pominęłyśmy to te małe bestie szybko nadrobią zaległości Nie płaczemy ze strachu, że stanie im się coś złego, bo przecież same wybrałyśmy placówkę, do której poszło nasze dziecko i ufamy, że jest dobra.

Powodem naszego płaczu jest CZAS!

Uciekający czas.

Zaprowadzając dziecko pierwszy raz do przedszkola nagle zdajemy sobie sprawę, że już nie jesteśmy mamami malutkiego dziecka. Nagle zdajemy sobie sprawę, że to dzieciątko, które jeszcze wydawałoby się tak niedawno raczyło nas słodkimi kopniakami od wewnątrz (bądź solidnymi kopniurami prosto pod żebro “a masz Ty Matko, coś Ty znowu zjadła, przecież mówiłam, NIE LUBIĘ OGÓRKÓW”), które tak niedawno po raz pierwszy chwyciło nas za palec, po raz pierwszy usiadło, po raz pierwszy powiedziało “mama”, jest już całkiem samodzielnym, dużym dzieckiem. Dzieckiem które nie trzyma się już kurczowo maminej spódnicy, a z ochotą spędza czas z rówieśnikami (choć później równie chętnie w mamine ręce składa swoją wciąż jeszcze małą główkę). W tym dniu, kiedy po raz pierwszy dziecko nasze przekracza drzwi przedszkola zdajemy sobie nagle sprawę, że to nasze maleństwo zaczyna mieć swój własny świat. Świat koleżanek, kolegów. Świat, do którego my nie zawsze mamy wstęp. To ich świat, a my możemy być tylko jego gośćmi.


Tak, zdecydowanie CZAS, upływający szaleńczo czas jest powodem naszych matczynych łez. Bo przecież tak naprawdę cieszymy się, że to nasze dziecko idzie do przedszkola i wcale nie tylko dlatego, że wreszcie będzie chwila spokoju (choć to też). Cieszymy się i jesteśmy dumne z nich, że będą mogły uczyć się i rozwijać i poznawać nowych przyjaciół. Jednocześnie jest nam żal, że te nasze małe łobuzy tak szybko urosły i robią pierwszy krok, w kierunku samodzielności, w kierunki własnego świata. Ot, taka matczyna natura. Jednocześnie pragniemy by dzieci rosły i stawały się samodzielne, a gdy to się staje tęsknimy za tymi maluchami, którymi tak niedawno były.

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge