5 nieszablonowych podziękowań dla mojej Mamy

20:38


Chciałam napisać coś o Mamie. Bo uwaga odkrywam Amerykę. JESTEM MAMĄ. Nic dziwnego, co nie? W każdym wpisie przecież ociekam matczynością (jest takie słowo? myślałam, że nie ma ale nie podkreśliło mi go na czerwono, więc nici z moich słowotwórczych zapędów).

Tak, jestem Mamą. Ty też pewnie jesteś Mamą, a jak nie jesteś to pewnie będziesz może już wkrótce, a może jeszcze chwilę musisz na to poczekać (ale z całego serca życzę Ci byś nią była).

Super jest być Mamą. Tak super. Czasami super super, a czasami super do dupy, ale przeważnie to super do dupy, jest zamiatane pod dywan i nie jest ważne, bo to super, super jest bardziej super. I już. W sumie chciałam Wam właśnie napisać, jak super tą Mamą być. Wiesz, to miało być coś w stylu, że jesteśmy silne, że góry przenosimy, że nie ma mocnego na cyca matczynego i takie farmazony powtarzane bardzo często.

Ale potem sobie pomyślałam, że jednak nuda, a w sumie to już chyba coś takiego pisałam (a może tylko chciałam napisać, nie ważne).

No i właśnie wtedy, gdy się siedziałam z nosem na kwintę, że nic nie mogę wymyślić, pomyślałam o tym, o czym często będąc dorosłym się zapomina. Przecież ja nie tylko jestem Mamą. Jestem też Córką. Córką Mamy mojej Jedynej. I jak tak sobie nad sobą pomyślałam, nad sobą jako tą Córką to doszłam do wniosku, że super też być Córką. Od razu zganiłam się za to, że tak często o tym zapominam. Idąc tym tropem doszłam do wniosku, że komuś należy przecież za to podziękować. A wiesz komu należą się mega podziękowania za to, że super jest być Córką? No jasne, że należą się Mamie mojej, no bo komuż by innemu!

Tak, mam zdecydowanie wiele powodów, by swojej Mamie podziękować. Za miłość, za opiekę, za wsparcie, za ciepły dom, za … oj wiele tego. Nawet za to ile razy zmyła mi głowę za głupoty moje i wredny język, bo dzięki temu jestem teraz mądrą kobietą (bo jestem, serio, mimo tych moich głupot, które czasami robię), która potrafi się zachować w każdej sytuacji. Ale to takie oczywiste jest. Te powody do wdzięczności właśnie.  

Zatem dzisiaj, z racji, że Dzień Matki już tak całkiem niedaleko chciałabym Jej podziękować za takie rzeczy nieoczywiste!


Mamo, moja Droga, Kochana, Dziękuję, że ...


  1. Że dzwonisz codziennie. Ja wiem, że ktoś może powiedzieć, że to mega upierdliwe. Ba, pewnie znajdzie się ktoś, kto powie, że albo Ty jest nadopiekuńcza, albo ja jestem niedojrzała. Ale ja lubię te Twoje telefony. Wiesz dlaczego? Bo dzięki nim wiem, że ciągle mnie kochasz i ciągle o mnie dbasz, chociażby poprzez wypowiedzenie do mnie tych kilku słów dziennie. Czasami są to słowa otuchy, czasami rady, czasami totalne pierdoły, a czasami słowa wywołujące salwy śmiechu. Ale Dziękuję.
  2. Że stawałaś w mojej obronie, nawet przed nauczycielem wychowania fizycznego. Bo wiesz, i ja też to wiem, że byłam dość kiepska z w-fu. Nie, określenie “kiepska” to lekkie niedopowiedzenie, to fakt. Ja i w-f to taki raczej związek bez przyszłości był. Toksyczny bym powiedziała. Jednostronny. Ja się starałam, a on mnie odtrącał. Niestety nauczyciele nie zawsze moje starania doceniali. Mama doceniała. Nawet wybite palce doceniała;) Dziękuję.
  3. Że nie udusiłaś mnie słownikiem ortograficznym, kiedy uparcie po raz tysięczny napisałam słowo “półka” przez “u”. Tak, Twoja cierpliwość podczas wałkowania mnie z ortografii była nieziemska (swoją drogą tą “półkę” pamiętam do dzisiaj i sama się dziwię, że mogłam tyle razy zrobić błąd w jednym i tym samym wyrazie). Ale wiesz dzięki Tobie jestem dzisiaj całkiem niezła w te klocki. Dziękuję.
  4. Że nie zabraniałaś, nawet gdy wpadłam na pomysł pojechania za granicę do chłopaka, którego znałam ledwie trzy tygodnie, z czego widziałam go może ze trzy razy. (Tak całkiem serio, to jak sobie pomyślę, że taki sam numer może mi wywinąć Zetka to już z góry mówię, że się nie zgadzam!) Dzięki temu teraz jestem w tym miejscu, w którym jestem. A to najlepsze miejsce z możliwych. Tak, ten nieznajomy chłopak, który wpadł na dziki pomysł zabrania nieznajomej dziewczyny na swój bal kończący studia jest dzisiaj moim mężem! Dziękuję.
  5. Że pieczesz ciasta mojemu Mężowi na urodziny do pracy! Bo ja bym mogła, ale moje nie są takie dobre jak Twoje. Bo mówią, że Teściowe nie przepadają za swoimi Zięciami, ale Ty go jednak musisz lubić skoro pieczesz dla niego ciasta. Dziękuję.


Mamo, kurczę, Dziękuję właśnie za te pierdoły, ale te pierdoły złożyły i nadal się składają na całość. Na mnie i na Ciebie. Na nasz kontakt. Dziękuję.


Dobra, a teraz Twoja kolej Czytelniku, za co Ty dziękujesz swojej Mamie? Ale wiesz, tak całkiem nieszablonowo. Tak od serca i po swojemu?











To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Super wpis, ja mam tak wiele rzeczy, za które dziękuję mojej mamie! Miałam podobnie z WFem dorastając! �� Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. haha z tymi ciastami coś jest! :D Ja na parapetówkę chciałam zrobić ślimaki drożdżowe.... w konsekwencji zadzwoniłam do mamy mówiąc: mama pomóż! :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge