Dyskusje dzieci na placu zabaw

20:24


Byłyśmy z Zetką na placu zabaw. No tak całkiem niedawno. To może nawet było jeszcze w tym tygodniu, ale nie jestem pewna. Znaczy się nie tego czy byłyśmy na placu zabaw, bo tam jesteśmy bardzo często (dziwne nie? ;), ale to przecież wiecie. Bo z tymi placami zabaw jest tak, że jeżeli jeden ominiesz to wdepniesz w dwa następne, więc nie ma spaceru bez placu zabaw. Zatem nie jestem pewna, nie tego czy byłyśmy na placu zabaw, ale tego kiedy przyszła do mnie ta refleksja. Spokojnie zaraz Wam powiem jaka, ale żeby było wiadomo skąd ona się wzięła to muszę Was jeszcze trochę wprowadzić w temat.

Jeden z naszych ulubionych placów zabaw jest usytuowany na szlaku, którym dziennie w dwie strony maszerują zastępy dzielnych uczniaków, naszej osiedlowej kuźni mózgów, zwanej szkołą podstawową. Tak, kiedyś tą samą trasą będzie codziennie zapylała Mała Zet, ale wtedy już nie będzie Małą Zet, a Panną Zet! Już teraz wiem, że będę wyła jak bóbr, gdy to nastąpi! Ale nie ważne.

Dzieciaki wracające ze szkoły, choć chcą powszechnie uchodzić za “dużych” z miłą chęcią zatrzymują się na placu zabaw, by choć na chwilę pobujać się na huśtawce, zjechać na zjeżdżalni lub wspiąć się na drabinki. I super, bo plac zabaw jest dostosowany do dużych i małych.

Nie o tym jednak chciałam. Wiecie co jest najfajniejsze w tych dzieciakach? Ich dyskusje!

Ostatnio miałam okazję usłyszeć jak odliczają dni do wakacji i narzekają.

Trochę to było zabawne. Wiecie, to narzekanie, że mają tyle pracy, że tyle zadają, kiedy wreszcie będą te wakacje, a bo dorośli to mają się tak fajnie, mogą robić co chcą i nie mają zadań domowych. Tak, zdecydowanie lepiej być dorosłym. A bo teraz to te sprawdziany, kartkówki, testy, tyle nauki! Beznadzieja.

I wiecie co? Kurde zaczęłam im zazdrościć! Bo ja to bym się chętnie z nimi na chwilę zamieniła. Ja to bym się chętnie do tych sprawdzianów pouczyła w zamian za ogarnięcie domu. Mało brakowało, a bym im to zaproponowała, albo co gorsza zaczęłabym ich uświadamiać, że dorosłość to jednak przereklamowana jest! Wyszłabym wtedy na zrzędliwą starą babę i jeszcze bym dostała dożywotniego bana na plac zabaw. Moje dziecko by mnie znienawidziło za to!

Ale to nie zmienia faktu, że człowiek też był kiedyś taki głupi i za wszelką cenę chciał szybko dorosnąć, a teraz jak zmądrzał to się nie da tego czasu dzieciństwa i szkoły przywrócić. A ja to bym chętnie do tej szkoły teraz pochodziła. Bo teraz to dzieciaki fajnie się mają. Tyle dodatkowych pomocy naukowych (ej, właśnie się zorientowałam, że zabrzmiałam jak taka stara baba - “bo za moich czasów ….” o nie, to straszne!). No ale kurcze no przyznaj sama tych kursów, tablic dydaktycznych i portali edukacyjnych teraz jest tyle, wszystko tak fajnie skonstruowane, że człowiek to by się z chęcią pouczył (teraz wypadałoby powiedzieć: “ale po co skoro już to wszystko wie”, ale nie szarżujemy, nie szarżujemy).
Wiesz, bo ja ostatnio natrafiłam na taki portal edukacyjny. Na jego reklamę właściwie. No i chwalą go, że to platforma edukacyjna, która pozwala uczyć się przez zabawę, że zgodna z podstawą programową, że przez gry, misje, quizy dzieciak może utrwalać materiał z każdego przedmiotu obecnego w klasach od 1 do 6, że w sumie uczy się nie wiedząc, że się uczy, ba rodzic ma dostęp do konta rodzicielskiego i może kontrolować postępy dziecka. Nie no super sobie myślę, ale w sumie po co mi to. Zanim moje dziecko pójdzie do szkoły to czasu jeszcze minie, a minie, że hoho (no ja wiem, pewnie minie szybciej niż mi się wydaje, w sumie to ona już do przedszkola się wybiera).

No ale jednak z ciekawości wygooglowałam sobie (bo wujek google to ma moc!) tą platformę edukacyjną i bardzo miło się zaskoczyłam. Wiecie dlaczego? Bo tam były również zadania skierowane dla takich przedszkolnych maluchów jak Zetka, no może nieco starszych. Bardzo przyjemne i proste zadania w postaci quizów i gier, które są kolorowo zobrazowane a polecenia czytane są przez lektora (no wiadomo takie dzieciury z zasady czytać jeszcze nie potrafią, no chyba że ja się na trendach wychowawczych nie znam - co może być prawdopodobne - i błąd popełniam nie ucząc Zetki czytać), przybliżają dzieciom literki, cyferki, ale też świat zewnętrzny ucząc nowych słów, zasad społecznych i zależności przyrody.


No i jak tu nie chcieć wracać do czasów szkolnych czy nawet przedszkolnych (no ta druga opcja jest nawet bardziej kusząca, bo jednak więcej zabawy niż nauki jest) kiedy ma się możliwość nauki w przyjemny sposób. Ba ja bym to nawet bardziej zabawą niż nauką nazwała. Ktoś może wie, może ma sposób jak znowu stać się dzieckiem? Chętnie skorzystam ze sprawdzonych sposobów.












To Cię może zainteresować

3 komentarze

  1. Po włączeniu strony na telefonie Twój blog mi "gaśnie" i robi się wszystko ciemno szare, dopiero po chwili znalazłam winowajcę - wtyczkę od ciasteczek. A przechodząc do komentarzu:
    W pracy mam praktykantów z technikum. Mimochodem słyszymy z kolegą o czym nasi podopieczni gadają. Dla nich to ultra poważne sprawy i niesamowicie głębokie rozmowy...a my, starsi o 10lat płaczemy ze śmiechu, bo to takie niby dorosłe, ale mega bezmyślne stworzonka. Ale cóż...pewnie my w ich wieku byliśmy podobni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozmowy dzieci niekiedy są tak poważne, że szok. Dla nas są to rzeczy śmieszne, zaś dla nich niekiedy mogą zaważyć o życiu przedszkolnym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, muszę koniecznie obczaić ten portal z Blanią. Ale powiem Ci, że ja bym się z kolei ni cholery nie zamieniła na tą szkołę. No może na liceum i to już po 18tce... Bo fajne imprezy były. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge