Dlaczego Matki są zmęczone?

20:46


Kojarzycie taką grafikę Matki, wyglądającej jak cukierek pogryziony i wypluty przez z psa z nadmiarem silny (no niech będzie np. buldoga - nie znam się na psach ten mi pierwszy na myśl przyszedł) opatrzoną słynnym hasłem, które brzmi mniej więcej tak: “Nie wiem czy bardziej potrzebuję przytulenia, setki wódki czy dwóch tygodni snu?” (a może tam było butelki wódki? to by było chyba adekwatniejsze co nie? )? Ja znam, bo ja to teraz taka fame jestem i po świecie wirtualnym hulam jak mało kto (no dobra uśmiałam się jak nigdy pisząc to zdanie, boszz śmiać się z tego będę za każdym razem jak to przeczytam, więc dla poprawy nastroju to zostawię). No ale Ty pewnie też znasz, bo przewałkowało się to przez internety już wielokrotnie i to w milionach różnych wersji. Ba, nawet u mnie się kiedyś pojawiło. Ale dawno, chyba. A może dla przypomnienia wrzucę je kiedyś ponownie. Nie ważne. W każdym razie ustaliliśmy, że i ja i Ty znamy to hasło, a w zasadzie tą grafikę.

A znasz najbardziej wkurwiające zdanie jakie może wypowiedzieć Twój facet wracając z pracy do domu? Wiesz taki tekst co to grozi śmiercią. Jego śmiercią, oczywiście, a Twoją długoletnią odsiadką. No może udałoby się to podciągnąć pod morderstwo w afekcie, więc kilka lat można by było urwać, ale mimo wszystko odsiadka długoletnia jak nic. To tekst w stylu: “a czym Ty taka zmęczona jesteś?” ewentualnie wersja numer dwa “a co Ty przez cały dzień robiłaś, że jesteś taka zmęczona?”. By pogrążyć się jeszcze bardziej może do któregoś z tych zdań dorzucić sławetne: “siedząc w domu” (w ogóle hasło “siedząc w domu” w odniesieniu do Matki wychowującej dziecko jest największą pomyłką ever, ale pozwolę sobie to pominąć, bo to temat na osobny i wpis, i to całkiem obszerny wpis). Na szczęście część mężczyzn tak jak mój  Mr Right ma jeszcze trochę instynktu samozachowawczego i takich bredni dla własnego dobra nie wypowiada.

Jednak, drodzy Panowie, gdybyście się kiedyś zastanawiali dlaczego jesteśmy takie zmęczone to ja wam powiem, dlaczego.

W pracy to jest tak: masz zadanie do wykonania, może jest proste, może trudne, a może nawet takie z cyklu “mission impossible”. Nie ważny jest stopień trudności. Finalnie spinasz poślady, może masz lekki wkurw, że musisz karkołomne zadania wykonywać, ale je wykonujesz. Misja zostaje wreszcie zakończona sukcesem. No i dostajesz kolejne zadanie. Kończysz je, i kolejne. No cóż taka praca. Sens w tym taki, że średnio wykonujesz jedną rzecz jednocześnie, a to jest mega luksus.

Matka takiego luksusu nie ma. Bo Matka zawsze wykonuje MINIMUM dwie rzeczy na raz!

Nie bez powodu słowo MINIMUM jest tak rzucające się w oczy, bo średnio to Matka wykonuje trzy lub cztery rzeczy jednocześnie.

Matka musi być zawsze na czuwaniu i zawsze w pełnej gotowości, a to męczy bardzo psychicznie i fizycznie.

Jak to wygląda? Otóż mamy dwie role do spełnienia w ciągu dnia (w nocy trzecią, ale nie ma jeszcze 23, więc ciiiiichooo). Jesteśmy Panią Domu i Mamą. Jednocześnie. To oznacza, że musimy np. ugotować obiad (czasem dwa, bo dla dziecka coś innego) i jednocześnie mieć oko na dziecko. “Mieć oko” to bardzo szerokie pojęcie. Czasami oznacza ono trzymanie dziecka na rękach przy jednoczesnym krojeniu cebuli (niemożliwe? żartujesz? Matki takie rzeczy potrafią). Czasami oznacza konieczność kilkukrotnego sprintu do drugiego pokoju za uciekinierem, który jakimś cudem porwał z blatu kuchennego torebkę z przyprawami (w najlepszym przypadku jest to tymianek, w gorszym pieprz cayenne). Czasami oznacza przerywanie gotowania nawet do stu razy, ponieważ dziecko życzy sobie naszej natychmiastowej uwagi, pod groźbą zaalarmowania całego osiedla o swoim nieszczęściu związanym z posiadaniem wyrodnej Matki. Czasami “mieć oko” oznacza konieczność myślenia za dwie osoby jednocześnie, ponieważ musimy domyślić się co dziecko głupiego zrobi, zanim ono samo na to wpadnie, żeby przyczynę głupiego pomysłu zawczasu usunąć. Czasami oznacza to konieczność odkładania po tysiąc razy tego co trzeba zrobić, by uspokoić histerię spowodowaną bliżej nieokreślonym zdarzeniem.

Mama nie może się rozproszyć. Oprócz prac domowych i okołodomowych musi ciągle być w pogotowiu, by niczego nie przeoczyć, by zawsze być na zawołanie, by … no właśnie “by”. “By” oznacza wszystko co dziecko potrzebuje, a także to czego chce (lub nie chce).

Tak, to męczy. To ciągłe bycie w pogotowiu. To ciągłe robienie dwóch, trzech, czterech rzeczy na raz. Rzeczy domowych i pilnowanie, opiekowanie się, zapobieganie, ratowanie, karmienie dziecka. Jednoczesne wkładanie prania do pralki i tłumaczenie, że “nie rozsypujemy proszku po podłodze”. To przerywanie tego co się robi, by naprawić szkodę, której nie udało nam się wcześniej zapobiec. Bycie Mamą “siedzącą w domu” to nie jazda na roller coasterze. Roller Coaster przy tym to pikuś. Bycie Mamą to permanentne przebywanie w psychiatryku, to bycie klasycznym schizofrenikiem i ośmiornicą o ośmiu rękach jednocześnie.


Tak, mamy prawo być zmęczone. Psychicznie i fizycznie, bo choć robienie kilku rzeczy jednocześnie podobno leży w naturze kobiety, to ciągłe wykonywanie kilku rzeczy nawet ją, kobietę zmęczy. 

To Cię może zainteresować

7 komentarze

  1. Popieram, potwierdzam i przytakuje :) Facet robi w pracy swoje i wychodzi z niej, mamy w swojej pracy siedzimy 24/7/365 i nie liczy nam się do lat pracy, nie mamy chorobowego ani tym bardziej urlopu! Zawsze w pogotowiu, zawsze na zawołanie i tak jak piszesz-robiące kilka rzeczy na raz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz najgorsze jest to, że matki będące z dzieckiem w domu czasami traktuje się jako te kobiety bez ambicji, takie gorszego sortu ...

      Usuń
  2. To fakt, robienie kilku rzeczy naraz wykańcza, psychicznie zwłaszcza. Ale powiem Ci ze z tym chodzeniem do pracy i zadaniowością pracy zawodowej to tak nie do końca. Bo do tego dochodzą konkretne relacje między ludzkie wśród współpracowników, nie wspominając już o kontakcie z klientem. Czasem sama robota tak nie męczy jak lawirowanie między złym nastrojem szefowej a wrednościa kolegi z biurka obok. I po tym wszystkim wracasz do domu i musisz zrobić wszystko to czego nie zrobiłaś będąc w pracy i do tego jeszcze być mamusia która marzy o zabawie autami. Chociaż prawda jest ze w takim stanie rzeczy, idąc do pracy odpoczywasz od domu, a w domu odpoczywasz o pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zupełną rację. Praca zawodowa to nie taka sielanka. To prawda. Jednak to co napisałaś na końcu jest bardzo ważne: praca jest często odskocznią od domowego życia. Takim resetem i wbrew pozorom odpoczynkiem (psychicznym)

      Usuń
  3. Zgadzam się z autorką, jednak nie mogę potwierdzić, iż każdy facet przesiaduje w pracy - wraca i nie robi nic ;) Wszystko jest kwestią chęci a przede wszystkim podziału obowiązków - wszystko da się dogodzić. Ważne, by drogie panie zawsze były wspierane i "odciążane" - tego wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację. Ja mam to szczęście, że mój mąż cały swój wolny czas po pracy (choć nie ma go za wiele) poświęca naszej córce. Mam też szczerą nadzieję, że jest co raz więcej takich mężczyzn.
      Niestety wiem też, że jest sporo takich, którzy nie doceniają pracy jaką w dom i dziecko wkłada Matka.

      Usuń
  4. Oj tak. Mnie psychicznie to wykańcza najbardziej. Zwłaszcza, że moja na każdym kroku próbuje sobie zrobić krzywdę. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge