Czy Ty też, tak jak ja lubisz, gdy inni mają źle?

20:58


Jakiś czas temu, no z tydzień, nie no może dwa tygodnie temu, byliśmy z Mr Rightem i Małą Zet na zakupach. Wiesz takich, dużych rodzinnych zakupach, co to na cały tydzień lodówkę zapełniają (no prawie na cały tydzień). Ha, rozczarownie co nie nie? Też bym wolała jakieś ciuchowo-butowe szaleństwo, ale ktoś tą bandę wyżywić musi, więc jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Ot, taka mądrość ludowa. Prawda, że prawda? Dobra, nie ważne. Pojechaliśmy na te zakupy całą rodziną. Zabraliśmy nawet Małą Zet, która w sklepach większych niż osiedlowy spożywczak dostaje małpiego rozumu, a jej pomysły nie przyprawiają mnie już o ból głowy, ten etap mamy za sobą. Teraz przyprawiają mnie już o klasyczny wkurw!

Ale nic, wzięliśmy ją, bo myślę sobie, że tym razem mam nad nią taktyczną przewagę. Dziecię na własne życzenie pozbawiło się przyjemności, którą jest popołudniowa drzemka (znaczy się to dla mnie jest przyjemność, a dla dzieci kara - takie mam wrażenie). No to myślę sobie, zmęczone to dziecię jest to biegać między alejkami jak poparzone nie będzie. Błąd. Biegało … ale na szczęście krócej niż zwykle.

No to siedzi sobie wreszcie to moje dziecię w wózku sklepowym, dorzuca co chwilę jakieś nadprogramowe zakupy: a to jakaś wrętarka, a to jakiś samochodzik, ooo i młotek się udało dorwać (no, wiesz same takie dziewczęce zabawki przecież). Ja sobie pcham ten wózek stosunkowo szybko, żeby jak najszybciej zakupy zakończyć (wiadomo zanim Zetka naładuje baterie siedząc w wózku i zrobi mi powtórkę z rozrywki). Dwie alejki wcześniej Mr Right pisze pracę doktorską nad jakimś serkiem, mlekiem czy innym nabiałem. Swoją drogą to fascynujące! On naprawdę potrafi dobrą chwilę analizować, którą spożywczą rzecz lepiej będzie kupić, doprowadzając mnie tym do szewskiej pasji. Ja wpadam do sklepu, ładuję do koszyka co potrzebne i koniec. No cóż. Nie ważne. On stoi i medytuje, ja obrabiam resztę listy zakupowej.

No więc pcham sobie ten wózek (tak, wiem zdania nie zaczyna się od “no więc”), młoda siedzi a Mr Right wreszcie wybrał serek. Nagle przechadzając się alejkami z działu “dziecięcego” między kaszkami, zupkami i mlekiem zostałam zagadnięta przez zupełnie obcą mi babeczkę, która przerwała wybieranie bodziaków, by dziwić się temu jak to możliwe, że moje dziecko tak grzecznie siedzi w wózku. “No chyba Pani nie widziała mnie 10 minut temu jak z wywieszonym jęzorem biegałam za dzieckiem, które w jednej ręce trzymało jajka a w drugiej bułkę, bo mu się chyba kotletów zachciało” - tak, sobie pomyślałam, nie powiedziałam, choć mogłam, bo to z perspektywy czasu całkiem śmieszne jest. Powiedziałam za to, że to tylko takie chwilowe, bo nie miała popołudniowej drzemki, że przed chwilą to szalała i takie tam banały. Na co ona przyznała, że doskonale wie jak to jest, że ma córkę w wieku Zetki i … i tak z zupełnie nieznaną mi babeczką przegadałam chyba z 15 minut! O czym? O pierdołach. Narzekałyśmy i śmiałyśmy się z niewyspania, z wybryków naszych dzieci, z biegania między półkami w sklepie, z placów zabaw wyskakujących jak królik z kapelusza na każdym kroku, tak, że nie można ich ominąć idąc na spacer, z zimnej kawy i innych tylko mamie znanych przypadłości.

I wiecie co? Naszą rozmowę podsumowałyśmy stwierdzeniem: “Lubię, gdy inni mają tak źle jak ja”

O co chodzi? To bardzo proste i wbrew pozorom to nie jest nic złego!

Najzwyczajniej w świecie dobrze wiedzieć, że każdy ma tak samo (mniej więcej oczywiście). Masz tak Ty i Ty i Ty i Ja. To co wkurza nas w naszych dzieciach, co doprowadza nas do szewskiej pasji albo co sprawia, że ręce nam opadają jest … normalne. Człowiek od razu jakoś tak się lepiej czuje, że ktoś inny ma tak samo (tak samo źle i dobrze jednocześnie). I wiesz co? Wtedy to nawet przestaje denerwować. No przynajmniej na jakąś chwilę. Albo przynajmniej denerwuje nieco mniej.

PS. A swoją drogą, dobrze by było gdyby każda rozmowa Matek tak wyglądała. Wiesz tak zamiast ściemniania jak to cudownie jest i cukierkowo, by tylko pokazać jaką się jest idealną, a ktoś inny jaki jest beznadziejny.

To Cię może zainteresować

4 komentarze

  1. Świetny tekst;) od razu się robi lepiej na duszy kiedy się wie, że nie tylko my mamy źle;) ja niestety ostatnim czasem ciągle spotykam się z matkami"idealnymi" które swoimi równie idealnymi opowieściami działają mi na nerwy. Wtedy msm odczucie, że tylko ja mam z dxueckiem jakieś problemy. Wrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas ma problemy z dzieckiem i wiesz co? Każda z nas ma takie same problemy :) A tym Matkom Idealnym nie można wierzyć ;)

      Usuń
  2. Nie ma matek idealnych, tak jak nie ma idealnych dzieci. Wszystko w życiu ma swoje plusy i minusy, a każdy człowiek - czy to mniejszy, czy większy - ma lepsze i gorsze dni ;)
    Wspaniały blog, nie jestem Mamą, ale będę tu zaglądać ;)
    Miłego wieczoru ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację każdy człowiek, a dziecko to też człowiek tylko taki malutki ma prawo mieć gorszy dzień i nawet Matki mają do tego prawo :)

      Bardzo dziękuję za miłe słowa i zapraszam Cię jak najczęściej :)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge