Czy dziecko może oglądać bajki i dlaczego TAK?

20:33



Uwaga ten post jest całkowicie sprzeczny z dzisiejszymi trendami w wychowywaniu dzieci. Czytasz na własną odpowiedzialność. Bądź świadoma, że ja po pierwsze doskonale zdaję sobie sprawę, że właśnie narażam się sporej populacji Matek (Idealnych). Po drugie, tak, zdaję sobie sprawę, że właśnie po raz kolejny przyklejona zostaje mi etykieta, plakietka a może identyfikator “zła Matka”. Po trzecie, trudno. Przeżyję. Chyba.

Zresztą doskonale wiecie, że ja i Matka Idealna to tak odległe światy jak … no dobra, pierwszy raz zabrakło mi błyskotliwego porównania (wiesz takiego co to dupy urywa i pokazuje jak daleko itp.). Dobra zostawmy to. Przejdźmy do konkretów.

Konkret brzmi: Dziecko i bajki.

Gdzie bym się nie obróciła - w sensie wirtualnym, głównie - Matki chwalą się tym, że ich dziecko nie ogląda bajek. Opierają swoje postępowanie na bardziej, a może raczej mniej znanych ekspertach, którzy ogłaszają szkodliwość bajek, nazywając je “pożeraczami mózgu”, które blokują rozwój dziecka, niszczą, bezczeszczą i co tam jeszcze złego z dzieckiem zrobić mogą, to robią. Mało tego Matki pytające o ciekawe bajki dla swoich dzieci, wyzywają od “złych, wyrodnych, nie dbających o dobro swoich dzieci matek”, no i jeszcze kilka innych ciekawych określeń rzuconych bardziej lub mniej wprost by się znalazło, ale nie należę do osób kolekcjonujących wyzwiska, więc ich nie zapamiętałam. Oczywiście określenia te przeplatane są na zmianę ze stwierdzeniami wskazującymi na to, jakie one (te przeciwne bajkom Mamy)  są “idealne”, mądre, wspaniałe i najlepsze. No i może są. Nie mnie to oceniać. Bo do takiego oceniania prawo ma tylko jedna osoba. DZIECKO. Ot i tyle w kwestii oceny. Wracając do tematu bajkowego.

Ja nie jestem Idealna. To wiecie, nie ukrywam tego. Ba ja się tym nawet szczycę!

Moje dziecko ogląda bajki. Tak, dobrze przeczytałaś POZWALAM MOJEMU DZIECKU OGLĄDAĆ BAJKI.

Uwaga! Jestem zdania, że to nie czyni mnie złą matką, wręcz przeciwnie.

Uwaga nr 2, a teraz spuszczam mega bombę: uważam, że bajki mają też dobry wpływ na dzieci (i nie tylko, ale kwestię tego, że bajki dają nam w prezencie 5 minut wolnego, gdy mamy bardzo ważną rzecz do wykonania - tak, kupa w samotności też się liczy - a dziecko zamienia się w pełzająco-wiszącego małego orangutana, pozwolę sobie pominąć, chociaż to też ważna kwestia, ale nie najważniejsza, bo inne sposoby na odklejenie “rzepa” też się znajdą).

Bo bajki to nie tylko migające obrazki. Bajki, wbrew zarzutom o “zamykaniu i ograniczaniu  mózgu” dziecka, mogą przysłużyć się wręcz do jego rozwijania. Skąd to wiem? Otóż z obserwacji Małej Zet.
Wbrew powszechnemu mniemaniu, że bajki ograniczają słownictwo dziecka to ja (jak to ja) mam zupełnie odwrotne spostrzeżenia. Zauważyłam, że odpowiednio dobrane bajki mogą również słownictwo delikatnie wzbogacić. Oczywiście, że ma się to nijak w stosunku do książek czy rozmów z dzieckiem, ale jednak coś w tym jest. Chcecie przykład? Oto on. U Zetki zauważyłam używanie słów, których my na co dzień nie używamy. Prosta sytuacja. Zetka przynosi buty i mówi do mnie: “Mamuś, idziemy do oglodu?” [czyt. idziemy do ogrodu]. Słowo: ogród. Niby zwykłe, ale my go nie używamy, bo jak się mieszka w bloku to jedyny ogród jaki się widzi to ten, który Maja urządza w TV. Jednak wiem (bo z Zetką oglądałam) w jednej z bajek dzieci do “ogrodu” właśnie, często wychodzą i to hasło o wyjściu do ogrodu pojawiło się właśnie po tym, gdy bajkę obejrzała. Przykładów mam kilka (nazwy zwierząt nieczęsto spotykanych np. gazela, określenia typu - to jest okropne itp), ale nie będę Was zanudzać. Przejdę sobie pięknie, ładnie dalej.

Bo bajki to też świetny powód do rozmowy z dzieckiem. Serio! Zetka ma w zwyczaju po obejrzeniu bajki opowiadanie mi jej. No wiesz, jeszcze tak w dużym skrócie, skupiając się na jednej rzeczy, które dla niej okazała się ważna, ale jednak. Ona chce ze mną porozmawiać na ten temat, więc ja (razem z nią baję widziałam to wiem o co kaman) dopytuję o różne rzeczy. W ten sposób namawiam ją do mówienia i pokazuję, że to co mówi jest ważne. Ten moment można wykorzystać również na tłumaczenie dziecku świata, na mówienie dlaczego to było złe, a to dobre w bajce. Dlaczego tak wolno, a tak nie wolno postępować.

Są bajki i Bajki. Wybierając dobre Bajki, możemy wspierać dziecko również w edukacji, oczywiście dostosowanej do ich wieku. Bo przecież są bajki uczące języków obcych, ale też uczące dobrych manier, kolorów czy liczb.

Ale wiesz z tymi bajkami to jest tak jak z tymi słodyczami, o których już pisałam TUTAJ (tak, moje dziecko oprócz tego, że ogląda bajki to je również słodycze, aaaa złaaa matkaaa ze mnie).
Mała Zet ogląda bajki ale są pewne zasady, których bardzo się trzymamy.

Mamy swój rytm dnia. No taki, mniej więcej. W tym rytmie dnia są ujęte również bajki. Zazwyczaj jest to czas po obiedzie, czyli jak to mawia moja ciocia “pół godzinki dla słoninki”. Jak już sobie podjemy to Zetka wie, że teraz może zobaczyć co nieco. Ale, właśnie ale! Trzymamy się tej pory oglądania bajek. Zdarzają nam się wyjątki. Takie wiecie, sytuacje kryzysowe, kiedy Matka Polka sięga po kaliber ciężki. Pilnuję jednak, żeby Zetka nie oglądała bajek dłużej niż godzinę dziennie. Poza tym nie zostawiam jej samej z bajkami. Oglądam je razem z nią. No może nie tak w 100% uważnie, bo mam w zwyczaju robienie kilku rzeczy jednocześnie, ale mam ją i bajki, przede wszystkim, na oku, więc wiem jakie treści do niej trafiają i mogę w awaryjnych sytuacjach interweniować (no np. gdy widzę, że bohater bajki robi straszną głupotę to wiem, że muszę jej to z głowy wybić itp - no przyznać się jaka bajka teraz przyszła Wam do głowy;)

Wiecie co, tak szczerze Wam powiem, że denerwuje mnie ta cała nagonka na bajki. Te całe zło im przypisywane. No zapomniał wół, jak cielęciem był. Przecież my sami oczy straciliśmy na Misiach Uszatkach, Puchatkach i innych Gumisiach i Smerfach, a teraz boimy się puścić bajkę własnym dzieciom. No ludzie, bądźcie ludzcy. Jasne, że złe jest to, gdy dziecko ogląda bajki cały dzień. Złe dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Jednak jeżeli zobaczy 30 min Peppy, Maszy czy innego Sama to mózg nie przestanie mu działać. Nie przesadzajmy i pozwólmy im być dziećmi, tak jak my sami byliśmy. Bo najważniejszy (jak we wszystkim) jest umiar. Jeżeli go zachowamy to nic złego się nie stanie. Nawet jeśli dziecko zobaczy bajkę :)




To Cię może zainteresować

3 komentarze

  1. Pepa ryje beret :P, ale bardziej mi niż moim bacho. Kilka lat temu przerabiałam Peppe ze starszakiem, a teraz z Panienką. Tak, oboje oglądają bajki i też nie boję się do tego przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rodzice znają umiar to zdecydowanie bajki dla dzieci są dozwolone :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bajki nie są takie złe :) Mnie bardzo często ratują życie. Grunt to znać umiar :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge