Rutyna w małżeństwie. Czy musi być czymś złym?

21:22


Rutyna. Jakie są pierwsze skojarzenia z tym słowem? Nie ma co ściemniać. Te skojarzenia są negatywne i tyle. “Rutyna to nuda, brak spontaniczności, brak uniesień”, “Rutyna niszczy związek”, “Rutyna oddala dwoje ludzi od siebie”, “Rutyna to coś od czego trzeba uciekać”. Tak, zdecydowanie uciekać jak najdalej. W większości przypadków nadaliśmy rutynie bardzo negatywne znaczenie. No chyba, że odniesiemy rutynę do macierzyństwa. To chyba jeden z tych przypadków, gdy rutyna ma bardzo pozytywne znaczenie. Ba, to chyba jedyny aspekt naszego życia, w którym uważamy ją za niezbędną dla prawidłowego i w miarę spokojnego egzystowania dziecka i Matki (a może właśnie przede wszystkim Matki - coś mi się kiedyś na ten temat wspomniało już TUTAJ). Jednak w pozostałych przypadkach, pozostałych aspektach naszego życia rutyna jest zjawiskiem do szpiku kości negatywnym.

A gdy odniesiemy ją do małżeństwa, to rutyna staje się złem wcielonym, smokiem o trzech głowach, demonicznym tworem i co tam jeszcze sobie wymyślimy (to jest miejsce, w którym możesz puścić wodze swojej wyobraźni i dopisać własne określenia ……. - tak te kropki są dla Ciebie - ej ciekawa jestem, co tam dopisałaś?). Wracajmy jednak do tematu.

Rutyna.

Nie na darmo mówi się, że rutyna jest wrogiem małżeństwa (nie tylko małżeństwa, ale każdego związku, lecz głównie do małżeństwa chciałabym się odnieść). Jest w tym ziarno prawdy. Nie da się ukryć, że rutyna potrafi wiele zniszczyć, ale nie musi.

Rutyna w małżeństwie może być dobra. Może być tym czymś, co wzmocni Wasz związek.

Zdziwiona?

Rutyna to:

Codzienny całus i życzenie sobie miłego dnia przed wyjściem do pracy, ot taki drobiazg na drogę.

Codzienna wspólna, wieczorna herbata zrobiona raz przez Ciebie, raz przez Męża.

Codzienny uśmiech i życzenie sobie spokojnych, kolorowych snów, albo pocałunek, albo dłuższe spojrzenie sobie w oczy, cokolwiek - taki jeden element, który miło jest powtarzać co wieczór.

Cotygodniowy wspólny obiad lub kolacja, może być w sobotę, albo w niedzielę, wiesz taka rodzinna posiadówka, bo brakuje tego w ciągu tygodnia, zawsze ktoś jest w pracy, zawsze ktoś się śpieszy.

Cotygodniowy dzień bez TV, internetu i innych takich rodzinnych odciągaczy, by móc skupić się na sobie, na swoich potrzebach, by rozmawiać, tańczyć, śpiewać, by być tylko ze sobą.

Comiesięczne wyjść na randkę, do kina, teatru, opery, muzeum, do restauracji, na spacer, tam gdzie chcecie, lubicie, w miejsca Wam znane, albo i nie, wasz wybór.

Copółroczny (no dobra, wiem, że nie ma takiego słowa, ale takie mi pasowało, więc je sobie stworzyłam ;) wyjazd na weekend w góry, nad morze, do dużego miasta, czy gdzie tam chcecie, we dwoje, a jak chcecie to możecie we troje, czworo czy ilu Was tam jest (ale we dwoje polecam szczególnie)

To wszystko to też rutyna.

Bo rutyna nie musi być zła. Małżeńska rutyna może wzmacniać związek.
Znajdźcie swoją rutynę i celebrujcie ją!

To Cię może zainteresować

1 komentarze

  1. Zgadzam się ze wszystkim ! Rutyna wcale nie musi oznaczać nudy - a wręcz przeciwnie. W rutynę można wpisać sobie również REGULARNE robienie czegoś szalonego, "innego" i nietypowego, co nadaje życiu zupełnie nowych barw :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge