Proste pytanie, które pomaga zmienić swoje życie na lepsze

20:40


Już prawie miesiąc, a nie, nie prawie, tylko już miesiąc minął od wpisu, w którym opisałam swój pierwszy krok “w stronę siebie” (nie czytałaś, koniecznie musisz nadrobić TUTAJ). Dla jednych może był to krok nieistotny, ale to tylko pozory. Od takich kroków zaczynają się duże zmiany. Bo by wejść do “środka” siebie, trzeba najpierw zrobić porządek “na zewnątrz”. Zostawmy jednak krok pierwszy, bo on już za nami. Albo nie!

Teraz zrobimy szybki sprawdzian! Pod koniec poprzedniego wpisu zadałam Ci zadanie domowe! Pamiętasz? To chyba najlepszy moment, by Cię z niego rozliczyć ;). Mów szczerze, jak na spowiedzi: wykonałaś je? Zrobiłaś pierwszy krok razem ze mną?

Jeżeli tak, to zapraszam Cię dalej (no dobra, jeżeli nie to też chodź ze mną). Zrób krok drugi. Zatem skoro zrobiłyśmy już porządek na głowie, czas zrobić go również w głowie.
Przejdź ze mną “do środka” samej siebie!

Jakiś czas temu uczestniczyłam w bardzo inspirującym spotkaniu. Podczas tego spotkania (o którym miałyście okazję przeczytać TUTAJ), odbyły się pewne warsztaty. Chociaż ja wolałabym je nazwać rozmową. Tak, to nie było takie standardowe tłuczenie do głowy, wyuczonych coachingowych czy psychologicznych regułek, których ja osobiście nie znoszę. Mam na nie tak dużą alergię, że już na wstępie jestem uprzedzona do wszelakich szkoleń i podręczników. To szkolenie, a raczej rozmowa - jak już wspomniałam - pozostawiły w mojej głowie głęboki ślad. Pozostawiły pytanie, i co gorsza brak mojej własnej odpowiedzi na nie . Odpowiedzi, takiej naprawdę szczerej, takiej głęboko przemyślanej, takiej nie “bo to wypada czy nie wypada powiedzieć”, lecz takiej bezwstydnie mojej. Odpowiedzi z głębi siebie. Odpowiedzi, która otwiera oczy. Odpowiedzi, która pozwoli zrobić milowy krok do własnego szczęścia. Nie szczęścia dziecka, męża, siostry, o które każdego dnia zabiegamy, zapominając przy tym o własnym. Krok do szczęścia własnego.

Pytanie to było bardzo proste, a jednocześnie niezwykle trudne.

Pytanie to brzmiało: Za czym tęsknisz?
Nie za kim, a właśnie za czym.

Tak naprawdę, szczerze, z głębi serca. Nie musisz nikomu tej odpowiedzi zdradzać, więc nie bój się. Zrób to szczerze. Nie ma odpowiedzi lepszych i gorszych, są tylko odpowiedzi “własne i szczerze” oraz “pozorne i nieszczere”. Nikt nie będzie Cię oceniał.

Za czym tęsknisz?

Może zwyczajnie za przespaną nocą, o którą tak ciężko przy małym dziecku? To nic strasznego, to normalne. Mało tego to da się nawet naprawić.

Może tak jak ja za samotnością. Choć to brzmi trochę dziwnie. Tak, brakuje mi samotności, choć jednocześnie brakuje mi również towarzystwa. Myślisz, że mam dwubiegunowość? Też się czasem nad tym zastanawiam, ale chyba jednak nie. Brakuje mi samotności, bo przez cały dzień nie robię niczego sama, tak, nawet robiąc siku mam wiernego kibica, który woła: “mama, źlobiłaś siku na upakacja, blawo!”. Brakuje mi tej samotności, kiedy w domu cisza, nie ma nikogo, a ja mogę oddać się temu co kocham, nie, nie mam na myśli latania po mieszkaniu na mopie - choć nieliczne chwile samotności właśnie tak się kończą. Choć kocham moją rodzinę na zabój, to tak, czasami chciałabym być SAMA. Jednocześnie brakuje mi towarzystwa, bo choć nigdy nie jestem tak naprawdę sama, Mała Zet jest moją wierną towarzyszką każdej minuty (a może to ja jestem jej towarzyszką) to przydałyby się również częściej osobniki trochę poważniejsze niż ona do kompletu.

Może tak jak jedna z moich koleżanek tęsknisz za beztroską, którą obserwujesz u sporo młodszego rodzeństwa, a którą masz wrażenie utraciłaś bezpowrotnie.

Może za ….

Możliwości jest wiele. Tylko Ty znasz odpowiedź na to pytanie. Otwórz się przed samą sobą. To nie jest wstyd. Masz prawo za czymś tęsknić, ale masz też prawo do tego dążyć, by tęsknota zniknęła.
Teraz Twoja kolej. 
Za czym tęsknisz?






To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge