Znajdź radość w byciu tu i teraz. Jestem tu i teraz recenzja

20:24


Ostatnio przyłapałam się na pewnej rzeczy. Niestety nie po raz pierwszy. Siedziałam z Małą Zet na podłodze. Bawiłam się. Raz klockami, raz lalką, za chwilę figurkami z Lego Duplo. Wiesz jak to jest z małymi dziećmi. Co sekundę coś nowego wymyślą. Bawiłam się z nią ale niestety tylko pozornie. Moje myśli ciągle gdzieś uciekały: “co zrobić jutro na obiad, o Boszz zapomniałam, że goście mają wpaść w weekend, muszę jeszcze zakupy zrobić i ciasto upiec, aaa no tak, jeszcze skarpet mi brakło trzeba pralkę puścić, dwa wpisy czekają by napisać je na już, tyle, rzeczy do zrobienia, kiedy ja się z tym wyrobię”. Z tych myśli w głowie zakiełkował niepokój. Bo przecież tyle rzeczy na mnie czeka, nie dam rady, za dużo. Ale chwila, chwila przecież bawię się Małą Zet. Dlaczego moje myśli są gdzieś obok?



Stąd też pojawiło się moje zainteresowanie MINDFULNESS, co z kolei spowodowało, że sięgnęłam po lekturę podręcznika “Jestem tu i teraz. Jak stać się uważnym we wszystkim co się robi”, stworzoną przez Mindfulness Project.



Co to takiego ten Mindfulness Project? To platforma propagująca zawarty w swojej nazwie mindfulness i propagująca jego zasady. Jej założycielkami są autorki wspomnianej książki: Alexsandra Frey oraz Autumn Totton. Niewiele to wyjaśniło prawda? To może przejdźmy do tego co to jest Mindfulness i czym to się je?

To obco brzmiące słowo, można przetłumaczyć w bardzo prostu sposób, to nic innego jak uważność, uważna obecność. Według autorek mindfulness (definicja ta została umieszczona również w książce) to trening uważności właśnie, oparty na zwracaniu uwagi na to co dzieje się tu i teraz, na świadomym i pełnym odczuwaniu teraźniejszości i co najważniejsze nie ocenianiu jej. To z kolei ma pomóc nam nie robić tego, na czym ja niestety często się przyłapuję, czyli na zatapianiu się w myślach, głównie o przeszłości i przyszłości, zamiast na czerpaniu pełnych garści z tego co jest teraz.

“Jestem tu i teraz” to nie jest książka jakiej w początkowej fazie byśmy się spodziewali. To w zasadzie nie do końca jest książka, jeżeli przyjąć, że z definicji książka jest do czytania, co oznacza dużo tekstu, dużo informacji. “Jestem tu i teraz” nazwałabym zatem, raczej “zeszytem ćwiczeń”. Dlaczego? Ponieważ zamiast obszernego tekstu, wprowadzającego nas w teorię “bycia tu i teraz” dostajemy, po krótkim wprowadzeniu (składającym się z zaledwie kilku stron o historii i idei mindfulness) praktyczne ćwiczenia (a jest ich ponad 80), które od razu pozwalają nam rozpocząć naukę siebie, naukę czerpania z teraźniejszości, naukę bycia uważnym.

Uczono nas (i my dalej przekazujemy to swoim dzieciom), że nie wolno pisać po książkach. Ta pozycja pokazuje zupełnie coś innego, właśnie dlatego, że jest “zeszytem ćwiczeń”. Do niej należy zasiąść z ołówkiem w ręku i sukcesywnie zapełniać strony zgodnie z instrukcjami danego ćwiczenia. To dosyć trudne doświadczenie dla mnie. Pisanie po książkach mnie boli! Jestem miłośnikiem papieru, przewracania kartek, których nikt przede mną nie przewracał (pewnie dlatego zamiast korzystać z biblioteki, będę musiała za chwilę dokupić kolejny regał na książki), każde podejście z ołówkiem i próba pisania jest dla mnie zbrodnią. Nie do końca przekonała mnie, więc ta koncepcja książki, chociaż ma swój sens jeżeli już się człowiek przełamie (ja się przełamałam).

Strona graficzna książki również nawiązuje do “zeszytu”. Pamiętasz jak w szkole bazgrało się różne rysunki na końcu zeszytów? Tutaj, właśnie takie proste i zabawne czasami linie są użyte. Mało tego namawiani jesteśmy by w taki właśnie (również obrazkowy) sposób podejść do wypełniania kolejnych stron.

Nie wszystkie ćwiczenia od razu przypadły mi do gustu. Niektóre wydały mi się dziwne, ale może dlatego, że bałam się spojrzeć na świat tak jak nakazuje idea “mindfulness”. Być może, gdy wgłębię się bardziej w ten nurt (a mam taki zamiar) wrócę do nich i przestaną się takie wydawać. Są też ćwiczenia, które wydawały mi się dziwne, takie dziecinne, a jednak po ich wykonaniu otwiera się jakaś przegródka w głowie, coś się zmienia. Jedno z tych, które najwięcej mi dały to ćwiczenie, które pojawiło się na samym początku. Uświadomiło mi ono, że choćbym nie wiadomo ile myślała o przyszłości i przeszłości, choćbym nie wiadomo co robiła, to zawsze będę w TERAZ. Więc, czy nie warto jednak bardziej skupić się na tym TERAZ? Książka zawiera wiele takich niepozornych perełek: jak nauka oddechu, nauka wdzięczności, nauka odpuszczania, które zawarte są w ćwiczeniach z pozoru bardzo niepozornych, a które porządkują nasz zabiegany świat.

Osobiście do książki podeszłam bardzo sceptycznie. Książka, bez tekstu, z dziwnymi rysunkami, do tego namawiająca do bazgrania po sobie - opinia będzie raczej negatywna - taka była moja pierwsza reakcja na zetknięcie się z nią. Nie to zdecydowanie nie jest pozycja dla mnie - tak pomyślałam w drugim ruchu. Myliłam się. Klucz w jej zrozumieniu i polubieniu tkwi w otwarciu się na nią i na ideę mindfulness. To trochę jakby pozbyć się wstydu i stać się trochę dzieckiem. To nie jest książka, którą się czyta. Nie jest też to książka, po “przeczytaniu” której nagle inaczej spojrzymy na świat, przestaniemy się stresować, zaczniemy żyć chwilą. To jest pozycja, która pokaże nam pewne rzeczy, coś nam uświadomi, ale tylko jeżeli jej na to pozwolimy. To jest również książka, do której trzeba wrócić, ponieważ pojedyncze wykonanie ćwiczeń niewiele zmieni. Nie oczekuję od niej cudów, Ty też nie, ale pozwól jej chociaż w drobnej mierze zmienić Twoje podejście i być bardziej “tu i teraz”.

PS. Swoją drogą co powiecie na kilka wpisów inspirowanych ćwiczeniami i mindfulness?




To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Jestem za. Lubię tego typu wpisy o rozwoju osobistym, czy jakkolwiek by tego nie nazywając :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się to chyba całkiem nieźle udaje, przeważnie jestem aż do przesady skupiona tylko na obecnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge