Odbiorą Ci psa jeśli nie będziesz po nim sprzątać

20:37


Chciałam dzisiaj poruszyć pewien temat. Gówniany temat. Tak, w przenośni i dosłownie. Jak zwykle temat ten pojawił się nie bez przyczyny. Jest on skutkiem naszych spacerów.

Wiecie, że lubimy i spacerujemy z Zetką dużo. Właściwie codziennie (jeżeli sytuacja pogodowa, a ostatnio bardziej smogowa jest względnie poprawna). Śniadanie, szybkie ogarnięcie mieszkania - no wiesz, takie z grubsza, bo bardziej przy małym dziecku się nie opłaca - i dawaj na spacer. Tak w skrócie wyglądają nasze przedpołudnia.

Tak, lubię ten nasz rytuał.

Niestety cały urok tych spacerów, psują pewne incydenty natury śmierdzącej, których ilość nie maleje a wręcz wzrasta.

Kilka dni temu Zetka poprosiła mnie, byśmy na spacer zabrały sanki (no dobra, poprosiła to dość naciągane stwierdzenie, bardziej pasowałoby powiedzieć: wykrzyczała, ale to nieistotne). No myślę sobie kiepski pomysł. Śnieg dawno nie padał, a wiesz jak to jest na osiedlowych uliczkach: sanek nie pociągniesz bo albo nie ma już śniegu, a tam gdzie jeszcze się zachował ilość piasku dorównuje plaży nad morzem Bałtyckim. Niestety negocjacje z 2-latką, która stoi ubrana niczym bałwan, której twarz robi się czerwona, co może wskazywać również na pot cieknący jej po tyłku to kiepski pomysł, który z góry skazany jest na porażkę. Na szczęście odpaliłam szarą eminencję trybików, szybko dodałam dwa do dwóch, wpadłam na genialny pomysł. Wzdłuż osiedla biegnie ścieżka, którą mało osób uczęszcza, traktorka odśnieżającego od początku zimy tam nie widziałam, więc myślę sobie: tak, to jest to miejsce nieskażone, gdzie możemy jeszcze na sankach pośmigać.  

Myliłam się!

Nasz spacer zamienił się w slalom gigant! Slalom gigant między psimi odchodami! Nie nie myśl sobie, że jechałyśmy, nie wiadomo jakim polem. To są obrzeża osiedla, jest pole, jednak zanim to pole się zaczyna jest przystanek i chodnik! A ten gówniany interes nie był zostawiony we wspomnianym wcześniej polu lecz na środku chodnika! Nie, to nie był jednorazowy incydent ani malutka kupka psa wielkości szczura (chociaż to i tak nie powinno mieć znaczenia). Na odcinku  200 metrów tych kup był ogrom. Kup pozostawionych na samym środku, białego od śniegu chodnika!
Zostawmy jednak te obrzeża. Przygryzłam wargi, wróciłam do domu, wkurzyłam się na niewychowany ludzi. Tyle, ok.

Dzisiaj byłyśmy z Zetką znowu na spacerze. Tak, jak codziennie od kilku dni, a nawet kilkunastu poszłyśmy w stronę górki, by skorzystać jeszcze ze śniegu. U nas niestety ferie się już skończyły, więc na ślizgawce było pusto. Zetka zjechała parę razy, ale ponieważ nie było dzieci to szybko się jej znudziło. Pogoda piękna, słońce świeciło, lekki mrozik trzymał, więc szkoda było wracać do domu. Pospacerowałyśmy jeszcze osiedlowymi alejkami. Wiesz co? Nawet moje 2-letnie dziecko zauważyło, że wszędzie jest pełno psich kup! “Mamo, pać, kupe piesiek lobił?”, “Tu teś”, “Tu teś”. Tak, miałyśmy spacer szlakiem psich odchodów! Na chodniku, przy krawężniku, obok schodów, przy wyjściu na parking, o zgrozo nawet na placu zabaw! A to wszystko jeszcze zanim zdążył stopnieć śnieg!

Ludzie, cholera jasna, co z Wami!

Naprawdę miło Wam się żyje w takim “gównianym” środowisku? Nie wiem, lubicie myć buty z psich kup, czy co?

Brzydzisz się posprzątać po swoim psie? To weź sobie łopatkę, bo nikt Ci nie każe tego robić gołymi rękoma!

Swoją drogą już nie bądź taki delikatny człowieku! Pewnie miałeś, masz lub będziesz miał dziecko, więc babranie się w czyjejś kupie nie jest Ci obce, że nie wspomnę ile razy już swój tyłek podcierałeś. Tak, ja wiem sprzątanie po psie, nie jest przyjemne, ale wygrzebywanie go z dziecięcego buta jest jeszcze mniej przyjemne, wierz mi. Pewnie prędzej czy później też będziesz musiał to zrobić. Nie wytykając Cię palcami, ale przez siebie samego i wierz mi, to o wiele trudniejsze, niż to zebranie tej kupy z chodnika. Ale wiesz co? Szczerze, z całego serca Ci tego życzę, byś musiał co dwa dni czyścić buty swoje lub dziecka! Może Cię to czegoś nauczy. Jeszcze jedno. Jesteś częścią społeczeństwa. Do Ciebie również należy zadbanie o to, by przyjemnie nam się żyło na jednym osiedlu. Nie zależy Ci na ładnym otoczeniu? Mnie zależy. Tobie też powinno. Slalom między psimi kupami nie sprawia, że spacerowanie jest bardziej ekscytujące. Serio!

Nie chcę być wredna (chodź czasem jestem) ale ja się pytam, gdzie są służby porządkowe? Gdzie kary za zaśmiecanie otoczenia? Gdzie jakiś taryfikator i rejestr, który pozwoli recydywom płacić coraz więcej? A może takim co notorycznie zostawiają psie odchody, kazać posprzątać pół osiedla? Może jeśli jeden z drugim będą zmuszeni sprzątać również po innych psach to na drugi raz nie tylko po swoim psie posprzątają, ale i innym będą zwracać uwagę? Zajmujemy się bzdetami, a może warto byłby pomyśleć, żeby żyło się nam przyjemniej, skoro już żyjemy obok siebie?

To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Też mnie denerwuje to, co zostaje po pieskach. Jeśli ktoś ma psa, niech weźmie za niego odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam dwa psy i po nich sprzątam. Dlatego właśnie że denerwuje mnie ogrom kup, która leży wokół - zwłaszcza teraz gdy śnieg zaczyna topnieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. w mojej okolicy na szczęście nie zauważam tego problemu. mam nadzieję, że sąsiedzi faktycznie sprzątają, a nie, że ja nie widzę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę, że ten problem występuje wszędzie :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć nie mam dziecka, to niestety doskonale wiem, co masz na myśli. Wszędzie pełno psich odchodów, na chodnikach, na trawnikach, na nieskażonym ludzką stopą śniegu... Jak przychodzi wiosna i śniegi zaczynają topnieć, to strach bez obuwia ochronnego wychodzić na dwór.

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha, no dokładnie. A w okresie po-sylwestrowym dochodzą do tego u nas pod lasem - małpki, pozostałości po petardach, petach i porzucone choinki... Och!

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge