O codziennych sprawach w niecodzienny sposób, czyli "Słoń na hulajnodze"

20:31


Lubię książki. Bardzo lubię książki. Mr Right się śmieje, że śpię w bibliotece, ponieważ po mojej stronie łóżka, na stoliku nocnym zawsze leżą ze 2-3 lektury.

Staram się tą miłością zarazić Małą Zet. I wiesz? Chyba mi się to udaje. Bo na tym stoliku oprócz moich książek zaczynają się piętrzyć również książki Zetki. Wśród tych jej książek znajduje się jedna, bardzo ciekawa, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć. Składa się ona z wierszy, rymowanek dokładnie (jeżeli się nie mylę jest ich aż 54!).

Jej tytuł to “Słoń na hulajnodze” (świetny tytuł prawda? mnie się od razu twarz uśmiecha), a autorką jest Agnieszka Frączek. Nie będę Wam się rozpisywała o autorce, bo pewnie nie to Was ciekawi najbardziej. Powiem Wam za to co mnie i przede wszystkim Zetkę w niej urzekło.

Po pierwsze estetyka. Pewnie wyda Wam się to dziwne dlaczego piszę o tym na samym początku, ale wiesz to jeden z pierwszych elementów, który decyduje o tym czy książkę porwę w swoje ręce czy nie. Przykro mi jestem wzrokowcem. Tego nie zmienię. Tak, oceniam książkę po okładce. “Słoń na hulajnodze” to nie jakaś tam malutka książeczka. To pięknie wydana w formacie A4 książka, z twardą okładką, z wieloma stronami i przede wszystkim z pięknymi ilustracjami przyciągającymi uwagę dzieci w wieku Małej Zet. Sam tekst jest bardzo przejrzysty, czcionka duża i czytelna co starszym dzieciom ułatwi samodzielne czytanie i poznawanie współczesnej literatury dziecięcej. Każdy wierszyk jest na osobnej stronie i każdy posiada ilustrację stworzoną specjalnie na potrzebę wiersza. Ty czytasz, a dziecko słuchając ogląda ilustrację.

Po drugie treść. Bo nie tylko wizualna strona “Słonia” skradła nam serce. Bo czytelnik lubi “najeść” się słowami, a ta książka to umożliwia. Wspominałam już, że lektura składa się z kilkudziesięciu wierszy, popularnych rymowanek. W tej książce ich temat krąży wokół codziennych przedmiotów, codziennych zdarzeń. Przeczytamy o odkurzaczu, zydelku, miejskim piesku, osiołku, skarpecie, śliwce … Ale to wszystko przedstawione jest w niecodzienny sposób. Bo odkurzacz robi niezłe psoty, śliwka szuka spodni, zydelek wyszedł na spacerek, a babcia to nie taka zwykła babcia co to w fartuchu po kuchni biega. Lektura tych wierszy wywołuje uśmiech od ucha do ucha, a dodatkowo to niezła gimnastyka dla języka. Tak, te rymowanki to niezłe łamacze języków i jednocześnie ćwiczenia logopedyczne!  

Książkę mogę z czystym sumieniem polecić tym małym, troszkę większym i tym całkiem dużym też!

Chcecie poznać wiersz, którego Zetka może słuchać bez końca? Proszę oto on!

“Skrzat z lustra”
Wciąż nie daje mi spokoju,
że w tym lustrze w przedpokoju
mieszka prawie od dwóch lat
pewien mały, śmieszny skrzat.

Skrzat niczego się nie boi,
głupie miny do mnie stroi,
raz mi język pokazuje,
raz mnie w buzię pocałuje.

Gdy przed lustrem wołam: “Tata!”
skrzat przedrzeźnia: “Tra-ta-ta-ta!”
Albo rączką do mnie macha,
w głos się śmiejąc: “Ha! Ha! Ha! Ha!”
Kiedy moja mama prosi:
“Zrób, córeczko, kosi-kosi”
skrzat w mig buzię wypogadza
i brawami mnie nagradza.


Resztę musicie doczytać sami ;)




To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge