Nie wychowuj córki na męczennicę

20:57


Ten wpis od jakiegoś czasu chodził mi po głowie. Przybierał różne formy. Nie wiedziałam czy adresować go tylko do rodziców mających córki, czy tylko do Mam, a może do wszystkich rodziców. Nie, nie mogłam się zdecydować. Pisać, nie pisać? Napisałam. Napisałam go dla Ciebie, ale również dla Ojca Twoich Dzieci. Bo to od nas rodziców, od nas - Mamy i Taty (razem!) zależy czy wychowamy swoje córki na męczennice, a swoich synów na nierobów. Tak, Tato od Ciebie też to zależy i to w tak dużym stopniu. Tak dużym, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.

To my Rodzice wychowujemy swoje dziecko. To przecież wiesz. Wiesz również, że wychowujemy je nie tylko słowem, ale również czynem, a może właśnie przede wszystkim czynem! Bo co znaczą słowa, gdy nie są poparte czynem? No tyle co sterta liści pod Twoim domem. Nic!

Tym swoim postępowaniem, tym przykładem kształtujemy w naszych dzieciach wartości, zachowania społeczne, nawyki żywieniowe, wzory zachowań, a nawet samoocenę. Dużo od nas zależy, prawda? Jednak to wszystko wiesz.

Ale czy wiesz, że swoim przykładem Ty drogi Tato i Ty droga Mamo, możecie sprawić, że Wasza córka w przyszłości stanie się męczennicą, lub Wasz syn z innej kobiety zrobi sobie niewolnicę?

Straszna wizja, prawda?

Jednak na początek pochwalę Wam się, tym samym pokazując Wam, że można. Można temu zapobiec. Tak, mam dobrego męża. Czasami mówię, że ja modliłam się o dobrego męża, więc go mam, on się nie modlił, więc ma co ma. Jednak chyba, aż taką jędzą nie jestem, skoro tak szybko zdecydował, że chce bym była jego żoną i w tym małżeństwie kolejny już rok trwa. Nie o tym jednak chciałam pisać. Mam dobrego męża. Dlaczego? Ponieważ nasz związek od samego początku oparty jest na partnerstwie. Nigdy z jego ust nie usłyszałam, że w domu coś jest nie zrobione, choć wielokrotnie tak było. Nigdy nie powiedział, że to czy tamto jest zadaniem kobiety, choć prosiłam go o pomoc w sprawach potocznie nazywanych babskimi. Nigdy nie powiedział, że on czegoś nie zrobi bo chodzi do pracy. Nigdy nie powiedział, że skoro on pracuje, to ja mam zająć się dzieckiem i domem. Tak mój mąż pomaga mi w domu. Na miarę swoich ograniczonych czasowo możliwości, ale pomaga. Nie, nie piszę tego by się chwalić, by pokazać jaki to mój mąż jest wspaniały, a niech Wam Baby w pięty idzie. On nie jest ideałem. Ma swoje wady. Rozrzuca te swoje ciuchy po całym domu, nie domyka szafek, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, i niestety nie udało mi się tego wyplenić do dzisiaj, zdecydowanie za dużo pracuje, zdecydowanie za rzadko domyśla się, że trzeba coś zrobić. Nie jest ideałem, bardzo mu do niego daleko, ale komu nie jest. Jednak pomaga mi!

Wiesz co w ten sposób robi, a co jest znacznie ważniejsze od samej pomocy? Pokazuje naszej córce jak powinien wyglądać prawdziwy, dobry, partnerski związek między kobietą i mężczyzną. Związek w którym ona nie jest męczennicą zaprzęgniętą do domowych obowiązków, a on nie jest leniem zalegającym na kanapie.

Dlatego drogi Tato mam do Ciebie prośbę. Taką w imieniu Twojego dziecka. Twojej córki, ale również Twojego syna, który także kiedyś będzie dorosły i będzie na tym samym miejscu, w którym Ty jesteś teraz. Rusz tyłek z kanapy, pomóż żonie i pokaż córce, że ona w przyszłości nie musi robić wszystkiego sama.

A Ty droga Mamo, przestań sama z siebie robić męczennicę. Pozwól sobie pomóc, a nawet sama kopnij swojego faceta w tyłek i wskaż mu palcem co ma zrobić. Przestań żyć przekonaniem, że Ty i tylko Ty musisz wszystko w domu zrobić sama. Robisz tym krzywdę nie tylko sobie, ale również swoim dzieciom, utrwalając w nich niezdrowe nawyki. Sprawiając, że w przyszłości Twoje dzieci będą powielać Twoje błędy, córka będzie zmęczona, sfrustrowana i będzie miała wraże, w nie, że nie potrafi wszystkiego okiełznać, a syn będzie wypieszczonym gogusiem, który rąk pracą nie skalał.

Drodzy Rodzice wychowujcie dzieci na szczęśliwych ludzi, w szczęśliwych związkach. Jak? Pokażcie im swoim przykładem, że tylko wspólną pracą, wspólnym wychowywaniem dzieci i wspólnym dbaniem o dom są w stanie stworzyć wspaniałą rodzinę, w której wszyscy są szczęśliwi, a nie taką, w której ona jest urobiona po pachy, a on cały dzień ogląda TV jak Ferdek Kiepski.















To Cię może zainteresować

17 komentarze

  1. Zawsze ucząc syna nowych umiejętności podpowiadam mu, że prawdziwy mężczyzna powinien umieć robić wszystko w domu i jak będzie miał kiedyś żonę, to ona będzie bardzo szczęśliwa, że on to już umie ;) Nie wiem na ile mnie rozumie, ale tłumaczę mu, że każdy powinien umieć sam po sobie ogarnąć, wyprać, ugotować, naszykować, bo od tego nie jest tylko mama :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobre podejście. Twój syn wyrośnie na wspaniałego faceta;) uważaj bo się dziewczyny będą biły o taką partię ;)

      Usuń
  2. Wielu rodziców zapomina, że dzieci powielają ich zachowania i bardzo często naśladują, więc to co wyniosą z domu i jak w przyszłości będzie wyglądać ich własna rodzina w dużej mierze zależy od nas - rodziców. Post na pewno warty polecenia wielu rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami nieświadomie dzieci powielają wzorce wyniesione z domu, dlatego warto zastanowić się tym i owym, również po to by naszym dzieciom kiedyś było jak najlepiej

      Usuń
  3. Partnerstwo przede wszystkim! I generalnie moim zdaniem ważne jest, żeby uczyć dziecko myślenia wybiegającego daleko poza utarte, powszechnie funkcjonujące stereotypy. Na szczęście nawet w nowych szkolnych podręcznikach coraz częściej to tatuś piecze ciasto, a mama robi karierę (lub coś w ten deseń ;) ) - więc mam nadzieję, że dawny sztywny podział ról w rodzinie odejdzie wreszcie do lamusa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam przyjemności przeglądania podręczników w ostatnim czasie, ale jeśli nawet w nich coś ruszyło do przodu to bardzo mnie to cieszy :)

      Usuń
  4. A, wiesz, że mi też podobny wpis chodził po głowie! No, ale już go napisałaś, więc ja mogę sobie odpuścić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nic straconego! Pisz! Ja bardzo chętnie przeczytam Twój artykuł na ten temat :)

      Usuń
  5. Wiesz, to, że i Ty i ja i nasi mężowie nosimy te same imiona w sensie my jedno oni drugie :) to coś znaczy! U nas jest dokłądnie tak samo! Chcę pokazać córce, że facet to nie ten, który tylko chodzi do pracy, ale tez pomaga w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cenny wpis, zdanie mam podobne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc - ja jako kobieta zdecydowanie wolałabym , aby mężczyzna potrafił solidnie na ten dom zarobić. Szczerze - mogę , sprzątać, prać , gotować itd itd. Może się w domu nie dotykać do niczego, Tylko niech on na ten dom zarobi. Dzisiaj mężczyźni to pierdoły życiowe. Uważa, że odkurzy, garnek wyszoruje to już wielkie mi co... Ja podziękuję , sama garnek wyszoruję a on niech się szarpie z klientami swojej firmy. Dziękuj Bogu, że Twój mąż dużo pracuje. Przynajmniej ambitny a nie jak 3/4 dzisiejszych podlotków co na pierwszym spotkaniu pytają czy kobieta ma mieszkanie i ile zarabia - bo gotowy sam się " przytulić" ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz wydaje mi się, że facet powinien potrafić zarobić na dom, ale również zadbać o ten dom. To samo tyczy się kobiety. Powinna jedno i drugie potrafić. Partnerstwo - to sposób na udany związek i spełnienie w różnych dziecinach życia :)

      Usuń
  8. Bardzo długo musiałam leczyć się z roli kobiety męczennicy, która wyniosłam z mojego domu rodzinnego (moja mama chwali się, że jej mąż nie wiem, gdzie jest w domu odkurzacz - sad but true). No cóż. A mój syn sprząta razem ze mną. Ja z mopem, a on ze swoim zestawem małej sprzątaczki (wiecie jak ciężko było dostać nie różowy?!) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to, że jednak są już nie tylko różowe zestawy już coś znaczy ;)
      Sama wiesz najlepiej, że ciężko jest przełamać przykład, który dostało się z domu, ale jak widać jest to możliwe. Duże brawa dla Ciebie! A Twój syn na pewno będzie wspaniałym mężczyzną :)

      Usuń
  9. No i jak zwykle nic dodać nic ująć. Jak sobie tak pomyślę, to rzeczywiście to jakie mam teraz małżeństwo jest w dużej mierze zasługą teścia i teściowej. No i mojej mamy, która mimo wielopokoleniowego męczennictwa kobiet w rodzinie mojego ojca, postawiła kontrę. Mądrzy rodzice to podstawa. O oddziałuje to nie tylko na ich dzieci i powinowatych, ale i na wnuki i dalsze i dalsze pokolenia. Swoją drogą trzeba mieć "jaja", żeby podołać presji takiego wpływu na dalsze pokolenia. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge