Zrobiliśmy to tak, jak wtedy gdy nie byliśmy rodzicami

20:08


Zrobiliśmy to tak, jak w czasach “przed”, wtedy gdy nikt nie mówił do nas “Mamciu”, “Tatku”. To było nam potrzebne. Taki powrót do nas. Do nas jako pary, jako małżeństwa, jako kobiety i mężczyzny, nie tylko mamy i taty.

Wiesz jak to jest, kiedy pojawia się na świecie ten Mały Człowieczek. Przewraca do góry nogami całe nasze życie, a my przyjmujemy to z radością (tak, rodzice to genialni masochiści;). Nic już nie jest takie same. Nic już nie smakuje tak samo, jak przedtem. Wiesz o tym. Przyznaj się, że czasami próbujesz wrócić myślami do tego, jak to było kiedyś. Tak, wiem dziwnym trafem nawet tego nie pamiętasz zbyt dokładnie. Może to i dobrze. Dzięki temu wiesz, że tak jak jest teraz jest najpiękniej.

Ale wiesz, my wróciliśmy do tego czasu! Na krótką chwilę. Na jeden wieczór. Zrobiliśmy to tak, jak robiliśmy to ponad 2 lata temu!

Jak to było możliwe?

Dzięki pomocy rodzinie rzecz jasna. Oddaliśmy Małą Zet pod opiekę Dziadków na całą noc! Chociaż “oddaliśmy” to chyba złe słowo. Oni ją wręcz zabrali, bo to była ich inicjatywa (no i tutaj rodzi się pytanie: czy wyglądam już na tak zmęczoną?)! A ona z radością do nich pobiegła nie obracając się w ogóle za zestresowaną i już tęskniącą Matką, tą samą zresztą, która rano miała ochotę ją udusić podczas godzinnego wykładu pod tytułem “dlaczego nie może dzisiaj pójść na spacer w sandałach”. Nie było mowy o słowie sprzeciwu, w sprawie nocowania u dziadków oczywiście. Obie strony się tak zapaliły do tego pomysłu, że praktycznie nie miałam prawa głosu. Może to i dobrze. W innym wypadku pewnie bym się rozmyśliła i pędem zabrała Zetkę do domu. Bo wiesz jak to jest? Narzekasz na tego dziecia i narzekasz, a jak przyjdzie co do czego, to brakuje Ci jego upierającej się o coś buźki.
I tak oto zostaliśmy z Mr Rightem sami. Na cały wieczór. Na całą noc. Na cały poranek.
Mogliśmy robić wszystko co chcieliśmy. Nie przejmując się, że dziecko zobaczy, że się obudzi, że my się nie wyśpimy, że rano trzeba będzie wcześniej wstać.

Wykorzystaliśmy tę noc w pełni.
Zjedliśmy wspólną kolację. Obejrzeliśmy film….

Zjedliśmy kolację, ale nie taką jak zwykle - przemyślaną, dostosowaną do potrzeb Małej Zet. Przygotowaliśmy tą kolację bez przejmowania się stopniem zdrowia w daniu, by tylko przebiegający pod nogami Maluch mógł w razie chęci (a chęć nastąpi na pewno) zjeść z nami. Bo nikt między nogami nam się nie plątał. Mogliśmy wreszcie zjeść kolację, taką inną, taką wręcz niezdrową! Bez czajenia się po kątach, bez czekania aż dziecko zaśnie, żeby nie widziało, żeby nie miało złego przykładu. Kolacja była na pełnym luzie, a do tego w salonie przed telewizorem, o zgrozo!

Obejrzeliśmy film. I to nie jeden! Obejrzeliśmy dwa filmy. Mało tego! Obejrzeliśmy zagryzając je chipsami! Nie, nie kukurydzianymi flipsami. Takimi najprawdziwszymi, tłustymi i niezdrowymi chipsami. Takimi co to teraz przez tydzień będziemy je spalać na siłowni (no dobra nikt z nas nie chodzi na siłownię, ale jakbyśmy chodzili to właśnie tyle czasu byśmy je spalali;). Obejrzeliśmy filmy i to tak bez przerywania! Bez nagłego “cholera przycisz to, powariowali z tymi efektami, dziecko nam obudzą” czy “zatrzymaj na chwilę, bo Młoda woła”. Oglądaliśmy filmy do późnej nocy, bo mogliśmy sobie pozwolić, bo mieliśmy świadomość tego, że rano nikt nas z łóżka o świcie wyciągać nie będzie. Uwierzysz, że spaliśmy aż do 10! Tak, to już bardzo późna godzina, biorąc oczywiście pod uwagę, że zazwyczaj wstajemy około 7.

Spędziliśmy ten wieczór tak, jak kiedyś. Tak beztrosko.

Dlaczego Wam o tym opowiadam? O takich błahych wydawałoby się sprawach?

Ponieważ chciałam Wam powiedzieć, że takie wieczory, czy takie dni, spędzone bez dziecka są ważne dla nas. Dla nas czyli, dla Mamy i Taty, dla każdego z osobna, a także dla Mamy i Taty razem, jako pary. Tutaj nie chodzi o to, żeby zjeść na spokojnie paczkę chipsów, obejrzeć film do późna, czy porobić to co dorośli lubią najbardziej. To błahostki. Niewiele znaczące elementy, które można zrobić również przy dziecku (a raczej jak pójdzie spać). Chodzi o możliwość odpoczynku psychicznego. Możliwość poświęcenia całej swojej uwagi sobie i ukochanej osobie. Zatem jeśli tylko macie taką możliwość, to szczerze polecam spędzenie wieczoru bez dziecka. Chodź nie będzie to dla Was łatwe, bo rozstanie z dzieckiem nawet na tak krótko to duża dawka tęsknoty.

A teraz przyznać się, kto liczył na pikantną opowiastkę dla dorosłych? O Wy Łobuzy! Te pikantne szczegóły zostawię owiane tajemnicą. Ale nie zapomnijcie o tym, bo to jeden z przyjemniejszych aspektów wieczoru we dwoje, a do tego świetne lekarstwo na tęsknotę za dzieckiem;)

To Cię może zainteresować

12 komentarze

  1. Mama dwóch Księżniczek24 października 2016 20:41

    Ojj marzy mi się taki wieczór. Aż Ci zazdroszczę! Ale to prawda te wspólne chwile naprawdę są ważne dla Nas rodziców, żeby znowu poczuć jak to było tak naprawdę chwilę temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo bardzo łatwo zapomnieć, że oprócz dziecka mamy również siebie

      Usuń
  2. Przdał by i mi się taki powrót do mnie tylko kobiety i niego tylko mojego faceta, choć na małą chwilkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem koniecznie musicie zorganizować sobie taki wieczór

      Usuń
  3. Mnie właśnie brakuje takiego czasu sam na sam, który tak naprawdę jest bardzo istotny dla związku. Posiadając dziecko, bardzo łatwo jest się zgubić w tym wszystkim, przestać rozmawiać i po prostu ze sobą być. Ja niestety, nie mam takiej możliwości, żeby zostawić z kimś Melushkę, dlatego u nas wieczory muszą być zawsze we trójkę. Na dodatek teraz, nie daje nam w ogóle chwili wytchnienia, bo bardzo późno chodzi spać😔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te późne chodzenie spać pewnie jej niedługo przejdzie. My już przechodziliśmy przez to, ale na szczęście wróciła do normy :)

      Usuń
  4. Haha, ja to nie wiem, czy gdyby mnie zdarzyła się taka okazja, to po prostu nie poszłabym spać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz przy pierwszym takim wieczorze najpierw posprzątaliśmy mieszkanie, a później zasnęliśmy :P

      Usuń
  5. Ale wam dobrze! Ja marzę o takim wieczorze...może za jakiś czas się w końcu uda :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne podejście. Trzeba, po prostu trzeba sobie takie chwile organizować. To scala jak nie wiem związek. Ja do dziś wspominam z rozrzewnieniem nasz wyjazd wspólny, kilkudniowy, tylko we dwoje. Choć wtedy tęskniłam za Blanią jak nie wiem. Ale było cudownie! I na pewno będziemy to powtarzać. I dla naszego małżeństwa i żeby czasem przypomnieć sobie, że z tym potworzakiem też jest cudnie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, z miłą chęcią wraca się po dziecko :)
      wiesz, nie wiem czy potrafiłabym pojechać na cały weekend bez Zetki, chyba muszę jeszcze do tego dojrzeć ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge