To w końcu mam ją zbić, okrzyczeć czy nie reagować?

20:24


Tak się czasami zastanawiam co mam w końcu zrobić? No wiesz, wtedy gdy Zetka próbuje przeforsować swoje zdanie i nagle okazuje się, że całe społeczeństwo nie ma nic innego do roboty poza przyglądaniem się naszym poczynaniom. No drogie społeczeństwo, skoro jesteś tak zainteresowane to odpowiedz mi tu i teraz. Tak wiesz oficjalnie, głośno i wyraźnie. Co mam zrobić, jak zareagować?

Szarpnąć? Krzyknąć? Strzelić w tyłek? A może nie reagować wcale?

No powiedz, proszę, bo już sama nie wiem. A Twoje sygnały są co najmniej sprzeczne.
No co bym nie zrobiła, to czytam w Was jak w otwartych książkach: “Boszzz, co za Matka! Z dzieckiem sobie poradzić nie może!”.

No, wierzcie mi, że to nie jest to co Mama chciałaby usłyszeć. Szczególnie ta Matka, która jest nią po raz pierwszy, dla której te wszystkie niemiłe akcje, jakie funduje jej Maluch (a funduje je każdy, jedynie ich częstotliwość i siła zależna jest od stopnia trudności egzemplarza jaki jej się trafił) są nowością, a która zupełnie inaczej, bardziej sielsko sobie wszystko wyobrażała. Każda Matka, (nie ściemniaj, że Ty nie, bo i tak Ci nie uwierzę) chciałaby uchodzić za tą Matkę może nie Najlepszą, ale przynajmniej za Dobrą Matkę. Taką Matkę co to wychowuje dziecko na dobrego młodego człowieka.

No i przychodzi taki moment, że się dzieć wyłamuje z utartych schematów, wpada w rezonans, śmiga w tę i z powrotem, czy jeszcze inne cuda wyczynia, stawiając Matkę w sytuacji niezręcznej, w której to analizuje w trybie ekspresowym co zrobić. Reagować? Szarpnąć? Krzyknąć? Nie reagować? A może udawać, że to nie moje dziecko? Szczerze opcja ostatnia wydaje się czasami najbardziej kusząca.

Próbuje Matka opcji każdej po kolei.

Opcja nr 1. Obniża się do poziomu dziecka, patrzy w oczy, tłumaczy. Dzieć nie do końca chce jej słuchać, patrzy na nią wzrokiem “oj daj już spokój”, raz posłucha raz nie. A co u Mamy? A no Mama słucha sobie mniej więcej takich dyskusji: “nie no w głowach tym rodzicom się poprzewracało”, “no tak, gadają i gadają a skutków żadnych”, no i wisienka na torcie: “za naszych czasów to się klapsa dało i dziecko wiedziało, że źle robi”. Wiesz co, chyba zabrakło mi już w tym momencie komentarza, na te słowa.  

Opcja nr 2. Krzyknie czy siłą przytrzyma, bo już cierpliwości jej braknie (swoją drogą to nic złego, nie musisz się tego wstydzić, że straciłaś cierpliwość), a dziecko wtedy dawaj w lament jeszcze większy. A za plecami co się dzieje: “nooo co to za Matka! Jak tak można! Co za wyrodna Matka! Dzieci narobią a później sobie nie potrafią z nimi poradzić” i inne takie perełeczki.

Opcja nr 3. Brak reakcji. Wierz mi, czasami brak reakcji jest najlepszą reakcją. Przynosi o wiele lepsze efekty niż dwie poprzednie, ale nie zawsze można jej użyć. Ale jakie są reakcje otoczenia? “No tak, bezstresowe wychowanie, nie reagują, dziecko robi co chce, wychowują później bandę recydywistów” itp.

No nie dogodzisz! Zawsze ktoś się przyczepi. Zawsze ktoś negatywnie oceni. Normalka.

Dlatego mam radę dla jednej i drugiej strony.

Droga Mamo, nie przejmuj się opinią innych. Przede wszystkim nie chciej w ich oczach wychodzić na Matkę Idealną, ponieważ nigdy nie sprostasz wymaganiom. Zawsze, ale to zawsze ktoś będzie na Ciebie krzywo patrzył i przyklei Ci łatkę “Zła Matka”. To z kolei zawsze będzie powodowało w Tobie stres i frustrację. To trudne, bo mimo wszystko przejmujemy się opinią innych (nie zaprzeczaj, nie rzucaj frazesów, że tak nie jest) ale skup się tylko na sobie i swoim dziecku. Postępuj tak jak uważasz, że będzie najlepiej, bo tak właśnie będzie najlepiej. A poza tym pamiętaj o tym, że jesteś Dobrą Mamą, tylko macie gorszy czas.

Droga Osobo Postronna. Nie oceniaj. Nie komentuj. Nie … po prostu nie oceniaj i tyle.Wiesz co powinnaś zrobić zamiast tego? Wesprzeć dobrym słowem. Powiedzieć, że ten bunt kiedyś minie, że da radę, a dziecko jak to dziecko, zawsze będzie miało swoje za uszami, a Mama zawsze jest najlepszą Mamą na świecie.


Ot tylko tyle i aż tyle.














To Cię może zainteresować

13 komentarze

  1. Ja udaję zawsze że nie widzę tych komentarzy i tego pogardliwego wzroku. Olewam..ale pozornie jednak po powrocie do domu rozmyślam czy dobrze się zachowałam a może powinnam inaczej skoro tak się gapili..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to tak trochę właśnie wygląda. Niby nie zwracamy uwagi, niby nic nas to nie obchodzi, ale jednak w którejś chwili to do nas wraca i okazuje się, że te słowa wiercą nam dziurę w brzuchu

      Usuń
  2. oj tak, nie dogodzisz. Dlatego nie zwracaj uwagi na innych :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, tak! Znam to znam...Nie ma się co oszukiwać, zawsze czuje się te pełne krytyki spojrzenia i nie da się tego olać...Trzeba mieć mocną psychike by się tym nie przejąć. Ale zgadzam się z Tobą, że w pewnych sytuacjach brak reakcji jest najlepszą reakcją...A w tych kiedy absolutnie muszę zareagować ciekam z od gapiów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze staram się zawsze tak załagodzić sytuację, by nie zwracać na siebie uwagi:)

      Usuń
  4. Nie warto się oglądać na innych, chociaż i tak nas zjadą. ;) Fajny jesienny spacer mieliście. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak spacer był wspaniały :) chociaż już nieco chłodno było:)

      Usuń
  5. U nas przy napadach histerii najlepiej się sprawdzał brak reakcji, bo każda reakcja tylko histerię potęgowała, nawet próby przytulenia. Ale każde dziecko jest inne, więc najważniejsze to znaleźć swój sposób i kierować się intuicją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas bywa różnie. Są momenty, gdy lepiej nie reagować, bo potęguje to histerię, a Zetka się jeszcze bardziej wyrywa, więc daję jej się wykrzyczeć, a ona sama przychodzi i się tuli, ale są takie gdy muszę ją przytulić, by się uspokoiła

      Usuń
  6. Oj nie dogodzisz i nie znajdziesz też złotego środka! Raz młoda zaregauje na rozmowę i tłumaczenie a dziesięc razy cię zleje :) Przerabiam to ze starszą osobniczką :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Każda z nas to przeżywa, przeżyła, albo będzie przeżywać. Powiem Ci, że długo nie mogłam się pogodzić z tymi reakcjami otoczenia. Wielokrotnie zrobiono mi taką przykrość, że miałam ochotę stanąć koło Blanki i ryczeć jeszcze głośniej, jak ona. Powoli się uodparniam, chyba zaczynam też wydzielać taką atmosferę, że bez kija nie podchodź, więc coraz mniej jest komentarzy i rad od osób postronnych, A ja już tak się najeżyłam, że nawet jak ktoś patrzy mniej przychylnie to bym pogryzła. Staram się jednak nie denerwować. Dla ulgi, w myślach życzę takim "życzliwie" spoglądającym ciężkiej sraczki i od razu mi się nastrój poprawia. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge