Pozwalam mojemu dziecku jeść słodycze, ale ...

20:19


Wiesz, że są dzieci, które w wieku 3-4 lat nie znają smaku czekolady? Nie z powodów zdrowotnych czy ekonomicznych. Nie znają go, ponieważ takiego wyboru dokonali za nich rodzice. Czy to dobrze? Nie wiem, jednak obrałam inną drogę.

W obecnych czasach wiele mówi się o zdrowym odżywianiu. Zwraca się uwagę na dobrze zbilansowaną dietę. Pilnuje odpowiednich proporcji w posiłkach. To bardzo dobrze. Dlaczego?
Ponieważ dzisiejsze czasy wiele mają pokus, które sprowadzają nas na złą drogę, zaczynając od żołądków naszych i naszych najbliższych, kończąc na funkcjonowaniu całego organizmu. Jednak zaczynam zauważać, że niektóre rodziny popadają w skrajność, a skrajności nigdy nie wychodzą ludziom na dobre.

Dzieci i słodycze. Temat rzeka, po jej dwóch stronach stoją Matki i obrzucają się łajnem.
Jakie jest moje stanowisko?

Otóż bardzo proste: moje niespełna dwu letnie dziecko je słodycze! Ok, powiedziałam to, możesz rzucać łajnem, biorę to na klatę, uważaj tylko na białe rękawiczki, bo łajno ciężko się spiera.
Tak, moja córka zna smak czekolady, żelka, pianki, wafelka, cukierka itp. Tak, moje dziecko je słodycze, ALE …są pewne zasady!

Oczywiście pierwsza, najstarsza, wyznawana już przez Matki Dinozaurów: żadnych słodyczy przed obiadem czy kolacją. Ojaaa znacie to? Serio, moja Mama powtarzała to jak mantrę, dzień w dzień, a teraz ja to robię, o zgrozo. Ale to banał, tak na prawdę wcale nie ważny.

Co jest ważne?

Wiesz uczę, że słodycze to nie tylko cukierki. Słodycze to również owoce! Słodkością jest winogrono, jabłko, gruszka, arbuz, malina, śliwka i każdy inny owoc. Słodycze to również wszelkiego rodzaju serki i deserki dla dzieci. W końcu słodycze to także suche przekąski takie jak chrupki kukurydziane (zwane powszechnie flipsami) czy paluszki (ej Ty z tym łajnem, zatrzymaj się, daj dokończyć!), bez soli oczywiście. Dlatego na podwieczorek nie daję dziecku czekolady, daję owoc, budyń, serek … czekoladę dam później jako bonus, nie jako “danie główne”. I wiesz? Ona rzadko upomni się o ten bonus jeśli go nie widzi. Dlatego go nie widzi.

Tu pojawia się zasada słodyczowa numer dwa! Nie będę ściemniać, że jeśli postawię przed nią miskę z pokrojoną gruszką i czekoladkę Kinder, to wybierze to pierwsze. Pewnie wybierze to drugie, jest tego pewna, bo kto z nas by tak nie wybrał, ja na pewno (chyba, że zamiast gruszki będą maliny). Dlatego na stole stoi miska, a i owszem! Jednak zamiast cukierków jak kiedyś (tak miałam taką miskę ze słodyczami) są w niej owoce, a słodycze są schowane! To podwójna korzyść! My zamiast czekolady jemy więcej owoców, bo one są dosłownie pod naszym nosem! Tym samym sposobem dajemy dobry przykład dziecku. Tak, tutaj pojawia się zasada numer trzy! Dobry przykład. Pokazujemy jej, że jemy słodycze, więc i ona może je jeść, jednak jemy je w ograniczonych ilościach. Robimy to dla niej, ale w sumie nieświadomie również dla siebie.

Tak, daję mojemu dziecku słodycze.

I nie dlatego, że “ja jem, więc i dziecko może”, ani dlatego “że dziecko to dziecko, więc słodycze mu się należą” - te argumenty zupełnie do mnie nie przemawiają. Są bezpodstawne. Również tłumaczenie “lepiej jak dostanie w domu, żeby w gościach nie rzuciło się na słodycze” - ono i tak się na nie rzuci, bo taka jest domena dzieci.

Moje dziecko je słodycze i już! Bez tłumaczenia dlaczego.
Ona JE słodycze, nie ŻYWI SIĘ słodyczami, a to zasadnicza różnica, wiesz?

To, że daję jej słodycze, nie oznacza, że daję jej całą tabliczkę czekolady lub paczkę żelków na jedno posiedzenie. Wiesz, jestem przeciwna całkowitemu wykluczeniu słodyczy w diecie dziecka. Jednak trzeba pamiętać o umiarze i zdrowym rozsądku. Bo umiar i zdrowy rozsądek to klucz w każdej dziedzinie naszego życia, również w diecie. Pamiętaj słodycze nie są złem, czyhającym na życie naszego dziecka, pod warunkiem, że kontrolujemy ich spożywanie.

To Cię może zainteresować

10 komentarze

  1. Zgadzam się z Tobą. Do wszystkiego trzeba podchodzić z rozsądkiem i znaleźć złoty środek zamiast popadać w skrajności :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój 4-letni syn też JE słodycze.

    Ps. Może każdy ma inny organizm i tak w sumie jest, jednak a propo tych jabłek - u nas na pół godziny przed obiadem pół jabłka działa CUDA. Apetyt milion razy lepszy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja początkowo strasznie walczyłam z dawaniem słodyczy mojemu dziecku, zwłaszcza przez dziadków, ciotki itp. Ale ostatecznie odpuściłam, bo to trochę taka walka z wiatrakami. Jak mają dać to i tak wetkną w rączkę i tyle mojego gadania ;)
    Większość z przedstawionych przez Ciebie zasad sama stosuję. U nas na stole zawsze stoi talerzyk z pokrojonymi owocami. W przedszkolu Gizmolove oprócz lunchu ma dodatkowy, owocowy posiłek. A co do słodyczy, jeśli już daję to staram się je sama robić. Czasem zdarzy mi się dać kinder jajo albo jakiś słodki batonik, ale na pewno nie pasę nimi dziecka. To jest coś na zasadzie "od święta".

    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak we wszystkim, tak i w tym temacie trzeba mieć umiar. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dziecko nie znało smaku słodyczy, w odpowiednim momencie i na słodkości przyjdzie czas w jej diecie. Jak mogłabym wymagać, żeby ich nie jadła, kiedy sama jem? Przykład idzie z góry, a dzieci kochają nas naśladować. Więc jak dla mnie najlepiej przemawia Twoja zasada numer trzy :) A z takim podejściem i nam dorosłym będzie lżej i zdrowiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A widzisz, ten dobry przykład u nas się nie sprawdza. Ja nie znoszę słodyczy, czekolada jest dla mnie ohydna i doprowadza mnie do mdłości, nie jem słodkości w niemal żadnej postaci, a mój syn najchętniej żywiłby się tylko słodyczami...

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak jak we wszystkich innych kwestiach - umiar i zdrowy rozsądek to podstawa. Jeśli ktoś potrafi zachować odpowiedni balans i właściwe proporcje (tak jak Ty) - to również nie widzę niczego złego w poczęstowaniu dziecka słodkościami raz na jakiś czas (zwłaszcza, że sama też je uwielbiam ! ;) )

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja córka tez je słodycze! Je popcorn i chrupki, paluszki. Je też duzo owoców i jogurty :) Wszystko z umiarem, ale wole sama dać jej od czasu do czasu czekoladę niż miałabym po kryjomu w szkole się objadac :)

    OdpowiedzUsuń
  8. My z mężem słodycze jemy jak mały już śpi ;-) A w ramach deserów dostaje ciasta, owoce, jogurt naturalny z dodatkiem np. żurawiny. Słodycze kupowane oczywiście zdarza mu się wsunąć, ale to naprawdę raz na kilka miesięcy, wolimy upieczone własnoręcznie ciasta, ciasteczka (w których jest cukier, ale nie ma syropu glukozowego i innych sztucznych dosładzaczy). No i fakt, że jak jest schowane to nie ma pokusy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja Melushka je bardzo mało słodyczy i głównie są to rzeczy, które sama zrobiłam. Nie mam nic przeciwko temu, żeby inne dzieci jadły, ale wkurza m nie to, gdy ktoś bez mojej zgody daje mojemu dziecku słodycze. Na dodatek, moją teściowa wychodzi z założenia, że lepiej żeby dziecko zjadło czekoladę, niż nic.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo popieram Wasze podejście. Pamiętam dzieci, z własnego przedszkola, szkoły, które nie miały dostępu do słodkości i jak się dorwały (najczęściej po kryjomu), to jak głupi do sera. Dziecko trzeba uczyć umiaru. Wszystko jest dla ludzi. Nawet używki, a do nich przecież w jakimś stopniu należą słodycze. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge