Wesele. Z dzieckiem czy bez?

20:41
























No właśnie jak to jest? Z dzieckiem czy bez? Zgadzacie się z powiedzeniem, że “wesela są dla dorosłych”, albo “z dzieckiem to nie wesele”?


Co ja o tym sądzę?

Myślę, że jest w tym sporo prawdy.

Byliśmy na kilku weselach. Będąc na różnych etapach naszego małżeństwa. Byliśmy na weselu jako narzeczeństwo, byliśmy jako bezdzietne małżeństwo. Mieliśmy więc okazję poobserwować rodziców, mniejszych i większych urwisów. Byliśmy również na weselu jako “spodziewający się dziecka”. Mimo kilku moich obaw, bo to był 5 i 6 miesiąc ciąży, rewelacyjnie się bawiłam, do samego rana! Chociaż Zetka pokazała mi na drugi dzień, że ona też potrafi “szejki” robić, naciągająca się skóra i obite wszystkie wnętrzności dawały się we znaki. Zatem jeśli jesteś w ciąży i zastanawiasz się czy pójść na wesele, to szczerze polecam (oczywiście pod warunkiem, że nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań).

W tym roku byliśmy na przyjęciach weselnych, już jako rodzice niespełna dwuletniego urwisa. Mieliśmy okazję wypróbować obydwa warianty: z dzieckiem i bez dziecka.

Jakie wnioski wysunęliśmy? Otóż wesele zdecydowanie polecamy bez dziecka.
Dlaczego?

Po pierwsze. Dziecko się nudzi. Wiem, wydaje nam się, że na weselu tak wiele się dzieje. Bo wesele to  “taniec, wino, śpiew”. Owszem, wiele się dzieje, ale dla dziecka to nie są wspaniałe atrakcje tak jak dla nas dorosłych. Ono chwile potańczy, coś tam podejrzy, ale ogólnie to nuda. A im większa nuda, tym głupsze pomysły. Idąc dalej tym tropem: im głupsze pomysły, tym bardziej musimy dzieci pilnować. Tym samym mniej czasu zostaje (o ile w ogóle zostaje) nam na właśnie: “taniec, wino i śpiew”.

Po drugie. Nie wiem w jakim celu Wy wybieracie się na wesele. Mam na myśli oczywiście ten cel poboczny. Bo, że głównym jest świętowanie uroczystego dnia naszych bliskich to oczywiste. My idziemy na wesele również po to, żeby tańczyć! Tak, uwielbiamy tańczyć i pierwsi wchodzimy i ostatni schodzimy z parkietu. I może to zabrzmi egoistycznie, ale małe dziecko nam w tym przeszkadza. Niestety jego nie bawią ciągłe pląsy i śmiechy przy stole. A mnie nie bawi konieczność biegania za nim na wysokich obcasach.

Po trzecie. Małe dziecko na weselu się męczy. Dlaczego? Ponieważ ma swój rytm dnia. Mniej więcej stałe pory drzemek, snu nocnego itp. Im bardziej rytm ten zaburzamy, a na weselu jest to nieuniknione (przecież tyle się dzieje, że nie warto spać) tym bardziej utrudniamy życie sobie, ale przede wszystkim dziecku.

Po czwarte. To taki powód z grupy BHP. Na małe dziecko na weselu czyha sporo niebezpieczeństw. Jakich? Chociażby kelner z gorącą zupą, niezabezpieczone schody, otwarte drzwi na zewnątrz, prowadzące prosto na parking, zataczający się wujek, tańczące pary, które nie zawsze w porę zauważą przemykające pod ich nogami dziecko. Niby nieistotne na pierwszy rzut oka sprawy, a jednak przy małym “żywym sreberku” trzeba na to zwrócić uwagę.

Po piąte. Wesele to duża ilość bodźców. Głośna muzyka, wiele osób, nie zawsze znanych dziecku osób, światła, różne zabawy itp. Nie każde dziecko czuje się komfortowo, kiedy jest zasypywane tyloma bodźcami. To może go męczyć i powodować rozdrażnienie u malucha, a tym samym u nas. A przecież nie o to chodzi podczas weselnego przyjęcia.

Po szóste. Wesele to zabawa to białego rana, a dziecko i “zabawa do białego rano” nie idą ze sobą w parze. Nawet jeśli mamy mega wytrzymałego malucha, to w najlepszym wypadku dotrwa do 24. Tak, wiem co mówię. Byliśmy na weselu, na którym przy naszym stoliku siedziała rodzina z rocznym maluchem. Dzieciak był z gatunku tych bezproblemowych, co jednak nie zmieniło faktu, że połowę wesela spędzili w kąciku dla dzieci, drugą połowę na spacerze, a o godzinie 23:30 i tak musieli udać się do pokoju. Zatem czy można w ogóle powiedzieć, że byli na weselu?

Po siódme. Umówmy się: rodzice to też ludzie i też mają prawo gdzieś wyjść. Mają prawo raz na jakiś czasu ubrać się elegancko, nie martwiąc się czy przypadkiem jasna sukienka to na pewno dobry pomysł, bo przecież podczas karmienia dziecka co nieco może na niej zostać. Mają prawo raz na jakiś czas porozmawiać z osobami dorosłymi, potańczyć, a nawet napić się wina. Tak rodzic też człowiek i wbrew pozorom potrzebuje takiego wolnego wieczoru, a nawet nocy.
Zatem szczerze polecam Wam, jeśli tylko macie taką możliwość zostawcie dziecko w domu z zaufanymi osobami: z dziadkami, ukochaną ciocią, z opiekunką. Jeżeli na prawdę chcecie zabrać ze sobą dziecko, to polecam Wam drugie rozwiązanie, które wypróbowaliśmy: niech dziecko zostanie z Wami do pory snu, gdy robi się śpiące zawieźcie je do domu, do dziadków, do cioci. I nie musicie mieć powodów do wyrzutów sumienia. Takie rozwiązanie jest dla Was dobre, ale przede wszystkim jest najlepsze dla Waszego dziecka.

Jest też jeszcze jedno rozwiązanie, którego nie mieliśmy okazji wypróbować, ale wiem, że się sprawdza, szczególnie na weselach “wyjazdowych”. Tym rozwiązaniem jest zabranie dodatkowej osoby do opieki nad dzieckiem. Dziecko ma swój zachowany rytm, Wy macie dziecko na oku, a jednocześnie nie musicie za nim ciągle biegać. Macie też możliwość zabawy do białego rana, zamiast konieczności siedzenia w pokoju ze śpiącym dzieckiem. Musicie się jednak liczyć z dodatkowymi kosztami! Osoba opiekująca się dzieckiem tez musi jeść i gdzieś spać!



















To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Jak najbardziej się zgadzam. My byliśmy w tym roku na dwóch weselach - na jednym bez Blanki, na drugim z nią, bo byli z nami moi rodzice (wesele było w rodzinie od strony ojca), a tylko z nimi Blanka zechciałaby zostać. Powiem szczerze że mimo wszystko było bardzo przyjemnie. Na szczęście ślub był na 18 więc zanim się wszystko rozkręciło to mała nasza chwilę potańczyła, zjadła kolację, a potem poszliśmy z nią na długi spacer. Owszem straciliśmy ze godzinę, żeby ją ululać w tym wózku. Ale taka już jest ta nasza Blancia przyzwyczajona do imprezek, że potem spała w tym wózku w najcichszym miejscu na sali będącym na linii naszego wzroku. I tak bawiliśmy się do 5 nad ranem. Raz ja zaglądałam do niej, raz babcia, dziadek, tatuś. Było super, choć zdaję sobie sprawę, że to wyjątek od reguły. Ps.: Pięknie wyglądałyście! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja znajoma miała cale wesele zepsute, nie mogła się z nikim bawić, nic napić, ani nawet wyjść na ogród, bo przyczepiło się do niej dziecko jednej z par obecnych na weselu...i oni nie reagowali :/ dziecko było wyjątkowo zaborcze i upierdliwe, rodzice byli cwani, bo dorwali "darmową nianke" i swietnie się bawili, a ona tkwiąc w tej niezrecznej sytuacji zmarnowała pol wesela, bo dziecko odniosla rodzicom, gdy wreszcie zasnelo na krzesle o polnocy... rodzice na medal tfu.

    Ja syna wzielam na "pół" wesela, koło 19 przyjechał jego chrzestny i zabrali małego na cala noc i caly nastepny dzien do siebie, bo u nas poprawiny trwały do 5 rano...dnia nastepnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla nas dziecko na weselu jest bardzo korzystne, bo... jest dobrym pretekstem żeby wyjść wcześniej ;) Nie znoszę weselnych zabaw i wesela ogólnie strasznie mnie męczą i nudzą, a jedyne, co mnie tam kręci to obiad ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Tobą w 100%. Dziecko, szczególnie małe, nie jest najlepszym kompanem na weselu. Dla mnie najlepszą opcją byłoby zabranie dziecka na ślub i początek wesela, ponieważ jestem jak najbardziej za tym, żeby maluch uczestniczył aktywnie w życiu rodzinnym. A potem o odpowiedniej porze, można go położyć spać pod opieką kogoś bliskiego.

    OdpowiedzUsuń
  5. Osobiście mam nieco inne doświadczenia, z niemowlakiem. To trochę inna bajka, ale są rodzice, którzy i takie dzieciaczki zabierają na wesela, my postanowiliśmy synka zostawić pod opieką dziadków i było to jak najbardziej rozwiązanie w punkt! Pisałam o tym na swoim blogu, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że ktoś w końcu poruszył ten dość drażliwy temat. Jestem zwolenniczką wesel bez dzieci - to problem i dla rodziców i dla samych maluchów. Dlatego sama zawsze zostawiam synka na ten czas pod opieką dziadków.

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge