Sprzedam dziecko! Czyli jak je bardziej pokochać

20:23


A kiedy przychodzi ten moment, że mamy wrażenie, że kochamy dziecko słabiej, co wtedy? A kiedy mamy moment całkowitego przesilenia, a nasze dziecko zaczyna nas denerwować? Co zrobić? Czy to w ogóle normalne? No wiesz, mieć swojego dziecka po dziurki w nosie, a nawet powyżej uszu?

Spokojnie, nie będę tutaj twierdziła, że można nie kochać swojego dziecka. Bo kocha się je nawet nie całym sercem, bo to za mało, ale cała sobą. Najmniejszy kawałek nas, ta drobna zmarszczka pod okiem, ten najmniejszy paznokieć u dłoni, nawet włos na skroni szaleje za tą naszą małą istotką, taką podobną do nas, a jednocześnie zupełnie inną. Jesteśmy Matkami, a Matki w 90% składają się z miłości!

Ale wiesz, pozostaje jeszcze to 10%.

I przychodzi taki dzień, że to 10%, na które między innymi składają się: zmęczenie, nawał obowiązków domowych, nieprzespane noce, brak siebie, a w zasadzie, taka dziwna samoświadomość o braku siebie, przesłania nam oczy. Przesłania nam to 90% składające się z miłości do dziecka.
Stajemy się wtedy rozdrażnione, impulsywne, czasami płaczliwe. A finalnie mamy wrażenie, że to nasze ukochane dziecko przyszło na świat po to, by nas wykończyć, a my same chyba już nie kochamy go tak, jak powinnyśmy.

Nic bardziej mylnego.

Kochamy je nadal, oj kochamy na zabój. W ogień za nimi skoczymy, własne serce im oddamy i Pireneje dla nich przeniesiemy na własnych ramionach, jeśli zajdzie taka potrzeba (bo Matka dla dziecka potrafi wszystko). Tylko mamy chwilowo tego dziecia dosyć. I możemy go mieć dosyć i nie jest to powód do wstydu. Wiesz, przebywanie z nim 24h na dobę, siedem dni w tygodniu to nie jest bułka z masłem. Zresztą nikomu chyba nie trzeba tłumaczyć, że to “siedzenie” to tak naprawdę jest zapieprzanie po całym mieszkaniu za dzieckiem, jednocześnie ogarniając je, no i udając raz pieska, raz małpkę. No możesz mieć dosyć! Możesz mieć wrażenie, że zaraz zwariujesz i że chyba przestajesz kochać tego dzieciaka, co swoją drogą skutkuje natychmiastowymi wyrzutami sumienia (wyrzut sumienia to drugie imię Matki, a nie sorry trzecie, w końcu drugie to Miłość).
Możesz, ale po co? Skoro jest takie proste wyjście z tego zamkniętego koła?
Co zrobić, żeby znowu szaleńczo pokochać swoje dziecko?

“Sprzedaj” dziecko!

Nie, nie tak dosłownie na bazarku, czy innym OLX-sie. “Sprzedaj” je jakiejś zaufanej osobie, z którą Maluch chętnie zostaje: dziadkom, cioci, wujkowi i daj sobie wolne. Zrób sobie taki “urlop” od bycia Mamą.

Zrób to o czym ciągle marudzisz, że nie możesz, bo dziecko. Idź na imprezę, poczytaj książkę, weź długą kąpiel, idź na randkę, zatańcz nago, wyśpij się. Co chcesz! Możesz nawet umyć okna, powycierać podłogi czy wyprasować górę prania. Twój wybór, no każdego cieszy coś innego, ja tam w gusta nie wnikam.

Gwarantuję Ci jedno. Ty, która tak marzyłaś o tym, by wreszcie pozbyć się chociaż na chwilę tego upierdliwego małego stworzonka, po godzinie zaczniesz o nim myśleć, a po dwóch będziesz tęsknić. Nagle okaże się, że dom bez tego rozkrzyczanego, rozbrykanego Skarba to nie jest dom! No bo jak tu, czytać książkę, kiedy nikt Ci jej nie zamyka, jak brać kąpiel, kiedy nikt nie wali małą piąstką w drzwi, jak prasować, kiedy nikt nie ciągnie za nogawkę, a wreszcie, jak tu spać, kiedy łóżeczko jest puste!
Nagle to o czym marzymy przestaje być takie pociągające, bo czegoś brakuje, a raczej kogoś.
I wracamy po tego naszego dzieciaka jak na skrzydłach, w podskokach pełne tęsknoty (nawet jeśli nie widziałyśmy go zaledwie parę godzin), z morzem, a co tam z morzem, z oceanem miłości. Zakochane w dziecku po uszy, szczęśliwe, że je mamy. Z pieśnią na ustach … aż do następnego razu, gdy wkurzy nas niemiłosiernie!


Ale już tak zupełnie poważnie. Człowiek nie może przebywać z kimś ciągle, tak 24h przez 7 dni w tygodniu bo zwariuje, nawet jeżeli to jest nasze ukochane dziecko. Musimy dać sobie chwilę wytchnienia, aby móc kochać swoje dziecko jeszcze bardziej.













To Cię może zainteresować

8 komentarze

  1. Masz całkowitą rację. Ja od kiedy wróciłam do pracy odzyskałam radość z macierzyństwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że dlatego też zaczynam zastanawiam się nad powrotem do pracy ;)

      Usuń
  2. Świetny tekst! Niestety, nie wszystkie mamy zdają sobie sprawę z tego, że nie można, dla własnego zdrowia psychicznego, przebywać z dzieckiem całą dobę przez okrągły tydzień. Dlaczego? Bo łatwo o wypalenie "zawodowe". I w dalszej konsekwencji - o zgorzkniałość i pretensje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to trochę trudne zdać sobie z tego sprawę, bo panuje takie przekonanie, że "dobra" mama to ta, która poświęca dziecku 100% czasu ... a to nie na tym polega.
      termin "wypalenie zawodowe" idealnie pasuje do tej sytuacji ;)

      Usuń
  3. Kochana, w przyszłym tygodniu wrzucam świetną książkę na bloga :) Zajrzyj koniecznie!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Krótka aczkolwiek częsta i regularna rozłąka z dzieckiem jest niezbędna dla prawidłowych relacji z dzieckiem i jego rozwoju. Od małego przyzwyczajałam swoje dzieci, że wychodzę z domu, bo czas dla siebie jest również dla mnie ważny i z czasem to zrozumiały. Przez to nawet się do siebie jeszcze bardziej zbliżyliśmy, bo doszedł element tęsknoty :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację element tęsknoty do chyba klucz do sukcesu macierzyńskiego.

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge