Gdy macierzyństwo wychodzi mi już bokiem to robię tak

20:25


Gdy mam dosyć mojego macierzyństwa, a czasami miewam takie momenty, przekuwam to co mnie ciągnie w dół matycznej rozpaczy, w balon radości.

Bo moje macierzyństwo nie jest usłane różami. No dobra trochę jest, ale te piękne róże mają też kolce, które lubią wbić mi się w dupę, w najmniej oczekiwanym momencie. Tak na marginesie najmniej oczekiwany moment jest prawie zawsze, a nie wróć nie prawie, a zawsze.

Wracając jednak do mojego macierzyństwa. Moje dziecko nie było i nie jest (i raczej nie będzie) łatwym w obsłudze egzemplarzem. To nie jest typ dziecka grzeczne bawiącego się jedną zabawką przez godzinę, kładącego się spać gdzie popadnie, gdy się zmęczy, spokojnego, cichego, no wiecie takiego bezproblemowego … ale czy w ogóle takie istnieje?

Tak, Zetka daje mi w kość. Robi to z niezwykłą gracją, z wielkimi, miłością pałającymi oczami, z rozbrajającym na łopatki uśmiechem na ustach, z blond lokami na głowie jak u cherubinka. Tak, jest cudna, ale też cudnie daje mi popalić.

No i przychodzą wtedy do mnie te momenty kryzysu. Tak, dokładnie te, do których Matki się nie przyznają, bo czy wypada przyznać się do tego, że dziecko doprowadza nas do szału tym, że po raz setny wywaliło wszystkie ubrania z szafy, odstawiło teatrzyk rozpaczy, gdy tyko usłyszało przeklęte słowo “nie”, zwiało z pola widzenia z uśmiechem na twarzy wołając “goń, mama, goń”, właśnie wtedy, gdy miało chwilę na nas poczekać? Czy wypada przyznawać się, że mamy ochotę wyć do księżyca i wołać “whyyyy?!”, gdy dziecko po raz kolejny przychodzi z gilem po pas, kaszlem jak stary gruźlik i wysypką nawet na tyłku?

Ale ja mam takie momenty i przyznaję się do nich bez bicia. Mam momenty, kiedy mam dosyć i marzę o uciecze w pizdu!  

Te momenty mają jednak to do siebie, że równie szybko jak się pojawiają, znikają w odmętach mojej miłości do dziecka. Wtedy właśnie zdaję sobie sprawę jak wielkie mam szczęście i jak niewiele powodów do prawdziwych zmartwień!

Chociaż Zetka należy do grona dzieci, tych tak zwanych “chorowitych”, a może nawet “cholernie, bardzo chorowitych, tych co to łapią katar od osoby, stojącej za nią 10 metrów na placu zabaw”, a jej chorowanie nie kończy się na trzech dniach kataru, bo to straszna nuda, przecież o wiele ciekawiej można to rozegrać, można łapnąć ze dwa, trzy wirusy jednocześnie, dorzucić jakieś oskrzeliki i niech lekarz rozwiązuje teraz ten rebus, a co, to przecież mam szczęście! Bo tak na prawdę to są choróbki, nie choroby. Bo tak na prawdę jest wiele rodziców, którzy oddaliby wszystko, by ich dzieci chorowały tylko w ten sposób! Bo w tym świetle mam ogromne szczęście!

Chociaż Zetka doprowadza mnie do szewskiej pasji, gdy patrząc mi prosto w oczy, udając, że nie słyszy mojego wołania “Zosia STÓJ!”, robi w tył zwrot i ucieka wesoło wołając “goń, mama, goń!”, to, to bieganie w tą i z powrotem (jak to mawia babcia “jak kto z pęcherzem”), a nawet to uciekanie przede mną (z jej śmiechem, a moimi mruczanymi pod nosem bluzgami) jest szczęściem! Bo ile jest takich rodziców, którzy oddaliby wiele, żeby móc tak pobiegać za dzieckiem, a nawet żeby móc wściec się, że dzieciak znowu ucieka w najmniej odpowiednim momencie. Tak, mam szczęście!

Chociaż Zetka ma bardzo silny charakter i bardzo silny głos, a do tego jest w osławionym momencie, zwanym “buntem 2-latka” (pominę ten fakt, że ona chyba jest w nim już od kiedy skończyła rok), co skutkuje bardzo teatralnym i głośnym okazywaniem przez nią niezadowolenia, chociaż szalg mnie trafia, kiedy mówię, tłumaczę, proszę, a ona i tak odwala histerię, bo np. jej zdaniem ten nóż jest idealną zabawką, chociaż krew mnie zalewa, kiedy chodzi za mną i “miauczy” (nie, nie płacze, płacz by mnie tak nie wkurzał, on by sprawił, że byłoby mi jej szkoda, ona “miauczy”) to wiem, że mam ogromne szczęście. Bo wiele jest takich rodziców, który to nie było dane, którzy złote góry by oddali, by usłyszeć swoje dziecko, by móc zobaczyć jak domaga się swojego, by móc tłumaczyć, prosić po tysiąc razy o to samo.

Chociaż czasami ręce mi opadają, gdy po przekroczeniu progu domu wita mnie sajgon zabawkowy, podłoga znowu zalana sokiem i góra prania, to mam szczęście. Wiem, że są osoby, które marzą nawet o tym, by móc nastąpić na porzucony klocek Lego.

Tak, mam ogromne szczęście i Ty też je masz. Musisz tylko zdać sobie z tego sprawę. Bo te wszystkie trudności są tak na prawdę darami. Doceń je, bo są tacy, którzy tych darów nie doświadczają, a pragną ich najbardziej na świecie.

fot. Beata Misiąg















To Cię może zainteresować

10 komentarze

  1. Faktycznie patrząc na taką buziule ciężko stwierdzić, że rogi pod tymi kitkami mogą się ukrywać, ale ja doskonale wiem o czym piszesz :) Mam w domu siedmiolatkę , więc o te 5lat więcej takich momentów, w których miałam dość i też się do tego przyznaję! Moja córcia też nie z tych co to bawi się SAMO pół dnia, a raczej jest to wersja strusia pędziwiatra co to w miejscu nie usiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana odebrałaś mi nadzieję :P czyli jednak dzieci z tego nie wyrastają ;)

      Usuń
  2. Jak bym czytała o sobie i mojej Zuzi ;)
    Domyślam się ze charakterki mają podobne :D
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tych imionach na Z musi być ;)

      Usuń
  3. Ja też mam to szczęście, co Ty 😉 A tak w ogóle, jak czytam Twoje teksty, to mam wrażenie, że te nasze dziewczyny są spod jednej gwiazdy, bo z mojej Mieli też nie jest łatwy egzemplarz. Ale przynajmniej dzięki temu, że dają nam w kość te nasze księżniczki, zawsze jest wesoło i ciekawie. Nie pozwalają nam się nudzić 😉 Buziaki dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie pozwalają, nie pozwalają :) Łobuzy nasze przeurocze :) Buziaki :*

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy :) właśnie za taką scenerię lubię jesień :)

      Usuń
  5. Oprócz tego chorowania (tfu, tfu, żeby nie zapeszyć), to jakbym o nas czytała. Dokładnie ta sama konfiguracja matka-córka. :D Ps.: Piękna z Was rodzinka! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż wierzyć się nie chce jak podobne są te nasze rodzinki do siebie ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge