1 września. Czy myślałeś kiedyś o nim w ten sposób?

20:17

Pierwszy września. Tak, to dzisiaj.

Właśnie dzisiaj przyszła do mnie refleksja. Taka silna. Taka intensywna. Wiesz, taka, która chwyta i nie puszcza tak łatwo. Taka, która towarzyszy Ci przez większość dnia.

Pojawiła się niespodziewanie. Dnia pierwszego września.

Przyszła, do mnie w spokojny i cichy poranek. Gdy telewizor jeszcze milczał, bo taką mam niepisaną zasadę, że przed śniadaniem go nie włączam. Gdy z uśmiechem na ustach siedziałyśmy z Małą Zet w kuchni. Ona zajęta swoim śniadaniem. Usilnie starająca się pokazać mi, że jest już duża, że przecież potrafi sama zjeść parówkę i pomidor. Nie przeszkadzałam jej. W spokoju przyjmowałam widok spadającego na czystą koszulkę pomidora. Przecież musi się nauczyć, a bluzka? Bluzkę się wypierze. Jadłam kanapkę i spoglądałam przez okno. A za oknem świeciło słońce, prawie tak jak kilka tygodni temu, w lipcu, tylko już  nie tak ciepłe były jego promienie, szumiało zielone jeszcze drzewo, matki odprowadzały swoje pociechy, ubrane w stroje galowe do szkoły, przedszkola. Może po raz pierwszy? Kto wie!

Wszystko to takie zwyczajne. Widuję to codziennie, a jednak dzisiaj ta jedna refleksja sprawiła, że wydało mi się to wszystko inne. Bardziej wyjątkowe.

Pojawiła się myśl jak wielkie mamy szczęście! Jak szczęśliwy jest ten dzień. Ten pierwszy września.

Jak wielkie ja mam szczęście, że mogę dziś być w mojej wymarzonej, choć niewielkiej, białej kuchni, zamiast kryć się z duszą na ramieniu w podziemnych bunkrach. Jak wielkie mam szczęście, że mogę patrzeć jak moje dziecko z apetytem i uśmiechem na ustach zjada kolejny kawałek kiełbaski, zamiast zamartwiać się każdego dnia tym, że moje dziecko chodzi głodne.

Jak wielkie szczęście mają te Matki odprowadzające dzisiaj dzieci do szkół i przedszkoli, zamiast uciekać z dzieckiem na ręku z walącego się budynku, na który spadła bomba.

Tak, wielkie mamy szczęście, że ten pierwszy września jest tak spokojny w swej niespokojności.

Bo był kiedyś taki Pierwszy Września, w którym dzieci nie poszły do szkoły. Choć były gotowe. Choć te idące w szkolne mury po raz pierwszy czekały na ten dzień całe lato. Choć stały w progu domu w galowych strojach, (czasami z łatą na kolanie), z plecakiem na plecach, (nie takim z markowego sklepu, ale takim odziedziczonym po starszym bracie), z warkoczami staranie splecionymi przez Mamę lub starszą siostrę. Stały i czekały, ale nie dane im było rozpocząć roku szkolnego. W zamian dostały strach o życie, głód w żołądku i wielką niewiadomą.

Był kiedyś taki Pierwszy Września, w którym stojącym u progu dorosłości tego progu przekroczyć nie dano. Pokolenie Kolumbów. Jeszcze niedojrzałe, choć dorosłe. Ufne, wierzące w swoją świetlaną przyszłość, marzące o studiach. Zamiast studenckiego indeksu , zamiast pracy, zamiast rodziny dostali karabiny, okopy i strach.

Dzieci i młodzież II Wojny Światowej. To im nie dane było to, co dla nas jest dzisiaj normalnością.
Ale tą normalność mamy dzięki nim właśnie. Dzięki nim nasze dzieci dzisiaj nie chodzą głodne, mają spokojny sen, mogą chodzić do szkoły. Podziękujmy im, póki jeszcze możemy. Bo te dzieci i młodzież II Wojny Światowej to nie idylliczni bohaterowie.  

Te dziewczynki z warkoczami i chłopcy w przetartych spodniach, czekający na pierwszy dzwonek, który nie nastąpił, to nasze Babcie i Dziadkowie!

Pokolenie Kolumbów. Jak to odlegle brzmi. Obco. Jednak Ci młodzi ludzie z marzeniami,  to nikt inny jak nasi Pradziadkowie i Prababcie.

Podziękujmy im, póki możemy.

Moje Babcie i Moi Dziadkowie z mojej Mamatorkowej rodziny DZIĘKUJĘ, że swoimi opowieściami nie pozwalacie nam młodym zapomnieć. Dziękujemy za to co mamy i za naszą pielęgnowaną pamięć.












To Cię może zainteresować

12 komentarze

  1. Wzruszyłam się pod koniec posta.
    Pięknie napisane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy byłam mała, babcia wiele opowiadała mi o wojnie. Teraz faktycznie dużo rzadziej o tym pamiętam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te babcine opowieści są bezcenne. Do dzisiaj uwielbiam ich słuchać

      Usuń
  3. Nie wiem, czy to kwestia wychowania czy może pewnej wrażliwości, ale zawsze pierwszego września sporo myślę o ludziach, którym w jednej chwili zawalił się cały świat, zawsze dziękuję losowi, że udało im się wytrwać i dzięki nim mogę cieszyć się życiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to również kwestia charakteru.
      Ja również w takich chwilach myślę o ludziach, którzy nie mieli szczęścia. Szczególnie teraz, kiedy jestem Mamą i pragnę dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Nie każdy mógł i może mu to zapewnić

      Usuń
  4. Pięknie napisane. Dziś 1 września to bieganina, strojenie dzieci (choć nie potrafię tego zrozumieć), organizacyjne zawirowania i całkiem przyziemne myśli, a brak czasu na refleksję. Dziękuję, że ją przywołałaś. Doceniam to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że udało mi się na chwilę zwolnić Twoje myśli i skierować je w inną stronę :)

      Usuń
  5. Uwielbiam stare i czarno-białe fotografie. Chętnie sięgam po babcine pamiątki i wspominamy razem stare czasy

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham stare pocztówki i fotografie. Gdy moja prababcia jeszcze żyła mogłam godzinami słuchać jej opowiadań <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo wzruszający post. Na co dzień nie mówi się zwykle o poświęceniu tamtych ludzi, o ich niespełnionych marzeniach i życiowych planach zrujnowanych przez wojnę. To właśnie 1 września jest zwykle takim momentem, który skłania do chwili refleksji na ten temat...Trzeba o tym pamiętać - bo kto wie, czy taka historia się kiedyś nie powtórzy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mojego dziadka, który dużo opowiadał mi o tamtych czasach, nie ma już ze mną, jednak pamiętam, mimo zabiegania pamiętam, i tak bardzo się boję powtórki...

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge