Nie nadaję się na Matkę

20:38


Nie nadaję się na Matkę, ale nią jestem!

W dodatku nie przez przypadek. Jak niewiele elementów w moim życiu, macierzyństwo było zaplanowane w 100% i omówione z Mr Rightem z każdej strony. Tak, to zdecydowanie nie była decyzja impulsywna. To był powolny proces dojrzewania do tego kroku.

Zostaliśmy Rodzicami. Ja zostałam Mamą.

Gdybym wiedziała to, co teraz wiem, czy podjęłabym taką samą decyzję? Tak, zdecydowanie tak! Chociaż teraz wiem bycie Mamą to nie bułka z masłem, a mój charakter w połączeniu z charakterem mojej Córki (który jest taki sam jak mój) to mieszanka wybuchowa, która moje macierzyństwo podnosi na wyższy poziom wtajemniczenia. Moje Macierzyństwo jest SZKOŁĄ. Nie tylko umiejętności fizycznych, związanych z opieką nad dzieckiem. Tak moje drogie, to, że rodzimy się jako kobiety, nie znaczy, że rodzimy się z podręcznikiem “Jak wychować dziecko” w głowie. Ale to taka dygresja na marginesie.

Moje Macierzyństwo jest szkołą, w której pracuję również nad sobą. Nad swoim charakterem.
Z książkowego punktu widzenia nie nadaję się Matkę. Niestety. Taka prawda. Mam wszystkie te cechy, które Matka mieć powinna tylko w odwrotności.

  1. Jestem niecierpliwa. Bardzo. Nie cierpię czekać. Lubię mieć wszystko teraz, już. Bez ociągania się, bez zatrzymywania co krok, bez filozofowania. A dziecko? Dziecko żyje swoim tempem. Ono ma czas i go nie ma. Ma czas, gdy Mama czegoś chce i nie ma czasu, kiedy ono czegoś chce. Ot, taka zależność: im bardziej się śpieszysz, tym więcej czasu Ci to zajmie.
  2. Jestem nerwusem. Tak, z równowagi można wyprowadzić mnie w minutę. Chociaż są również takie osobniki, które posiadły umiejętność wyprowadzania mnie z równowagi już w 10 sek. Tak, drę się. Tak, potrafię być nieprzyjemna. Czy mogę być taka przy dziecku? Nie, oczywiście, że nie. Nawet jeśli takie samo jest właśnie dziecko.
  3. Nie lubię się powtarzać. Zdecydowanie, jak raz powiem to już powiem. Mało tego jak już powiem, to już powiem i tak ma być! Jak to się ma do opieki nad dzieckiem? No właśnie nijak. Gdyż dziecko musi mieć powtórzone tysiąckrotnie wszystko, a i to nie gwarantuje sukcesu. Bo właśnie może się okazać, że to o co prosimy jest zupełnie niezgodne z jego obecnym światopoglądem.
  4. Lubię wszystko wiedzieć. A przecież dziecko to jedna, wielka niewiadoma. To jak książka pisana w języku hebrajskim, którą rozszyfrowujemy z dnia na dzień przy pomocy ogromnej dozy cierpliwości (której jak już wspomniałam, nie mam).
  5. Lubię planować. Nie, nie jestem nudna. Nie mam zaplanowanego życia. W pewnym stopniu jestem spontaniczna, a w pewnym lubię plany. Lubię, gdy wiem co poklei mam zrobić. Lubię, kiedy przed wyjazdem mam zaplanowane i sprawdzone, gdzie, co i jak można zobaczyć. Lubię zaplanować, że dzisiaj prasuję, jutro wycieram podłogi. Lubię wiedzieć, że przyszły weekend pojedziemy na rower. Ot, takie proste, niby nieznaczące plany, ale ich zaburzenie wyprowadza mnie z równowagi. A jak jest z dzieckiem? Znacie powiedzenie: “chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach”? Otóż z dzieckiem jest podobnie.
  6. Lubię kiedy ja decyduję. Chociaż nie, ja po prostu lubię mieć nad wszystkim kontrolę. To mnie uspokaja, to daje mi poczucie bezpieczeństwa. Co na to dziecko? Ono chce decydować, ono przejmuje kontrolę nad wszystkimi i nad wszystkimi. A co na to takie dziecko jak Mała Zet? To samo co jej Mama. Albo będzie po mojemu, albo wcale.
  7. Lubię długo spać. Tak, zdecydowanie potrzebuję dużo snu. Brak snu powoduje, że budzi się we mnie zołza. A jak to jest z dzieckiem? Otóż dziecko przychodzi na świat między innymi po to, by pokazać nam, że możliwe jest prawidłowe funkcjonowanie organizmu bez snu. No może lekko przesadziłam z tym prawidłowym funkcjonowaniem, ale na pewno możliwe jest funkcjonowanie typu japońskiego czyli “jako tako”.
  8. Lubię porządek. Nie, nie jestem pedantem (czy damska wersja to pedantka? jakoś tak dziwnie mi to zabrzmiało). Mam klasyczne, znajdujące się w prawie każdym domu krzesło na ubrania, a raczej fotel. Mam dni, kiedy zamykam oczy, bo nie chce mi się sprzątać. Zdecydowanie nie jestem pedantką. Gdybym nią była nie mogłabym być również mężatką (bałagan męskie ma imię). Lubię po prostu wieczorem usiąść na kanapie w posprzątanym mieszkaniu. A dziecko? Dziecko oddala wizję “wieczoru na kanapie”, ponieważ bałagan również dziecięce ma imię. Porządek kłuje dziecko w oczy, więc musi się z nim szybko rozprawić, by poprawić komfort swojego bytu, tym samym wdeptując komfort matczyny w podłogę. Tą samą podłogę, w którą wdeptało przed chwilę dżem z kanapki.
  9. Cenię swój czas wolny. Mało tego bardzo go potrzebuję! Lubię chwilę ciszy, w której mogę wypić kawę i przeczytać książkę. Lubię zamknąć się w łazience i oddać się zabiegom kosmetycznym. Lubię wyjść z domu, nie tylko na zakupy do Biedronki. Lubię usiąść przed komputerem i napisać coś dla Was. Tak, potrzebuję tego. Niestety przy dziecku takiego czasu nie ma za wiele. Ono absorbuje nas w 99%. Zatem gdzie ten 1%? Ten ostatni % absorbują nam prace domowe, które zawsze są niedokończone, zawsze nas ścigają, zawsze na nas czekają, kłując w oczy i w nasz pedantyzm.


Nie nadaję się na Matkę.

Chociaż nie! STOP!

Powinnam powiedzieć: nie nadawałam się na Matkę, kiedyś. Teraz, teraz się nadaję. Właśnie Macierzyństwo moje, te z przebojami, te będące dla mnie szkołą charakteru sprawiło, że się nadaję. Moje Dziecko, Moja Mała Zet pokazała mi, że mam więcej cierpliwości niż mi się wcześniej wydawało, że nie muszę wszystkiego wiedzieć i nie muszę mieć wszystkiego pod kontrolą. Moje Dziecko pokazało mi, że nie porządek w domu jest najważniejszy i że jednak, malutka, króciutka chwila wolnego czasu jest cenniejsza od całego wolnego dnia!

Moje Macierzyństwo, moja Córka sprawiła, że jestem lepszym człowiekiem!


Za to jej dziękuję <3







To Cię może zainteresować

23 komentarze

  1. Ha! Ja chyba też nie nadaję się na matkę ;) choć mam 2 synów najcudowniejszych na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tym krótkim zdaniem pokazujesz, że właśnie się nadajesz :)

      Usuń
  2. Też czasami mam wrażenie, że nie do końca nadaję się na matkę, ale interpretuję je w ten sposób, że wciąż się rozwijam dla dzieci i przy dzieciach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My rozwijamy dzieci, a one rozwijają nas:)

      Usuń
  3. Hihi poza punktem o spaniu można by rzec, że jesteśmy takie same ;) Mnie moim pierworodnym obdarzyła natura, pomimo pewnych środków zaradczych, ale najwyraźniej natura wie lepiej kiedy jest mój czas i pokazała mi cud 2% szans :D byłam tuż po liceum, ale nigdy nie żałowałam ja, ani ojcec małego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedziałam, że wiele nas łączy, np. niełatwy charakter;)
      a swoją drogą dziecko nieważne kiedy się pojawi zawsze jest cudem i trudem :)

      Usuń
  4. Normalnie jakbym to ja pisała czuję dokładnie to samo. I moje dziecko też ma taki charakter. Miło wiedzieć, że nie jestem w tym sama. Bo dziwnie się czułam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziwnie się czułam. Wręcz miewałam wyrzuty sumienia, kiedy brakowało mi cierpliwości, czy byłam wściekła bo się nie wyspałam. Dlatego też powstał ten wpis. Pod wpływem chwili. I cieszy mnie to, że nie jestem w tym sama. To pomaga. Mam nadzieję, że mój wpis pomoże Wam, a Wy swoimi komentarzami pomożecie mi:)

      Usuń
  5. Gdyby tak zrobić szczegółowe kryteria i zweryfikować z nimi wszystkie matki, to pewnie by wyszło, że żadna z nas się nie nadaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Możesz mi wierzyć lub nie, ale wzruszyłam się czytając ten wpis. To, jak głęboko wchodzisz w swoje wnętrze, zestawiasz to i analizujesz kochając swoje dziecko przy tym, jest po prostu niesamowite! Brawo Ty :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:)
      To był dla mnie bardzo trudny wpis, ponieważ bardzo się w nim otwieram, wręcz obnażam.
      Powstał pod wpływem chwili, później zastanawiałam się czy go publikować i teraz wiem, że dobrze zrobiłam :)

      Usuń
  7. Chyba każda matka tak ma,że czasami o sobie myśli że się nie nadaje. To przez chęć bycia perfekcyjną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nasze pragnienie bycia perfekcyjną nas gubi

      Usuń
  8. Ja mam podobnie :P Szczególnie z uwielbieniem do porządku i ciszy :D Ale mam dwójkę terrorystów i jestem dumna ze ich mam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokój i porządek wtedy schodzą na drugi plan :)

      Usuń
  9. Kurczę, u nas identyko. Niby się nie nadaję, a jednak się nadaję. Dziwne to strasznie i strasznie fajne jednocześnie :) Chociaż nie ukrywam, że deficyt snu trochę mi doskwiera :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ej wiesz co? To już jest nudne! Znowu jakbym czytała o sobie. :D I też najgorsze jest to, że Blanka ma tak okropnie do mnie charakter podobny. No trafiła kosa na kamień. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha u nas też trafiła kosa na kamień :P

      Usuń
  11. Jakbym o sobie czytała, wszystkie punkty się mnie dotyczą :D
    A myślałam, że tylko ja taka jestem :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge