Moje błędy wychowawcze. Lubię je!

20:30


Tak, właśnie tak jest. Lubię moje błędy wychowawcze! I co? I nic, świat się nie zawalił, a ja jestem szczęśliwa, że je popełniłam i z premedytacją będę je popełniać dalej. Ot taka przekorna jestem.

Wiem, że z reguły ich się unika. Tych błędów znaczy się. Bo dobra Matka błędów nie popełnia. Bo dobra Matka słucha się mądrych głów i żyje według ich mądrych rad. A jeśli już nie daj Boże błąd popełni, to nie przyznaje się do niego! Najlepiej nawet przed samą sobą! Dobra Matka jeśli już jej się to zdarzy, ale zaznaczmy, że dobrym Matkom się to nie zdarza, ale jeśli już, to w zaciszu domowym posypuje głowę popiołem, wkłada worek pokuty po ziemniakach i kaja się, bije w pierś i jeszcze kilka innych dziwnych czynności wykonuje.

Ja tego nie robię. Nie zakładam worka po ziemniakach, nie sypię głowy popiołem, nawet w pierś się nie biję, bo to przecież boli, a co jeśli od takiej praktyki i tak małe cycki wcisnęłabym jeszcze do środka?

Ale jak już mówiłam, bo ja złą Matką i Kobietą jestem!

Zatem otóż wszem i wobec ogłaszam, że popełniam błędy wychowawcze. A teraz uwaga, uwaga przygotujcie kamienie, by móc we mnie rzucać.

Niektóre z tych błędów lubię! Ba mam zamiar z premedytacją je popełniać dalej!

  1. Lubię spać z moim dzieckiem! - tak, lubię to, ba ja nawet bardzo to lubię! Wbrew temu, że narzekam czasami, że to małe stworzonko zajmuje całe łóżko (swoją drogą, jak to możliwe, że dzieciak o wzroście 80 cm, zajmuje całe łóżku o szerokości 180 cm?), że wstaję rano ze śliwą pod okiem, bo jakimś cudem mała pięta wylądowała na mojej twarzy. Uwielbiam patrzeć jak spokojnie leży pomiędzy mną i Mr Rightem. Uwielbiam jak w nocy szuka mojej ręki. Uwielbiam, kiedy nagle całą sobą się we mnie wtula. I w nosie mam ekspertów, którzy twierdzą, że to zły nawyk, że robię tym krzywdę sobie i swojemu dziecku. Wiecie gdzie mam tą opinię? No właśnie tam! Mało tego powiem Wam, że trudno podjąć mi decyzję o wyeksportowaniu jej do swojego pokoju. Wiem, że to nastąpi. Myślę, że szybciej niż mi się wydaje, ale teraz będę z nią spała. Bo to lubię!
  2. Lubię, kiedy zasypia leżąc ze mną na łóżku! - tak, tak, dziecko powinno zasypiać samo, we własnym łóżeczku. Tak, tak, to bardzo ważne dla jego samodzielności. Tak przyjęłam to do wiadomości. I tyle. Wybaczcie mądre głowy. Nie zrezygnuję z naszego wieczornego rytuału. Uwielbiam gdy razem z Małą Zet i Mr Rightem kładziemy się na poduszkach, gdy Zetka daje nam buziaki na dobranoc, gdy bierze mleko z rąk Taty i macha mu na dobranoc. Uwielbiam, gdy pijąc mleko powoli się uspokaja, jej oczka są co raz mniejsze. Uwielbiam, gdy podaje mi pustą butelkę, jednocześnie wtulając się mocno we mnie. Uwielbiam czuć jak powoli się rozluźnia, jak spowalnia oddech. Tak, to nasza wieczorna codzienność i nie będę z niej rezygnowała bo ktoś tak powiedział. Ja ją uwielbiam!
  3. Lubię ją nosić na rękach - i teraz uwaga! Wszyscy Ci, którzy kiedyś mówili, że mam przestać ją nosić, bo ją przyzwyczaję i będę miała problem, mogą teraz ze wstydu spuścić oczy! Nie przyzwyczaiłam jej. Mało tego ona sama co raz mniej chce być noszona. Przecież jest już duża. W związku z tym, ja to noszenie polubiłam jeszcze bardziej. Właśnie dlatego, że jest go mniej! A ja nadal to lubię, gdy chce wskoczyć na moje ręce i się poprzytulać. Wiem, że te moje ręce, choć małe i słabe, to dla niej gwarancja bezpieczeństwa, a to oznacza dla mnie sukces wychowawczy.
  4. Pozwalam jej decydować - jest duża, ma swoje zdanie. Szanuję je. Pozwalam jej decydować. W granicach rozsądku. W sprawach mniej istotnych dla mnie, a dla niej będących sprawą życia lub śmierci. Bo co za różnica czy ona ubierze w upalny dzień spodenki czy sukienkę. Skoro chce sukienkę niech ją ubierze. Ja uniknę histerii, a jej to nic nie zaszkodzi. Święty spokój przede wszystkim! A tak na marginesie ta duma, którą widzę w jej oczach, że mogła zrobić coś po swojemu. Bezcenne.
  5. Czasami nie reaguję, kiedy wpada w rezonans - ok, możecie bić na alarm, rzucać kamieniami, poczekajcie tylko, aż się odwrócę, żeby nie dostać w twarz. Przyznaję, że czasami nie reaguję na jej histerię. Nie ma sensu przekrzykiwać wrzeszczącego dziecka. Czekam, aż się uspokoi i dopiero wkraczam do akcji. Wierzcie mi, o wiele lepiej jest się z nią wtedy dogadać. Czasami nie reaguję też, udaję, że nie widzę, bo mam tego po dziurki w nosie. Kto ma buntującego się prawie dwulatka ten wie, że czasami nie ma się już ochoty tłumaczyć, uspokajać, tłumaczyć, uspokajać itp.
  6. Pozwalam jej oglądać bajki - O jeeee, straszne rzeczy! Dziecko i telewizja! Kara więzienia za to powinna być? To ja poproszę, przynajmniej odpocznę ;) Tak, pozwalam Zetce oglądać bajki. Nie będę się tłumaczyć. Szukać mądrych argumentów. Po prostu robię to dla świętego spokoju. Też chcę czasami w spokoju wypić kawę. Wolno mi? Wolno!
  7. Czasami wolę nie widzieć - bo czasami lepiej nie widzieć. Może to i nieedukacyjne, a może właśnie edukacyjne bardzo. Pozwalam jej się ubrudzić, pozwalam jej się przewrócić, pozwalam jej popełnić błąd. Dlaczego? Najzwyczajniej w świecie wolę, żeby sama się przekonała, niż walczyć z buntującym się dzieciakiem. Znowu spokój przede wszystkim.


No cóż, chyba wyszła ze mnie leniwa i nadopiekuńcza Matka. Trudno. Poczekajcie z rzucaniem kamieniami, aż się odwrócę. Nie chcę dostać w twarz.


A tak na marginesie, to lubię te moje błędy! Szczególnie te pierwsze!



To Cię może zainteresować

11 komentarze

  1. Jak ja lubię mamy z dystansem :) Super wpis !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) oj tak dystans to moje drugie imię ;)

      Usuń
  2. My też zawsze pozwalaliśmy Młodej popełniać te drobne dziecięce błędy, przynajmniej po raz kolejny tak szybko ich nie popełniała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie jak się dziecko nie przekona to nie odpuści :)

      Usuń
  3. To znaczy, że ze mnie też kiepska matka bo wszystkie te błędny popełniam, ale też je lubię i nie zamierzam z nich zrezygnować! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i bardzo dobrze! :) a Mamą jesteś najlepszą dla swoich dzieci:)

      Usuń
  4. U nas noszenie na rękach już odpada, bo syn wielki chłop i z trudem potrafię go unieść, ale przez pierwsze miesiące w kółko go nosiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn Twój to już prawie młody mężczyzna i przeuroczy do tego :)

      Usuń
  5. Robię dokladnie to samo i również jest mi z tym dobrze :) mam właśnie 2-latkę ale też 2-miesięcznego synka więc łącze jej bunt z zazdrością (samotnie wychowuje dzieci) więc jest ciężko i też czasami wolę niereagowac niż ciągle powtarzać i powtarzać i powtarzać.. Tak, nie wstydzę sie tego ze popełniam te błędy :p cudowny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja staram się mieć generalnie uwagi innych głęboko w poważaniu, ale nie powiem- niektóre bardzo mnie bolą ;-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem Ci, że bardzo fajne te Twoje błędy wychowawcze. Takie najmądrzejsze i najmilsze z błędów. My też śpimy z małą, ale jakoś tak zawsze od 4-5 nad ranem jak do nas przechodzi sama i to jest bardzo miłe. Też zasypia z nami w łóżku bo inaczej nie umie i wszyscy tak lubimy. I czasami nie reaguję na histerie i pozwalam decydować i bajki puszczam. :D Piąteczka! ;) A z tym noszeniem jeszcze - to bajki są. Moja nie była noszona, a jakoś tak jej się teraz porobiło, że uwielbia być noszona mimo że zaraz dwa lata jej stukną. :D I nosimy takich kilkanaście kilogramów miłości. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge