Jak wysłać dziecko do szkoły i nie zbankrutować?

20:58


Szkoła  to nie moja bajka. Nie, źle się wyraziłam. Szkołę zawszę lubiłam. Ja z tych raczej kujonowatych się wywodzę. W sumie sama nie wiem, czy to komplement czy raczej wstyd. Nie no spoko, lizus to ze mnie żaden nie był. Po prostu szkoła była dla mnie ok. Wiadomo, wakacje były lepsze, ale szkoła nie najgorsza.

Nie o tym jednak. 

Szkoła aktualnie to nie moje klimaty. Swoją edukację zakończyłam jakiś czas temu. Na chwilę obecną nowych fakultetów nie planuję, chociaż kto wie co jeszcze mi do głowy strzeli. Tematy szkolne są dosyć daleko za mną i dosyć daleko przede mną. Zanim ze łzami w oczach, dumą w sercu i obawą w głowie zaprowadzę Małą Zet pierwszy raz do szkolnej ławki minie sporo czasu. Musi jeszcze dużo szpinaku i marchewki zjeść zanim urośnie na tyle by “szkolną tytę” unieść i bym mogła jej nasze rodzinne, tradycyjne dwa warkocze na rozpoczęcie roku zapleść.

Jednak mimo tego wszystkiego szkoła zaatakowała mnie już w tym roku. I to od razu z buta!

Po raz pierwszy, gdy po urlopie otwarłam skrzynkę pocztową (tą taką tradycyjną, wieszaną na klatce schodowej, chyba, że ktoś jest szczęściarzem, ma własny dom to wiesza ją na płocie). Spokojnie wkładam klucz do skrzynki, przekręcam kluczyk i nagle dostaję w twarz stertą gazetek promocyjnych, a każda z nich jak głosi promocyjne hasło: przygotuje Twoje dziecko do szkoły najlepiej, a w zasadzie najtaniej.

Po raz drugi szkoła szturchnęła mnie w tym roku w tyłek, gdy musiałam przekroczyć szkolne mury! Dacie wiarę? Spokojnie, nie zapisałam się do szkoły. Ten etap edukacji mam już dawno za sobą. Wiecie, że mam siostrę. Wiecie, że spora między nami jest różnica wieku. Ta siostra moja, właśnie w tym roku zrobiła krok milowy w swojej edukacyjnej karierze i powędrowała szczebelek wyżej. Ten szczebelek nazywa się “szkoła średnia”. W takim razie co ja tam robiłam? Otóż reprezentowałam pokolenie starsze, czyli brylowałam swoją, niestety dawno temu osiągniętą pełnoletnością. Swoją drogą strasznie to śmieszne, że egzaminy pisać mogą, nawet przed prawem odpowiadać, a zapisując się do szkoły średniej potrzebują osoby pełnoletniej, tylko po to, by patrzyła jak kandydat do szkoły składa swój podpis na liście uczniów.

No nic, byłam popatrzyłam jak siostra przebrnęła przez papierologię, badania lekarskie i inne dziwactwa, a finalnie zbierałam szczękę z podłogi. Na koniec wręczono nam listę podręczników. Kojarzycie ten moment w bajkach, kiedy dziecko przekazuje Mikołajowi swój list z wymarzonymi prezentami na Gwiazdkę. List ten rozwija się i rozwija. Końca nie widać. Mikołaj blednie, a jego pomocnicy mdleją. Lista z podręcznikami wyglądała podobnie. My zresztą też podobnie jak Mikołaj nie wiedziałyśmy czy oni tak na serio czy to kiepski żart. Niestety, oni tak na serio.

Zaczęłam się w związku z tym zastanawiać: jakim cudem wysłać dziecko do szkoły i nie zbankrutować. O ile moja siostra nie potrzebuje już kolorowego tornistra, paczki kredek, plasteliny, farbek, kleju, papierów kolorowych i innych niby drobnych, ale po podliczeniu wszystkiego jednak kosztowych pierdół, to już maluchy idące pierwszy raz w szkolne mury bez tego się nie obejdą. Na czym tutaj zaoszczędzić? Na zeszytach, ołówkach, piórach, farbkach i kredkach nie da rady. Szczególnie, że dzieciaki lubią wybierać te droższe, z edycji sygnowanych logo ich ulubionych bajek. Tak, niestety producenci tych pierdołek lubią zdzierać z nasz kasę.

Na czym zatem zaoszczędzić, by nie wpędzić się w kłopoty finansowe, zwłaszcza jeśli ma się na stanie więcej niż jedną sztukę szkolnych urwisów? 

Najlepiej byłoby na podręcznikach. Skoro jest ich już aż tyle, przeplatanych na zmianę z ćwiczeniami, że ich podsumowana cena przyprawia nas o zawrót głowy i ukazuje nam wizję głodowych dni. Tak, zdecydowanie przydałyby się tanie podręczniki. Gdzie ich jednak szukać? Jest kilka możliwości. Nam z pomocą przyszła księgarnia internetowa oferująca tanie podręczniki. Dzięki temu jest szansa, że oprócz podręczników moja siostra dostanie również do szkoły drugie śniadanie (chyba, że nie zasłuży ;)  

To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Ja uważam, że to jest świństwo ze strony marketów, że co roku od początku sierpnia katują dzieci hasłem "Powrót do szkoły" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, trzeba będzie zapamiętać to miejsce w sieci na przyszłość. Czas tak szybko mija, ani się obejrzymy a i my będziemy kupowały podręczniki szkolne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw płaciliśmy za żłobek, teraz płacimy za przedszkole, już niedługo będziemy ponosić koszty edukacji szkolnej. Tak samo, jak robili to nasi rodzice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jednym słowem: dzieci to droga impreza :)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge