Czego nauczyły mnie tegoroczne wakacje z dzieckiem?

20:55


Podróże uczą. Niby wyświechtany frazes, ale to najprawdziwsza prawda.

Czego nauczyłam się w tym roku?

  1. Istnieje kilka rodzajów wybrzeża klifowego: klif żywy, martwy, odmłodzony, strukturalny, odmłodzony.
  2. Istnieje 60 odmian bursztynu.
  3. Bursztyn występuje w utworach trzeciorzędowych i kredowych.
  4. Światło latarni morskiej w Jarosławcu zaliczane jest do grupy: błyskowej grupowej
  5. Pierwsze wzmianki o latarni morskiej w Jarosławca pojawiły się w 1818 roku.


No dobra, żartowałam!

Wcale się tego nie dowiedziałam na wakacjach, tylko na szybko wygooglowałam!


Dowiedziałam się za to innych rzeczy. O wiele ciekawszych dla mnie i mojej rodziny. Jakich?

  1. Zetka ma o jedną baterię w tyłku więcej niż inne dzieci! - tak, zdecydowanie była najbardziej ruchliwym maluchem w okolicy! W momencie, gdy inne dzieci spokojnie kopały dziurę w piasku, ona biegła 5 km, wzdłuż wody (ja niestety za nią). Gdy inne dzieci oglądały książkę, Zetka szósty raz obiegała parawan, nie nasz, te od sąsiadów (a ja oczywiście za nią). Gdy inne dzieci spały, ona przez godzinę oglądała “Maszę” i nie mogła zasnąć, bo … przypomniało jej się, że musi Tacie zakopać stopy.
  2. Chęć do psocenia przez Małą Zet wzrasta wprost proporcjonalnie z poziomem jej zmęczenia! - to strasznie dziwna sytuacja. Im bardziej Zetka jest zmęczona tym bardziej nie będzie siedziała w wózku. Inne dzieci, gdy są zmęczone brały smoka, siadały do karocy, i zasypiały. A nasz Zosiowóz jakby nagle dostał zębów i gryzł Zetkę w tyłek! Wyskakiwała z niego jak z procy, a z każdą minutą jej pomysły były co raz głupsze. Znaczy się głupsze z naszego punktu widzenia, bo z jej to były idealnie zabawne.
  3. Brak umiejętności usiedzenia na tyłku odziedziczyła po mnie! - Cały rok czekałam na ten moment, kiedy usiądę na plaży, a w zasadzie położę się na kocu i wystawię swoje cztery litery do słońca, rozpływając się w słodkim nicnierobieniu. Kiedy Zetka zasypiała wreszcie z wielką ceremonią kładłam się, by po 5 minutach stwierdzić, że NUDA! Musiałam iść do wody, sypnąć Mr Righta piaskiem, połaskotać go po stopie, przeczytać kilka stron książki, dźgnąć Mr Righta w bok itp.
  4. Idąc z małym dzieckiem na plażę wygląda się jak Tabor Cyganów! - ręcznik, kocyk, parawan (a najlepiej trzy, żeby zasieki z nich zrobić, co by dzieć nie zwiewał do wody),strój kąpielowy, dodatkowe body, pampers, pampers do wody, mokre chusteczki, jakieś przekąski, drożdżówka, obiadek, łyżeczka, namiocik, książeczka, wiaderko, grabki, czapka, foremka … normalnie w pierwszy dzień wstyd mi było z pokoju wyjść z tym wszystkim! Na szczęście, gdy tylko przekroczyłam próg domu i zobaczyłam pielgrzymki zmierzające na plażę stwierdziłam, że inni mają więcej, bo mają więcej dzieci.
  5. Dzieci nie odczuwają zimna! - ja do morza wchodziłam po kostki, no maks po kolana i miałam wrażenie, że właśnie nogi sobie odmroziłam (taka sytuacja, że jakby mnie ktoś nadepnął to by się rozsypały, takie skostniałe były). No dobra w przypływie hartu ducha wpełzłam po biust (znaczy się do tego miejsca, gdzie zwyczajowo kobiety mają biust, bo ja swój zostawiłam w domu;). Za to Zetka jak tylko wodę zobaczyła to dawaj, na łeb, na szyję gdyby mogła to cała od razu by weszła! Nie ma, że zimno. Nie ma, że fale. Mama super jest. Na koc nie wracam!

Wiecie co? To był na prawdę pouczający czas !

I jeszcze jedno Wam powiem wakacje nad morzem z dzieckiem są wspaniałe!









To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Świetny wpis! Nasze pierwsze wakacje nad morzem za rok ale już wyobrażam sobie ile rzeczy będzie trzeba spakować ☺ uff dobrze ze względu jest tragaż 😛

    W.Klewek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      już dzisiaj życzę udanych wakacji :)

      Usuń
  2. Śliczna królewna ;)
    Najważniejsze, że wakacje były udane i była pogoda.

    Z dziećmi każdy wyjazd to pakowanie połowy dobytku.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiem dlaczego rodziny z dziećmi zazwyczaj mają duże samochody ;)

      Usuń
  3. Oj te nasze małe zołziny to by się dogadały jak nie wiem. Zabawa byłaby przednia, pewnie i od czasu do czasu jakaś kłótnia przy tak silnych osobowościach. Ale może przy wspólnym oglądaniu "maszy" by się uspokajały. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musimy się spotkać! Dziewczyny są tak podobne do siebie, że to aż niemożliwe :)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge