Karuzela, Ciupaga, Pociąg, ... Hej!

21:13


Mogę Wam wreszcie co nieco napisać. Ochłonęłam w końcu. Trochę mi to zajęło, ale co się dziwić! Ostatni weekend czerwca to było istne szaleństwo. Bo jak inaczej można nazwać spotkanie około 30 dziewczyn, babeczek, kobiet, jak kto woli (osobiście wolę określenie “dziewczyna”, wiecie mam takie wrażenie, że zmarszczka na czole mi się od razu prostuje itp), które uwielbiają mówić, a do tego są ciekawe świata jak mało kto? Gdy do tego dorzuci się ich dzieciaki ganiające we wszystkie strony, rozkrzyczane, roześmiane i to w liczbie większej niż 30 sztuk i ich facetów żyjących meczem piłki nożnej jak gdyby nic innego na świecie się nie działo, no to nie da się inaczej tego nazwać jak prawdziwym szaleństwem. Rzecz jasna w 100% pozytywnym.

Do tego to miejsce! Rabka Zdrój!

Wiecie z czym do tej pory mi się ono kojarzyło?

Z owsianką, serwowaną codziennie przez trzy tygodnie! Niestety to nie była taka owsianka jaką promują dzisiejsi fit i trendy (czy słowo “trendy” jest jeszcze trendy?, ja taka trochę old school więc musicie mi wybaczyć), z owocami, jogurtem, orzechami. Nie, to taka biała breja bez smaku! Skąd to skojarzenie prosto z dziecięcych koszmarów? No przecież Rabka to miejsce zsyłki chorowitych dzieciaków, a ja mam zaszczyt mianowania się bezapelacyjnym numerem jeden w naszej rodzinie w rankingu na ilość przebytych chorób, otrzymanych antybiotyków i zastrzyków. Więc, wiecie miałam okazję zapoznać się z tego typu przybytkami jak sanatoria, a że mam tyle lat ile mam, to sanatoria te za moich czasów to raczej kurortami SPA nie były!

Ale wiecie co? Dzięki Rabkolandowi, który przy ogromnej pracy Klaudii z Niezłe Ziółko (faktycznie niezłe z niej źółko, koniecznie musicie do niej zajrzeć), ściągnęło Blogerki z całego kraju właśnie do Rabki, mój osobisty wizerunek Rabki Zdrój został odczarowany!

Ogłaszam wszem i wobec, że to miejsce jest urocze!

Kojarzycie ten wpis jak się pakowaliśmy (nawet się nie przyznawać, że nie i cichaczem uciekać TUTAJ). Zapomniałam napisać, że próbowałam zapakować nam jeszcze niezłą wałówkę z obawy przed owsianką i łóżko polowe i namiot. Wiecie znowu kłaniają się sanatoria rodem z PRL-u. Łóżka jak ze szpitala, ustawione pod ścianą, w jednym rzędzie, no może dwóch, dużo łóżek. Ooo nie, tego bym nie zniosła. Dobrze, że Mr Right wyrzucił mi tą moją listę! Dlaczego? Bo przecież nie jechaliśmy do sanatorium 20 lat temu tylko do uroczego Pensjonatu Prezydent z przemiłą Obsługą! Nie było łóżek szpitalnych, były wygodne pokoje, w których spokojnie można było zmieścić dziecięce łóżeczko turystyczne. Pokoje w pełni funkcjonalne, z zapleczem sanitarnym, z TV (wiecie, mecz!), z lodówką i balkonem (ulubione miejsce Zetki). Nie było też Owsianki na śniadanie! Było pyszne śniadanko w formie szwedzkiego bufetu! Wiecie zdradzę Wam w sekrecie, że nie lubię takiej formy podania. Bo ja bym najchętniej wszystko zjadła! Moje oczy jadłyby i jadły, ale kto by mnie potem przez drzwi przecisnął. A wieczorna zabawa z kapelą góralską przy grillu! Bajka! Zetka pierwsza tancereczka w rodzinie musiała popląsać przed Panami Góralami, pokręcić swoją tiulową spódniczką i … uciec dalej zwiedzać podwórko stworzone dla rodzin z dziećmi!

Wspomniałam Wam z czym mi się kojarzyła do tej pory Rabka Zdrój, prawda? No dobra wiem już z tysiąc razy się powtórzyłam. Wiecie jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to miejsce ma taki potencjał, że ma tyle pięknych i ciekawych miejsc? Normalnie, aż mi się wstyd zrobiło!

Moje serce zdobyło Muzeum Górali i Zbójników! Ja jestem ze Śląska, z rodziny bardzo mocno zakorzenionej w tradycjach naszego regionu. Jestem Ślązaczką  tak potrafię mówić gwarą, tak znam tradycje i jestem z tego dumna. Dlatego uwielbiam takie miejsca jak to muzeum, w którym widzę młodych ludzi, którzy również są dumni ze swojego pochodzenia i swoją tradycją się chwalą! Przekraczając próg Muzeum człowiek przenosi się do innego świata. Świata z ciupagą w ręce, z bekiem owiec za plecami, z zapachem zbójnickiego ogniska, do świata blisko drewna, blisko natury. Tutaj wielki ukłon dla Muzeum i jego pracowników za zaangażowanie, za pasję. Z nieba lał się niemożliwy żar, człowiekowi zwoje w mózgu się gotowały, a dziewczyny w ludowych strojach (które, umówmy się, do przewiewnych nie należą) z uśmiechem na ustach przeprowadzały nas kolejno przez góralską chatę, zamek zbójników, szałas pasterski, kapliczki, dzwonnice, ach ile tego było! Ja jestem taki typem co to lubi sobie dotknąć, “pomacać” a tam wszystko było na wyciągnięcie ręki. Koszule rozwieszone na sznurze, ubrania w szafie, aż chce się je ubrać, kołyska dla dzieci, beczka z kapustą, którą można gołą stopą udeptać. Coś wspaniałego. Zabawa dla dużych i małych! Odbyły się nawet warsztaty artystyczne, ale niestety Zetka jest za mała. Gdybym ją tam wpuściła to pomalowałabym wszystko i wszystkich tylko nie te drewniane ptaszki i ciupagi!

A teraz zgadnijcie, które miejsce najbardziej przypadło do gusty Mr Rightowi?

Oczywiście, że Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce! Bo czy może być coś lepszego dla małych i dużych chłopców, niż wiele pociągów zgromadzonych w jednym miejscu? Mało tego, tych pociągów można dotknąć, ba można nawet do nich wejść. Powiem Wam szczerze, że ja za wiele z tego Skansenu to nie wiem. Zwiedziłam bardzo dokładnie tylko główną alejkę, bo Zetka postanowiła, ku mojej rozpaczy, uciąć sobie drzemkę, a ja woziłam ją w tę i z powrotem unikając naszego przewodnika, który miał bardzo donośny głos (chociaż to może i dobrze, przynajmniej co nieco słyszałam). Widziałam za to te roześmiane buzie chłopaków, biegających od jednej lokomotywy do drugiej. Te okrzyki “tato, patrz!”, “mamo widziałaś?”. Piękny widok.  Ci duzi chłopcy wcale nie byli lepsi, mieli taką samą frajdę jak Ci mali. Ta fascynacja w oczach mówiła wszystko! Powiem Wam coś, może nie widziałam wszystkiego na żywo, za to Mr Right zadbał o to, żebym mogła wszystko zobaczyć później. Wyobraźcie sobie, że przeglądam zdjęcia na aparacie a tam tryliard zdjęć lokomotyw, pomieszczeń, wagonów, korbek, pokręteł, reflektorów i inny, różnych takich dziwnych rzeczy. No nie ma co, chłop zadbał o to, żebym niczego nie straciła. Drugie tyle oczywiście zapamiętał w swojej głowie i niczym mały chłopiec mówi do mnie “szkoda, że nie widziałaś, tego …, i tamtego”... Skansen to zdecydowanie męski raj! Swoją drogą świat męski, niemęski ale ja tam muszę wrócić, bo coś chyba z faceta w sobie mam i też lubię takie rzeczy. A jak już tam wrócę, to Mr Right będzie zapylał główną alejką, a ja będę skakać jak Batman po pociągach! Ot, co!

Dobra a teraz stawiam lizaka temu, kto zgadnie, gdzie najbardziej podobało się Małej Zet?

Bingo, oczywiście, ze w Rabkolandzie! Dobrze, że dziewczyna jeszcze nie potrafi za dużo mówić, bo inaczej powtarzałaby nic tylko “Rabkoland”, na przemian z “karuzela”, i “kiedy jedziemy”. Mogłabym tego nie znieść. Tak na marginesie zdradzę, Wam, że to była jej pierwsza wizyta w parku rozrywki. Nie będę ściamniała, bo trochę mnie znacie, więc wiecie, że ja to raczej z tych lekko przewrażliwionych jestem. No myślę sobie, kurde ona mała jeszcze jest. Gdzie ona na karuzeli? Przecież się będzie bała. Guzik! Bałam to się raczej ja! Ona była w niebo wzięta! Rewelacyjnie się bawiła na karuzeli z koniami, z autkami, ze statkami, na karuzeli cyrkowej jechała chyba 4 razy jednego dnia. Wszystko były idealnie dopasowane dla takich maluchów. Dla nieco starszych dzieciaków też było sporo atrakcji, więc nawet my z Mr Rightem, czyli bardzo duże dzieci świetnie się bawiliśmy. A teraz zdradzę Wam w sekrecie co jeszcze skradło serce Małej Zet. W całym Rabkoladzie jest kilka stanowisk z różnymi figurkami. Koty, pieski, krasnale, zwierzęta na farmie, warzywa i inne cuda. Obok nich jest grzybek. Jak na niego naciśniesz to figurki ożywiają się! Ruszają się, tańczą, śpiewają. No i Zetka nic tylko chodziła i waliła dłonią w te grzyby, a my po tysiąc razy oglądaliśmy jedno przedstawienie. Dla świętego spokoju jej ulubione śpiewające warzywa mam nawet nagrane na telefonie! Prawdziwe szaleństwo. A wiecie jak się kończy takie szaleństwo? A no kończy się tak, że z nadmiaru bodźców dziecko nie chce iść spać. A co robi dziecko, które nie chce iść spać? Marudzi i ucieka! A że ledwo widzi na oczy to uciekanie kończy się bliskim spotkaniem z asfaltem! Niestety Zetka mistrzynią zgrabności nie będzie, ma to po mamie. Cztery razy w ciągu jednego dni rozbiła kolano. I tutaj wielki ukłon dla Rabkolandu, który jest idealnie przygotowany na takie zdarzenia. Pełen profesjonalizm! Octanisept był, plastry były, ręką fachowca też. Nawet odznaka dzielnego pacjenta została Zetce wręczona, a taka odznaka to jak trofeum wojenne! Swoją drogą na przyszłość chyba zainwestuję w ochraniacze na kolana i kask na głowę, ot tak na wszelki wypadek.

Blogoland to jednak nie tylko zwiedzanie, spacerowanie po parku zdrojowym i tężniach (swoją drogą ja tu się zastanawiam nad tym jak podnieść naszą odporność a wystarczy pojechać do Rabki i połączyć przyjemne z pożytecznym) czy pogawędki z innymi blogerkami (dziewczyny to trzeba powtórzyć!) To również czas by czegoś się nauczyć, czegoś dowiedzieć!

No i tak dzięki Blogolandowi trafiłam na warsztaty filmowe do Agi Szuścik! Rewelacyjna Babeczka. Jak nam wyłożyła kawa na ławę jak kręcone są filmy, a w zasadzie jak powstają efekty specjalne, to już teraz zawsze podczas oglądania jakiegoś filmu będę się zastanawiać jak to w rzeczywistości wyglądało. Teraz to dopiero będzie z mojej strony komentowanie wszystkiego. Patologia normalnie. Mr Right wyrzuci TV przez okno, jak nic! No ale nie o tym. Wracając do tematu i warsztatów, jestem pod ogromnym wrażeniem i biję pokłony, uderzając głową o asfalt, że ona dała radę ogarnąć ten nasz babiniec, dodatkowo nakręcany przez nasze dzieciory i mężowatych! Nakręcenie filmu z każdą z rodzin, to jest niezły wyczyn! Podziwiam jej cierpliwość i wyrozumiałość dla nas i naszych dzieciaków. Szczególnie dla Małej Zet, która jak to na mistrzynię zgrabności przystało machnęła piruet przed samą kamerą, zalewając po raz czwarty kolano krwią. Ale dla naszej wykładowczynie nie ma rzeczy niemożliwych, nawet taki wypadek przekuła na plus! Już przebieram nogami już z niecierpliwości, aż będę mogła zobaczyć rezultat części praktycznej warsztatów. Spokojnie podzielę się z Wami filmikiem.

To jednak nie był koniec nauki! Przyszedł jeszcze czas na warsztaty kosmetyczne z firmą Colowayinternational, która uświadomiła mnie o ogromnym znaczeniu kolagenu. Zdecydowanie żałuję że prelekcja o przekazach rodzinnych, poprowadzona przez Panią Renatę z Centrum terapeutycznego “Tęcza” trwała tak krótko. A wiecie na co się skusiłam? Odważyłam się stanąć na magicznej maszynie, którą przywiozła ze sobą Pani Magdalena ze studia My. Ta maszyna przeanalizowała mój skład ciała, jego proporcje. No i te proporcje mają się dobrze, ale każda osobno. Widocznie nie lubią współpracować. Już ja im pokażę co to współpraca, jak z koleżanką Chodakowska przypakuje bicki to się zdziwią.

Ach co to był za weekend! Jedno jest pewne te wszystkie atrakcje, warsztaty, miejsca, prezenty (oj tak, gdy wróciłam ze wszystkim do pokoju to Mr Right powiedział, że nie ma mowy, żeby to wszystko zmieścić do samochodu) nie byłyby tak wspaniałe, gdyby nie towarzystwo! Ja wiedziałam, że Blogerki są super, ale żeby aż tak! To powinno być zabronione! Dziewczyny mam nadzieję, że to nie ostatni raz kiedy się spotkałyśmy.

Ufff to chyba najdłuższy post jaki kiedykolwiek napisałam! Ale takiego wyjazdu nie można zamknąć w trzech zdaniach. Założę się, że prawie nikt nie przeczytał go od początku do końca. No przyznać się? Nie chcecie się przyznać? To teraz zakładam moje belfrowskie okulary na nos i zrobię Wam test. Proszę mi tu teraz wyciągnąć karteczki i szybko odpowiedzieć na trzy pytania, które sprawdzą jego czytanie ze zrozumieniem.
  1. Ile mieszkańców liczy Rabka Zdrój?
  2. Ile lokomotyw znajduje się w Skansenie Taboru Kolejowego w Chabówce?
  3. Ile lat ma Aga Szuścik?
Aaaa mam Was Łobuziaki! Wcale o tym nie pisałam! Bo to przecież nieistotne!


Do zobaczenia w Rabce!

PS. Post bierze udział w Konkursie Akademia Fotografii ;)

































Organizatorzy BlogoLand : Rabkoland i Niezłe Ziółko 

Prelekcje i wykłady : Uzdrowisko Rabka, Akademia Fotografii, Centrum terapeutyczneTęcza, StudioMY 

Atrakcje : Muzeum Górali i Zbójników, Teatr Bajdurka, Rabka Zdrój Urząd Miasto, SkansenTaboru Kolejowego w Chabówce, Kapela Góralska 

Hotel : Pensjonat Prezydent

FOTOGRAFIA : KOŹLIKI AMATORGRAPHY 

Pozostali partnerzy wydarzenia : Fiorino, Mommy mouse - pieluszki wielorazowe, Czarna kropka, Dwie Kropki, ZmianyZmiany, Oillian, Bezdroża Chocolissimo, Toly, Pocztakubkowa WydawnictwoBabaryba Ouhmania Bio Beauty Littlewonders Czuczu 3koszulki Instytut KulturyWizualnej, Akatja, Media Rodzina, Smart Wash, Zielona Sowa Sklep z zabawkamiNibylandia, Projektogram, Wydawnictwo Debit, BISPOL, Wydawnictwo Egmont, MojeBambino 

Patronat medialny: Babyonline.pl Miasto Dzieci, Podhale24.pl małopolskieonline.pl Mamopracuj 

To Cię może zainteresować

15 komentarze

  1. Opis i zdjęcia zachęcają do wyjazdu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i mam nadzieję, że zajrzysz do Rabki bo warto :)

      Usuń
  2. Wyjazd się nam wszystkim udał. Było cudownie się z Wami spotkać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, koniecznie trzeba to powtórzyć :)

      Usuń
  3. Popatrz, nawet nie wiedziałam, że jesteś ze Śląska! Ja też :) Z Bytomia konkretnie, ale skończyłam na Szczycie i teraz zamiast śląskich klimatów, otaczają mnie góralskie :) Mój syn już w góralskiej gwarze wychowany i nie wie bajtel nawet, że bajtlem jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana to bardzo blisko mnie mieszałaś! Prawie po sąsiedzku!

      Usuń
  4. Mam wrażenie jakby to było wieki temu....szkoda, że czas tak szybko leci, ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, też mam takie wrażenie. NIestety wszystko co dobre szybko się kończy

      Usuń
  5. Mieszkam obok Rabki i nie słyszałam o takiej akcji :( Ale widzę, że pobyt tutaj się udał :)
    Rewelacyjne zdjęcia!

    Pozdrawiam,
    megaaan-esieek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udał się, udał! Może będzie jeszcze okazja spotkać się w Rabce lub w innym miejscu :)

      Usuń
  6. Super fotki, widać, że się świetnie bawiliście. :) My zawsze jakoś trafiamy do Zakopanego, albo Bukowiny, ale zachęciłaś mnie bardzo do odwiedzenia Rabki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że nie mogłaś w tym terminie przyjechać :(

      Usuń
  7. No Aga Szuścik to tak 18 lat jak nic. Zresztą jak wszystkie uczestniczki blogolandu 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona to taka osoba co zawsze ma 18 :)
      Bo my zawsze jesteśmy piękne i młode ;)

      Usuń
    2. Właśnie przypadkiem natrafiłam na ten post i całuję Was, Dziewczyny moje, gorąco! 13 lat na minusie to najpiękniejszy z komplementów :D Buziaczki dla Maluchów <3

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge