Pakowanie za pomocą kartki i długopisu, czyli historia z wandalem w tle!

20:56


Jedziemy. Już za tydzień. Gdzie? Do Rabki na weekend!

Należałoby coś ogarnąć w tym temacie, prawda? Bo jak na razie jesteśmy w lesie! Szczerze to dopiero dzisiaj zorientowałam się, że to już za tydzień!

Śniło mi się ostatnio, że w ogóle zapomniałam o tym wyjeździe. Zorientowałam się w dzień wyjazdu i do samochodu zbiegłam tak jak stałam! Nic, kompletnie nic ze sobą nie wzięłam! Ba nawet dziecka zapomniałam! Czaicie to? Wiecie kiedy się zorientowałam, że nic nie mam, łącznie z Małą Zet? Na miejscu, podczas meldowania się w hotelu. Szczyt szczytów wszystkiego, prawda?

Wstałam zlana potem, nawet nie wiedziałam, że potrafię tak szybko oddychać. Pięć minut zajęło mi zanim się zorientowałam gdzie jestem. Kolejne pięć minęło zanim potwierdziłam informację, że nie jestem w hotelu tylko we własnym domu, a Mała Zet śpi spokojnie obok mnie, a w zasadzie prawie na mnie. Dźgnięta tym impulsem, podjęłam decyzję. Postanowiłam zrobić to czego jeszcze nigdy nie robiłam, przed żadnym wyjazdem. Normanie NEVER. Postanowiłam sporządzić listę rzeczy, które należy spakować i ze sobą zabrać. Dacie wiarę, że ja coś takie zaczęłam robić?

Z racji, że nigdy tego nie robiłam to nie wiedziałam jak się za to zabrać, więc postanowiłam zdać się na własną intuicję, a ona podpowiedziała mi, żeby zacząć od wypisania wszystkiego co “duże”, bo w końcu najwięcej miejsca w samochodzie mi to zabierze. W sumie dość logiczne mi się to wtedy wydawało. No tak oto zaczęłam:
  • wózek - no bo nie będę dziecia na rękach taszczyć, a co gorsza po całej Rabce gonić, jak zechce zwiedzać samodzielnie!
  • paczka pampersów - duża najlepiej, bo to nigdy nic nie wiadomo. Kto ma dziecko, wie, że dzieci lubią robić rodzicom niespodzianki!
  • zapas mleka - no bez mleka na noc to się nie obejdzie! Ryk, płacz i zgrzyt zębów, więc lepiej mieć więcej niż po Rabce latać i szukać!
  • Mr Right - no szkoda, by go było zapomnieć! Przecież sama na weekend nie pojadę. Umordowana bym tylko wróciła bardziej niż zwykle, a tak dzieckiem będzie miał się kto zająć jak Matka postanowi zabalować.
  • Mała Zet - bo bez małej Zet to nuuuda! Toż to główny Imprezownik i Podróżnik jest!
Spojrzałam na tą moją jeszcze krótką listę i myślę sobie: Eee łatwizna. Takie listy to ja mogę pisać!

No to lecę dalej z tym koksem.

Na tyłek coś trzeba ubrać, przecież goli bo Rabce biegać nie będziemy, chociaż to podobno zdrowo, ale siać zgorszenia nie będziemy przecież. Nie wiadomo jak będzie, ciepło czy zimno. Ja wiem, są prognozy pogody. Ale co, wierzycie w nie? No bo ja to tylko wierzę Staremu Bacy, a jego to dopiero na miejscu będę mogła zapytać, a to będzie już za późno.

No to sobie zapisałam na mojej magicznej liście: body taksie, śmakie, z rękawem, bez rękawa, z napisem, bez napisu, jakieś koszulki, spodenki, krótkie, a że nie wiadomo jak będzie to długie też ….. a to może jeszcze jedną koszulkę dorzucę, bo dzieć lubi się brudzić a nie będziemy wstydu robić. W domu nie jesteśmy, to trzeba na porządnych ludzi wyjść, co to dziecku brudnych ubrań nie każą nosić. A to jeszcze jakąś kieckię na wieczór. A nie wróć, kiecka to miała być dla mnie. No przecież wiochy nie będę robić i w klasycznym dresie nie wyskoczę. Jeszcze kilka rzeczy dla mnie, no wiecie: spodnie długie, krótkie (chociaż pewnie w nich nie wyjdę co by sobie siary nie narobić), jakaś bluza, no może dwie na wypadek plamy z lodów, a może strój kąpielowy wezmę. W planie basenu nie ma, ale przezorny zawsze ubezpieczony. No i jeszcze kilka drobiazgów. No może kilkanaście.

Coś dla Mr Righta też by się przydało. Jakieś dwie koszulki, spodnie i majtasy. A niech chłop ma, co by się pokrzywdzony nie czuł. Zaszalejemy!

Jeszcze jakieś kosmetyki. Jakieś leki, bo to nigdy nic nie wiadomo, a może jeszcze …

Dumna z siebie niesłychanie, jak paw jakiś z mega piórami lecę do Mr Righta, pierś wypinam i pokazuję mu moje arcydzieło. Czekam na słowa pochwały, laur zwycięzcy, no fanfary i oklaski chociaż jakieś, a on tylko z wyłupiastymi oczami pytanie mnie: “gdzie on ma to zmieścić?”. No myślę sobie, co za durne pytanie! Skąd on się urwał, że nie wie gdzie bagaże władować. DO SAMOCHODU, przecież! Logiczne to jest!

Patrzy na mnie to stworzenie boskie jakby mnie pierwszy raz widziało, z góry tak jakoś (co w sumie nie jest nawet dla mnie jakąś nowością, on zawsze patrzy na mnie z góry, 30 cm różnicy we wzroście robi swoje) no i pyta jeszcze jest “gdzie on ma to zmieścić”. No to mu odpowiadam jeszcze raz, że “do samochodu!”. No ale na szczęście kapnęłam się o co chodzi, że może jednak pojechałam po bandzie z ilością rzeczy, więc proponuję, że skoro uważa, że za dużo, to jak chce to możemy ubrać co nieco. Może faktycznie starczy mu mniej koszulek, a tą jedną parę skarpetek też może odjąć, a jak się ogoli w domu to na weekend powinno mu starczyć, a tak w zasadzie to przecież mianuje się mistrzem Tetris, więc jakoś to poukłada w tym samochodzie. Mistrzostwo do czegoś zobowiązuje. No i niech się nie boi rzeczy z początku listu będą zapakowane pierwsze, więc on też się załapie!

Wiecie co on zrobił?!

Wziął i tą moją starannie przygotowywaną przez ponad godzinę listę wrzucił do kosza, a żebym nie mogła jej wyciągnąć to ją wcześniej podarł!

Wandal!


Zatem nasze pakowanie będzie wyglądało tak jak zawsze! Spontanicznie, szybko, co pod rękę się nawinie to weźmiemy. Jedno jest pewne. Tak jak zawsze zabierzemy ze sobą dobry humor, uśmiech i mnóstwo energii! Do tego jeszcze dorzucimy aparat fotograficzny, żeby te uśmiechy na zdjęciach uwiecznić!

post bierze udział w konkursie organizowanym przez czarnakropka.com i BlogoLand! :)








To Cię może zainteresować

2 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge