Czy to dziecko zasługuje na potępienie?

21:08


Wsadziłam ostatnio kij w mrowisko. Zupełnie nieświadomie. Całkowicie niezamierzenie. Tekst, który napisałam ot tak, który powstał szybko, pod wpływem impulsu wywołał burzę w szklance wody. Kto nie czytał niech nadrobi najpierw tekst wcześniejszy TUTAJ, ponieważ dzisiejszy będzie w pewnym stopniu jego kontynuacją.

Wcześniej specjalnie nie podałam Wam konkretnych sytuacji. Chciałam zobaczyć jakie będą Wasze reakcje. Bardzo Wam za nie dziękuję. Dały mi dużo do myślenia i pokazały na jakich granicach czasami rodzicom przychodzi balansować. 


Przedstawię Wam teraz moją, nie-moją historię, która w dużym stopniu skłoniła mnie do napisanie poprzedniego tekstu.

Jakiś czas temu. No może ze trzy lata wstecz. Nie pamiętam dokładnie. W każdym razie nie było z nami jeszcze Małej Zet. Jeśli dobrze pamiętam to była jeszcze w moim brzuchu i to dopiero w wersji małej fasolki. Wybraliśmy się z Mr Rightem do Kościoła. Wiecie, niedziela, lato, upał. Na zewnątrz dużo osób, no wiadomo, bo w środku skwar. Okupującymi plac kościelny byli głównie Rodzice z małymi dziećmi. Sporo ich było. Jedne spokojne, inne bardziej ruchliwe. Wszystko jednak w granicy normy. Dodam MOJEJ normy, a przyznam się, że moje normy były i w zasadzie nadal są stosunkowo zawyżone. W pewnym momencie moja uwagę przykuł pewien chłopczyk, na oko około 1,5-roczny. Uroczy. Ciemne włoski, stylowe spodenki i mini koszula. Oczy ciemne, a w nich widoczne małe chochliki. Od razu było widać, że z niego mały urwis. Lubię takie dzieci. Chłopaczek kręcił się wokół Rodziców. No wiecie, dwa kroki do przodu, zerknięcie na mamę, brak reakcji, no to jeszcze jeden kroczek, ponowne spojrzenie na Mamę, która pogroziła palcem, więc dzieciak się wrócił. Trwało to tak jakąś chwilę. Dwa kroki w prawo, dwa w lewo, jeden w przód, trzy do tyłu. Ogólnie nic specjalnego. W pewnym momencie jednak taka zabawa mu się znudziła. Postanowił wypróbować cierpliwość Rodziców. Na miarę swojego jeszcze niezdarnego chodu (taki słodki “kaczy” krok) dał susa do środka Kościoła. Jak możecie się domyślić daleko nie uciekł. Matka chwyciła go po kilku krokach i odprowadziła na miejsce. Chłopak w ryk niemiłosierny, bo nie mógł zrobić tego co chciał. Znacie ten ryk? Ten z serii “obdzierają mnie ze skóry”? Matka nieugięta trzymała go za rękę, tłumacząc, że nie wolno uciekać. Uspokoił się. Po czym manewr powtórzył. Po raz kolejny dzieciak w płacz, bo czegoś mu zabroniono. Matka cała czerwona, ze wstydu i ze złości pewnie zabrała dzieciaka na bok.
Jak myślicie co ja, jako Nie-Rodzic zrobiłam?

Z politowaniem na nich popatrzyłam i pomyślałam, coś w stylu: “moje dziecko nigdy tak nie zrobi, przecież ja będę potrafiła wychować własne dziecko, nie to co oni, jak można pozwolić by dziecko tak się zachowywało”.

Minęły trzy lata.

Chłopak ma teraz około 4-5 lat. Nadal widujemy go z Rodzicami w Kościele. Nie ucieka już. Nie krzyczy. Grzecznie stoi, rozgląda się wokoło i na miarę swoich możliwości uczestniczy we mszy. Jego zachowanie gdy miał 1,5-roku nie świadczyło o tym, że jest złym i niewychowanym dzieckiem. Nie świadczyło również o tym, że jego rodzice są źli i nie potrafią wychować własnego dziecka. Jego dawniejsze zachowanie, świadczyło o tym, że nie zna reguł dotyczących zachowania w Kościele. Mama dzięki swojemu uporowi, dzięki swojej konsekwencji, mimo wstydu jaki czuła (a czuła na pewno), kiedy Mały się buntował i wrzeszczał, nauczyła go jak należy się zachowywać. Mieli wtedy ciężki okres w jego życiu. Okres, w którym dziecko walczyło o swoją niezależność, o swoje zdanie. Chociaż nam dorosłym łatwiej powiedzieć o swoje “widzimisię”. Mimo mojego karcącego wzroku, którego dzisiaj się wstydzę, nauczyła go dobrego zachowania. Teraz jej syn grzecznie stoi w Kościele i na swój sposób stara się we mszy uczestniczyć.

Skąd wiem, że było jej wtedy wstyd? Dlaczego teraz mnie jest wstyd za to jak kiedyś się zachowałam?

Ponieważ teraz ja jestem w tym samym momencie, w którym kilka lat temu była ona i jej syn. Teraz mojemu dziecku zdarza się zwiać mi spod nóg w najmniej oczekiwanym momencie i protestować, kiedy wymagam od niej posłuszeństwa i tłumaczę, że czegoś nie wolno. Teraz ja muszę znieść palące spojrzenia osób, które nie mają dzieci, lub zapomniały już jak to jest je mieć. Teraz to ja spiekam raka, kiedy muszę chwycić Małą Zet i wyprowadzić z Kościoła, sklepu itp. Na szczęście to nie zdarza się zbyt często, ale mimo wszystko się zdarza. W takim momentach karcę się za moje wcześniejsze myśli w stosunku do mamy chłopczyka i patrzę z politowaniem na innych, którzy wlepiają we mnie oczy, myśląc sobie “nie linczuj mniej wzrokiem, Ciebie też to czeka. Kiedy będziesz na moim miejscu zrozumiesz jak bezpodstawna jest Twoja ocena względem mnie. A ja będę wtedy stała spokojnie z Małą Zet, która nie będzie już uciekać i się buntować, ale możesz być spokojna, nie będę Cię wtedy oceniać i nie powiem, że dobrze Ci tak”.

Tak, jestem zwolennikiem zabierania dziecka w miejsca publiczne! Bo to też człowiek, tylko mały. Zresztą jestem zdania, że nie nauczy się życia społecznego będąc zamkniętym na własnym podwórku. Tylko wychodząc z dzieckiem, zwracając mu uwagę i trzymając się konsekwentnie zasad można go życia społecznego nauczyć. Oczywiście zaraz odezwą się głosy “ a co z innymi ludźmi, którzy w danym miejscu są i nie życzą sobie obecności małego dziecka”? No cóż, chyba mają pecha. Dziecko i jego Rodzice mają prawo wyjść poza drzwi własnego domu. Rzeczą oczywistą jest jednak, że gdy wszelkie interwencje Rodzica nie przynoszą skutku, to małego delikwenta należy wziąć pod pachę i na zewnątrz wyprowadzić. 

Dzieci zawsze próbowały i będą próbować naszą cierpliwość. One zawsze będą sprawdzały na ile mogą sobie pozwolić w danym momencie. Taka ich natura. Naszym zadaniem jest bycie konsekwentnym, bycie drogowskazem i strażnikiem zasad. Nie możemy pozwolić dziecku na wszystko. To podstawa najważniejsza z najważniejszych, ale przestrzegając jej musimy liczyć się z tym, że Maluch na pewno się zbuntuje. Zbuntuje się raz, drugi, ale za trzecim zrozumie jakie są zasady. Wiem to, bo sama to przetestowałam.

Amen!


















To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge