Czy dziecko można zaprogramować

20:22


Lubimy planować. Lubimy wizualizować. Jednak najbardziej lubimy kiedy te plany i wizualizacje stają się rzeczywistością. Dlaczego tak jest? Nie wiem. Tak po prostu już mamy.

Wszystko jest ok jeśli planujemy wakacje, remont, spotkanie itp.

Gorzej jeśli zaczynamy planować, a w zasadzie oczekiwać jakiegoś zachowania od swoich dzieci. Ja wiem, że wszyscy tak robią. Ja wiem, że zwykło się mówić “moje dziecko będzie takie i takie, będzie się zachowywało tak i tak, nigdy nie postąpi w ten sposób”. Tak, miło jest sobie tak zaprogramować we własnej głowie wizerunek własnego dziecka. Nie miło jest kiedy ten wizerunek okazuje się nie do końca zgodny z rzeczywistością. A tak zdarza się bardzo często.

Przyzwyczailiśmy się do stwierdzenia, że dziecko rodzi się jako czysta karta. Taka filozoficzna Tabula Rasa. My, Rodzice mamy za zadanie tę “kartę” zapisywać odpowiednimi treściami, podczas trudnego zadania zwanego wychowywaniem dziecka. To podobno od nas zależy co na tej “tabuli” się znajdzie.

Popychani tym hasłem z uśmiechem na ustach łapiemy za marker (bo to przecież niezmywalny atrament ma) i piszemy. Przychodzi nam to jednak z trudem. Jakie jest nasze zdziwienie kiedy to co nabazgrzemy, mimo tego, że używamy markera, co to niby taki trwały jest, po raz kolejny z tej kartki znika. Ewentualnie sama “kartka” nagle dostaje nadprzyrodzonych mocy i gdy tylko zbliżysz do niej rękę z długopisem uskakuje w bok. CUD, powiesz? Nic bardziej mylnego.

Wbrew powszechnemu stwierdzeniu dziecko nie rodzi się jako “czysta, biała karta”!

Ta “karta” z jednej strony jest już zapisana!
Zapytasz przez kogo? Kto śmiał coś na niej nabazgrać?

Otóż Ty, Twój Mąż i wasze geny miały tą czelność machnąć na niej niezmywalny tatuaż!

Umówmy się, dziecko to mieszanka Was obojga. Przypomnij sobie jak wkurzasz się, gdy ktoś powie, że Twoje dziecko ma nos i usta po ojcu i jak cieszysz się, gdy usłyszysz, że oczy jednak odziedziczyło po Tobie (w końcu zawsze kobiety mają piękniejsze oczy, prawda?). Dotyczy to jednak nie tylko wyglądu zewnętrznego. Wasze dziecko odziedziczyło po Was również charaktery! Po trochu z męża, po trochu z Ciebie. Tworząc w ten sposób mieszankę wybuchową.

Jeśli jesteś osobą upartą, twierdzącą, że sama wszystko potrafisz i wiesz najlepiej (czyli jesteś klasyczną “Zosią-samosią”), nie oczekuj, że Twoje dziecko będzie uległe, że będzie się zgadzało na wszystko co mu zaproponujesz. Nie dziw się, że wkurzy się, kiedy mu czegoś zabronisz, kiedy karzesz mu iść w inna stronę niż chce itp. Spójrz w lustro. Jesteś taka sama.
Jeśli jesteś osobą energiczną, która na tyłku nie usiedzi nawet 5 minut, nie oczekuj, że Twoje dziecko przez trzy godziny zabawi się jedną zabawką, albo będzie miało 4-godzinną drzemkę poobiednią. Ono nie ma na to czasu. Jest zbyt wiele do zrobienia, zbyt wiele do zobaczenia. Nie denerwuj się, że nie nadążasz za nim. Spójrz na siebie. Ty też taka jesteś.
Jeśli jesteś osobą spokojną, stroniącą od dużego towarzystwa, lubiącą ciche wieczory w domu, sam na sam z książką, nie oczekuj, że Twoje dziecko będzie duszą towarzystwa. Nie denerwuj się, kiedy nie będzie się chciało bawić z innymi dziećmi, lub będzie wolało spokojne grono z piaskownicy, niż rozkrzyczaną ekipę spod zjeżdżali. Ty też wolisz swoje towarzystwo i towarzystwo kilku najbliższych Ci osób..
Jeśli jesteś osobą nerwową, szybko wpadającą w szał, czasami z “byle gównianego powodu”, nie oczekuj, że Twoje dziecko będzie oazą spokoju. Ono będzie wrzeszczało, kiedy mu się coś nie podoba, ale Ty też drzesz swój otwór gębowy. Spójrz na siebie, a później na dziecko, przecież ono jest takie same jak Ty.
Dzieci to też ludzie. Tylko tacy mali, ale mali tylko z wyglądu, z charakteru są tak duzi jak my. Dlatego nie wkurzaj się, że dziecko dalekie jest od Twoich oczekiwań. To oznacza jedno. Ty też jesteś daleko od tych oczekiwań. Ty jesteś nerwusem, ono tez będzie, Ty jesteś śpiochem, ono też będzie, Ty nie potrzebujesz dużo snu, ono też nie potrzebuje, Ty jesteś uparta ono też będzie, Ty jesteś fochowata, ono też będzie!
Dziecko to nie “czysta karta”, nie zaprogramujemy go wedle własnego widzimisie. Gdyby tak było na świecie byłby same anielsko grzeczne dzieci i błogo uśmiechnięci rodzice. A czy w ogóle istnieją takie dzieci i tacy rodzice? Eee chyba nie. Nie ważne zresztą.

Naszym zadaniem, jako rodziców jest zapisanie tej drugiej czystej strony “kartki” wszelkimi normami, kodeksami, zasadami. To nasza misja, by wychować ich tak by byli dobrymi ludźmi, potrafiącymi odnaleźć się w każdej sytuacji, potrafiącymi żyć z tymi charakterkami, które i my sami przecież mamy. Zapisywanie na tej “czystej stronie” będzie zakłócane, będzie bojkotowane przez tą zapisaną naszymi genami stronę, ale da się tego dokonać. Spójrz na siebie. Twoim Rodzicom się to udało. Ty też tego dokonasz. Będzie Ci trudno, ale Twoim Rodzicom też było, a dali radę.












To Cię może zainteresować

5 komentarze

  1. Oj, tak! Każdego dnia z przerażeniem obserwuję, jak bardzo Tosia podobna jest do męża i do mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie. To jakie jest nasze dziecko w dużej mierze zależy od nas. Ja zawsze powtarzam, że dziecka się nie wychowuje, tylko daje mu się przykład, więc to że mu powiemy że czegoś nie wolno, a sami to robimy, to nie przyniesie żadnego efektu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że to poruszyłaś! Najważniejszy jest przykład!

      Usuń
  3. Nic dodać nic ująć. :D My się zawsze z mężem śmiejemy, że po kim ta nasza Blanka ma być spokojna, jak ani my, ani czwórka dziadków do ludzi spokojnych nie należymy. :D Trzeba sobie z takim zwierceńcem, z silnym charakterem jakoś radzić, skoro już się chciało przekazywać dalej te geny. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha mamy tak samo! My z mężem na tylu nie usiedzimy, zwłaszcza ja, więc co się dziwić ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge