Sukces i Szczęście. Czy te marzenia w ogóle można połączyć?

20:33


Marzę. Lubię marzyć. Często to robię. Najczęściej wieczorem, gdy w domu już jest cicho, światła przygaszone. Leżę z Małą Zet, usypiam ją, tulę i wybiegam myślami do przodu. Do jutra, do przyszłego tygodnia, przyszłego roku, do czasów za 10, 15 a może 20 lat.

Marzę.

Marzę o byciu Matką Polką. Bo bycie Matką Polką to nic złego. Mimo, że przez lata nadaliśmy temu określeniu negatywny wydźwięk. Tak, marzy mi się bycie tą Matką otoczoną dziećmi. Dwójką, a może trójką kto wie. W domku za miastem. Niedużym. Takim, wiesz, przytulnym,ciepłym, ale nie tym ciepłem płynącym z ogrzewania, ale tym ciepłem bijącym od nas. Takim ciepłem rodzinnym. Widzę go. Taki domek trochę nowoczesny, trochę staromodny, trochę skandynawski. Eklektyczny, jak my. Z elementami pasującymi jakby były dla siebie stworzone, ale też nie do końca w tym samym klimacie, gryzącymi się - jak my. Okna. Duże, wypuszczające do środka dużo słońca. Ja wiem, duże okna to dużo mycia. Ale kto by się tym w marzeniach przejmował, a ja przecież i tak nie należę do tych ludzi myślących praktycznie. Kominek, tak powinien być kominek. Zdaję sobie sprawę, że to taki oklepany symbol z jednej strony rodzinnych świąt, a z drugiej intymnych namiętności, ale ja lubię takie oklepane elementy. Może kiedyś będę narzekała na brudną szybę z kominka, może zapalimy go tylko dwa razy do roku, ale świadomość, że jest mi wystarczy. Taras, drewniany, wychodzący na ogród z widokiem na huśtawkę, grilla i domek na drzewie, a za płotem pole rzepaku! Piękne, żółte. Choć wiem, że tak piękny jest tylko przed miesiąc, może dwa, marzę jednak by móc przez ten krótki okres czasu cieszyć się tym żółtym morzem każdego dnia. Nawet jeśli codzienne problemy sprawią, że o nim zapomnę, to chcę mieć możliwość przypomnieć sobie o nim, gdy zwątpię w piękno tego świata i słuszność moich decyzji. Dom, dzieci, mąż, pies, huśtawka, grill, rzepak, codzienne małe burze, błahe kłótnie, bunty, zapach ciasta, rozrzucone pranie, rachunki, wspólne obiady, zaciekle dyskusje. Ot taka codzienność Matki Polki. O niej właśnie marzę.

Ale nie tylko.

Marzę o byciu kobietą sukcesu. Sukcesu nie tylko w życiu rodzinnym, którego symbolem jest opisywany wcześniej dom. Marzę o byciu kobietą sukcesu w życiu zawodowym. Nigdy tego marzenia nie porzuciłam i nigdy się go nie wyprę. Choć mądre głowy mówią “nigdy nie mów nigdy”. A jeśli słowo “nigdy” zastąpię “za żadne skarby świata” to też się liczy? Wierzę, że nie. Marzę by być kobietą silną, niezależną, twardo stąpającą po ziemi, kreatywną, taką co to żadnej pracy się nie boi. Chociaż marzyć o tym nie muszę, bo ja przecież taka jestem właśnie. Tylko czasami o tym zapominam. Marzę o byciu kobietą sukcesu, co to pochwalić się może niezależnością finansową, ale nie po to by pokazać facetowi, że jest lepsza, że go nie potrzebuje i bez niego świetnie sobie poradzi. Chcę być kobietą niezależna finansowo, by spełnić swoje ambicje, by uzyskać spokój i komfort psychiczny. Taka właśnie siedzi we mnie kobietą w szpilkach, z teczką, z pewnością siebie. Siedzi i czeka, aż ją z siebie wydobędę na powierzchnię, aż pokażę ją światu. Taka kobieta, co to dumnie unosi głowę, ale nie tak zarozumiale, tylko dumnie, bo zna swoją wartość. Wie, że to co robi jest dobre. Wie, że jej firma to strzał w dziesiątkę. Nie dlatego, że przynosi górę pieniędzy, którą łopatką przerzuca między pokojami w swojej willi, ale dlatego, że oprócz godnego życia, przynosi jej również spełnienie, radość i satysfakcję. Bo ludzie mądrzy wiedzą, że satysfakcja i spełnienie to cel, a pieniądze to efekt uboczny. Być kobietą, która choć zarwie niejedną noc, choć nie raz siarczyście zaklnie pod nosem na nieuczciwego kontrahenta to wie, że wybrała dobrą drogę. Taką kobietą być marzy mi się.

Ale czy nie za wiele bym od życia chciała? Czy możliwe jest połączenie tych dwóch światów? Czy możliwe jest jednoczesne osiągnięcie spełnienia w życiu zawodowym i rodzinnym? Pesymiście mówią, że nie. Trzeba wybrać. Jedno albo drugie. Ja jednak staram się uczyć bycia optymistką, więc uparcie wierzę, że uda mi się osiągnąć jedno i drugie. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do tego wpisu i będę mogła powiedzieć: TAK, UDAŁO MI SIĘ.


A Wam Cudowni Ludzie również tego życzę!












To Cię może zainteresować

7 komentarze

  1. Ja również jestem typem marzycielki tej optymistycznej. Wierzę więc, że połączenie szczęścia w wielu dziedzinach jest możliwe. Trzymam więc kciuki za spełnienie Twych marzeń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem obyśmy potrafiły połączyć wszystkie nasze marzenia :*

      Usuń
  2. A pewnie, że się da to połączyć! Ja w to mocno wierzę i w tym kierunku właśnie idę :) I za Ciebie trzymam mocno kciuki!
    PS Też marzę o tych wielkich oknach... Kto nam to umyje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam pomysł założymy firmę, która będzie się zajmowała myciem takich okien :P

      Usuń
  3. Niech Ci się spełni! :) Też mam marzenia, żeby połączyć te dwie płaszczyzny. Ale jak na razie nie wyobrażam sobie wracać na etat i być taką mamą i żoną, jaką chcę. Może kiedyś zaleje mnie fala odwagi i kreatywności, żeby zrobić coś swojego. O to by było coś! A Twoja wizja domku, piękna... Wielkie okna, kominek i drewniany taras to też moje marzenia. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge