Przynieś mi herbatę ... PROSZĘ

20:12


Lubimy przyjmować postawę roszczeniową. Bo to nam się należy! Bo na tamto zapracowaliśmy! Bo taki jest jej/jego obowiązek. Postawę tą, która zakorzeniona jest w pracy przenosimy również na grunt małżeński. Niestety. Jest to jeden z naszych podstawowych błędów popełnianych w kontaktach z mężem czy żoną.

Pamiętacie jak jakiś czas temu opublikowałam wpis dotyczący drobnych gestów, które świadczą o dojrzałej miłości (kto nie czytał może nadrobić TUTAJ)? Tak, miłość to nie te bukiety kwiatów przysyłane pocztą kwiatową w dniu urodzin, to nie czekoladki sprowadzane z Belgii, to nie kaszmirowy koc podarowany pod choinkę, który sprowadzony jest Bóg wie skąd. Chociaż takie upominki są niczego sobie, więc kochani nasi Panowi broń Boże się nie ograniczajcie. Nie można jednak zapominać, w czym na prawdę ukryta jest prawdziwa miłość.

Miłość to przede wszystkim  drobne gesty, lecz nie tylko.

Miłość to również słowa.

Nie tylko powtarzane tysiąckrotnie Kocham Cię, ale też te słowa, które nasze Matki, a teraz my, będąc rodzicami nazywamy MAGICZNYMI.

Co to za słowa? Zapominalscy niech się nie przyznają, że nie pamiętają, bo ich Matki właśnie poczują, że poniosły klęskę wychowawczą (chociaż mam cichą nadzieję, że wśród Was nie ma takich osób). Te słowa to PROSZĘ, DZIĘKUJĘ i PRZEPRASZAM.
Święta trójca, która potrafi ukazać więcej uczuć, niż słowo Kocham.

Dlatego nie zapominajcie o tych słowach, podczas rozmów z mężem, czy żoną. To, że już dawno stanęliście na ślubnym kobiercu, przysięgając sobie miłość i szacunek do grobowej deski, jednocześnie wkładając sobie na wzajem obrączki z niczego Was nie zwalnia, a już na pewno nie z wyrażania miłości oraz szacunku do siebie. Nie przybierajcie postawy roszczeniowej wobec małżonka. To, że macie na palcu złoty krążek niczego nie znaczy. Tak na prawdę, on nic nie musi, ona również niczego nie musi. On czy ona MOŻE, a naszym zadaniem jest sprawić, by ta druga połówka CHCIAŁA. Zatem zamiast udawać rozkapryszone księżniczki i rozpieszczonych księciunów, rzucających na prawo i lewo rozkazy, dodatkowo trzaskających tyłkami, że rozkaz nie został wykonany nauczmy się prosić. Nie bójmy się mówić PROSZĘ. Przez to korona z głowy nam nie spadnie.

Zresztą sami odpowiedzcie na pytanie: czy osobiście nie spełnicie chętniej prośby, niż rozkazu. Czy nie będzie Wam obojgu przyjemniej jeśli zamiast krzyczeć z drugiego pokoju:  “zrób mi herbatę”, zawołacie  “zrób mi herbatę, proszę”? Czy chętniej nie wyprasujecie mężowskiej koszuli jeśli zamiast “wyprasuj mi koszulę”, usłyszycie “proszę wyprasuj mi koszulę” lub “czy mogłabyś wyprasować mi koszulę, proszę”? Czy z większą chęcią nie wrzucicie dodatkowej czekolady do koszyka jeśli zamiast “kup mi czekoladę” usłyszycie “kup mi czekoladę, proszę”. To słowo “proszę” dodane na początku lub na końcu zdania wiele potrafi zdziałać. Tym słowem “proszę” osiągniecie więcej, niż jakimkolwiek rozkazem, krzykiem czy szantażem. Drogie Panie tym słowem osiągniemy nawet więcej niż płaczem! Jeśli spuścimy wreszcie z tonu, zejdziemy w końcu z naszego wyimaginowanego tronu na ziemię i poprosimy męża, zamiast go znowu opieprzać o byle gówno, to on wreszcie weźmie ten przebrzydły mop i przekona się, że nie gryzie. Jeśli zamiast wymyślać mu od leni i suszyć mu głowę, że mógłby wreszcie zrobić kolację, bo nie tylko Ty jesteś w domu od gotowania i przygotowywania kanapek, poprosisz go o przygotowanie jedzenia, to otworzy wreszcie lodówkę i przestanie się bać, że jej światło go oślepi.

Drodzy Panowi, nie myślcie, że jesteście lepsi. Wam też często zdarza się nadymać jak stara ropucha, rzucając rozkazy jak Pan i Władca, bagna za Siemiogórogrodem. Niech jeden z drugim wbije sobie szpilę w tyłek i upuści trochę powietrza. Bo słowo “proszę” działa cuda, również w drugą stronę. Gwarantuję Wam, że wystarczy jedno słowo “proszę”, wypowiedziane z uczuciem, by żona z mniejszym słowotokiem składającym się ze słów określających Ciebie (dodam, że nie są to superlatywy) wrzuciła Twoje skarpetki do pralki, przygotowała Twoją ulubioną zupę, czy zgodziła się na wspólne oglądanie meczu. No dobra z tym meczem przesadziłam, ale przynajmniej nie będzie Ci przeszkadzać, a to już dużo.  

Wydawałoby się, że takie krótkie, proste słowo, a potrafi zmienić cały wydźwięk zdania. Jedno prościutkie słowo, a potrafi pokazać szacunek jakim darzymy drugą połówkę. Zaskakujące prawda? W małżeństwie nikt nie jest przecież nadrzędny ani podrzędny. Jesteśmy sobie równi. Zatem nie możemy rozkazywać drugiej osobie. Możemy poprosić. Możemy poprosić w sposób miły, tak, że drugiej osobie nie będzie wypadało odmówić, bądź możemy “poprosić” z tak zwanym fochem w głosie. Jak myślicie jaka jest wtedy szansa na spełnienie naszej prośby?

Zatem pamiętajmy. Używajmy słowa “proszę”. Bo choć zrobienie herbaty to drobny gest okazujący nasze uczucia, to nasze poproszenie o nią w odpowiedni sposób również to uczucie ukazuje.

PS. Pamiętajcie, by po spełnionej prośbie podziękować. Nic tak bardzo nie mobilizuje do dalszego starania się jak docenienie!

To Cię może zainteresować

4 komentarze

  1. W naszym domu słowa te goszczą każdego dnia. Nie boimy się ich używać, więc bez większych sporów dogadujemy się od wielu lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteście przykładem, że te słowa wiele potrafią :)

      Usuń
  2. U nas oboje sobie sprawiamy niespodzianki lub mówimy miłe słowa. Uwielbiamy te delikatne i pełne miłości gesty. Choć jesteśmy ze sobą już 11 lat, to nadal jesteśmy w sobie zakochani bez pamięci

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge