Nie muszę się wstydzić, bo jestem szczęśliwa, że...

20:03

Współczesne społeczeństwo stawia nam kobietom wysokie wymagania. Ustawia nas po kątach, mówi jakie powinnyśmy być, co powinnyśmy robić, jak to powinnyśmy robić, gdzie bywać, o czym mówić, a do czego się nie przyznawać. Ze względu na to czy wpisujemy się w ten kanon i do jakiego stopnia odpowiadamy wzorcowi, kategoryzuje nas na lepsze, gorsze, ambitne, pasożyty, modne, zaściankowe, kobiety sukcesu, kobiety porażki.

Według tego rozróżnienia, klasyfikuję się dosyć miernie. Nie jestem modna, nie wiem gdzie bywać, jestem nieambitna, zatem jestem pasożytem dla własnego męża, więc mam zaszczyt nosić miano kobiety porażki.

Dlaczego?

To wszystko z racji, że postanowiłam ŚWIADOMIE, no może pod delikatnym naciskiem (o dziwo, również społecznym, co jest dla mnie paradoksem) zrezygnować na pewien czas z pracy zawodowej. Tak moje dziecko ukończyło już pierwszy rok życia, czyli magiczną granicę, po której niektórzy uważają, że dziecko jest “odchwane”, zatem czas by Matka wyfrunęła z gniazda w pogoni za pieniądzem lub sobą (jak kto woli). Tak ja z tego gniazda nie wyfrunęłam, jestem w nim nadal. Tak, ŚWIADOMIE nie wróciłam jeszcze do pracy zawodowej.

Tym, którzy ze zdziwieniem pytają “siedzisz z dzieckiem w domu?”, “kiedy wracasz do pracy?”, odpowiem TAK, jestem z dzieckiem w domu, nie wróciłam do pracy, wrócę, gdy nadejdzie odpowiedni moment. Ten moment wyznaczę JA i MOJE DZIECKO.

Wbrew społecznemu negowaniu mojego zachowania, sprowadzaniu go do lenistwa, braku ambicji, czy pasożytnictwo głośno wykrzyczę, że:

NIE NIE MUSZĘ SIĘ WSTYDZIĆ, BO JESTEM SZCZĘŚLIWA, ŻE MOGĘ BYĆ Z DZIECKIEM W DOMU.

Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie wychodzić z nią na spacer i opowiadać jej o ptakach, które przelatują nad jej głową, o psie, który szczeka za płotem i autobusie, który zatrzymał się na przystanku.
Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie przytulić ją, gdy kładzie się na popołudniową drzemkę, a później patrzeć jak spokojnie śpi oddychając miarowo.
Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie patrzeć jak z chęcią raz większą, raz mniejszą, pałaszuje ugotowany przeze mnie obiad, brudząc się przy tym niemiłosiernie.
Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie przebierając ją śpiewać o nóżkach, brzuszkach i innych częściach ciała.
Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie, osobiście obserwować jak uczy się nowych rzeczy, jak powtarza czynności zaobserwowane u mnie lub u Mr Righta.
Jestem szczęśliwa, że mogę codziennie uczyć ją nowych rzeczy, czytając jej książeczki, pokazując jej jak coś się wykonuje, tłumacząc jej co wolno, a czego nie.

Oczywiście, że mam chwile zwątpienia.Chwile, w których najchętniej zamieniłabym się z Mr Rightem i poszła za niego do pracy na cały dzień, a nawet wzięłabym nadgodziny. Oczywiście, że jestem zmęczona jej buntami, upieraniem się, szarpaniem, uciekaniem. Jednak kiedy z ufnością woła Mama i z całych sił tuli się do mnie, wiem, że jestem szczęśliwa, a mój wybór był dla naszej rodziny najlepszy.

Kochane społeczeństwo to, że nie wróciłam jeszcze do aktywności zawodowej nie znaczy, że stałam się kobietą niższej kategorii.


Nie utraciłam swojego rozumu. Nie wyzbyłam się swoich ambicji, przesunęłam je jedynie w czasie. Jestem jeszcze młoda, mam czas je zrealizować (cóż za zuchowałość z mojej strony, prawda?), a tego czasu z dzieckiem już nie powtórzę. Drogie społeczeństwo nadal można ze mną porozmawiać i to nie tylko o pieluchach, zupkach czy kupie. Zdziwię Cię ale nadal jestem mądra, oczytana, wiem co puszczają w kinach, co się dzieje w polityce, a moim dodatkowym atutem jest to, że potrafię wychowywać dziecko. A kiedy część z Was będzie żałować, że nie została z dzieckiem dłużej w domu, ja będę dumna ze swojej decyzji.






To Cię może zainteresować

16 komentarze

  1. Jak ludziom bezproblemowo idzie ocenianie, prawda? Zobaczą Cię, że leżysz to powiedzą, że nygus z Ciebie. Tak jest - niestety!

    To dobrze, że pojawił się tu ten wpis. Ja też jestem na wychowawczym! Krzywdy tym nikomu nie robię... a ludzie? Bogu dzięki jeszcze nie usłyszałam wprost żadnych zarzutów i mam nadzieję, że ich nigdy nie usłyszę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Ci życzę, abyś nigdy wprost i nie, tego nie usłyszała. Podjęłaś decyzję taką jaką uważałaś za najlepszą dla siebie i dziecka, więc jest to decyzja najlepsza. W niczym nie umniejsza Tobie jako kobiecie :)

      Usuń
  2. Cudowny post, świetne zdjęcia, bardzo radosne. Post sympatyczny, najważniejsze, że jesteś szczęśliwa i jest to fantastyczne. Podoba mi się też wygląd postu, zdjęcia duże, wyraźne, to co ważniejsze pogrubione, treść jest sympatyczna w odbiorze. Miłego wieczoru!

    http://kochamcieanonimowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tyle pozytywnych słów :)

      Usuń
  3. Tak, zgadzam się z Tobą. Społeczeństwo, książki, czasopisma i poradniki próbują tworzyć ideał kobiety. Dyktują nam jak mamy żyć gdzie pracować jak postępować i w co sie ubierać. Dzisiaj rzadkością jest osoba która jest w 100% sobą nie żyje i nie kieruje sie schematami. To co robimy powinno nas uszczęśliwiać. Robisz według siebie i swoich uczuć. To jest najważniejsze. I tak powinno być. Powinniśmy sami wiedzieć co jest dla nas dobre i co robić by żyło nam sie lepiej. Pokonywać schematy i opinie. Trzymaj tak dalej. Twoja córcia napewno będzie Ci za to wdzięczna, a Ty będziesz szczęśliwa. :)
    U mnie trochę z innej beczki, ale może Ci się spodoba.
    https://martittaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno w dzisiejszych czasach postępować zgodnie z własnym sumieniem i rozumiem. Tylu ludzi wie przecież lepiej, co dla nas dobre. Ważne jednak by w tych kluczowych dla nas sprawach nie bać się postawić na swoim

      Usuń
  4. To trudny temat bo sprawia wiele przykrości mamie. Ja będąc w ciąży miałam świadomość, że spędzę z dzieckiem czas dokąd nie pójdzie do pkola a więc minimum 3 lata. Nie mieliśmy szans aby dostać się do z resztą jedynego żłobka w mieście, nie miałam pomocy przy opiece nad dzieckiem typu babcie itp, nie stać nas było na nianie. Ja dosłownie modliłam się przed rekrutacją do pkola aby udało się w 3 - latka :) Pomimo to, że nie miałam wyjścia, nasłuchałam się od "ambitnych" koleżanek że siedzę w domu. W tym czasie, mniej więcej gdy synek miał 10 miesięcy ruszyłam z blogiem, pracowałam na jego rozwój, obecnie jest moim biznesem. Ale nieważne - słuchałam, że nie dość że siedzę w domu to jeszcze przed komputerem! Dziś mam firmę, ale słyszę pobąkiwanie, że w sumie co to za praca w internetach, a coś z tego będzie? Patrz koleżanki, kuzynki mają normalną pracę! A że pracownię mam w domu to w ogóle znaczy że w każdej chwili można wejść mi na głowę, bo przecież jestem w domu więc w sumie ta moja praca to jakiś luz. A jest bardzo ciężko, mąż dużo pracuje, wiecznie jestem sama, gdy synek chorował zimą i równo dwa miesiące był ze mną w domu nikt nie obejrzał się aby mnie chociaż na parę godzin odciążyć. no przecież, ja mam luz, pracuję w domu to co za problem, że przy okazji będę zajmować się w domu dzieckiem. Przyzwyczaiłam się, że każdy inny wie lepiej, przyzwyczaiłam się do takich uwag, puszczam mimo uszu, i tłumaczę to innym młodym mamom, bo nie warto brać tego do siebie a robić tylko to co zgodne jest z naszym sercem :) Ja podporządkowałam wszystko dziecku i nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś na temat jednego żłobka na całe miasto wiem .... niestety.
      Ludziom łatwo się ocenia, do póki sami nie zaczynają pracować w domu. To tak ładnie brzmi: praca w domu, nienormowany czas pracy. Niestety tylko brzmi. To praca jak każda inna, a czasami nawet trudniejsza. Jest tyle innych obowiązków odciągających.
      Tymi, którzy tak mówią się nie przejmuj. Twój blog jest świetny! Będę zaglądała regularnie a przy okazji kolejnych urodzin Zet się zgłoszę!! :)

      Usuń
  5. Cudowne zdjęcia i rewelacyjny tekst. Niestety łatwo jest oceniać innych a często zapominamy o sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to my i nasza rodzina powinnyśmy być najważniejsi :)

      Usuń
  6. Ja też jestem na wychowawczym, też szczęśliwa i też dumna. "Siedząc" z dzieckiem w domu można żyć jeszcze ciekawiej i mocniej się realizować niż niejedna "kobieta pracująca", która codziennie wykonuje w pracy te same czynności, nic w jej życiu nie zmienia się i tak w głębi duszy jest ogromnie znudzona. Nie lubię generalizowania. Nie każda matka na wychowawczym jest zaniedbaną , sfrustrowaną nudziarą, tak jak nie każda kobieta aktywna zawodowo jest kreatywna, rozwijająca się... Uważam, że moje życie z dzieckiem "w domu" jest dużo ciekawsze od życia niejednej mamy pracującej. Wszystko zależy od różnych aspektów. :) Fajny tekst. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, lubimy generalizować i przez to niektórzy są krzywdzeni. My cieszymy się tym, że jesteśmy z dzieckiem w domu, ale niektóre kobiety są szczęśliwe w pracy. Powinnyśmy nie kopać pod sobą dołków i szanować każdy wybór.

      Usuń
  7. A ja bym jeszcze dodała, że jesteś piękną kobietą :*
    Jak zapewne wiesz, ja również postanowiłam zostać z Melushką w domu i też jestem szczęśliwa. Przyznam szczerze, że nie lubię gdy ktoś poddaje moją decyzję ocenie. Ale prawda jest taka, że nie tylko kobiety, które postanowiły zostać z dzieckiem są oceniane, te który wróciły do pracy również. One z kolei są krytykowane za to, że zostawiły tak małe dziecko, że wiele je ominie, itd. Według mnie, zarówno jedna, jak i druga sytuacja nie powinna być oceniana, bo to jest tylko i wyłącznie nasza sprawa, jaką decyzję podejmiemy.
    Przyznam szczerze, że mnie w mojej obecnej sytuacji boli jedna rzecz, a mianowicie brak 100% niezależności finansowej. Trudno mi się z tym pogodzić, chociaż wiem, że jest to tymczasowe i nie ma żadnego znaczenia, bo dziecko jest najważniejsze, jednak nadal jest we mnie trochę egoizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, aż się zawstydziłam!
      Masz rację tak łatwo przychodzi nam ocenianie, a przecież każda z nas ma możliwość wyboru, a reszta społeczeństwa nie ma praca tej decyzji podważać.
      A niezależność finansowa też nieco mi ciąży :(

      Usuń
  8. Powiem Ci, że do trzeciego rż dziecka jest fajnie. Widzisz jak się rozwija, chłonie wszystko i wszędzie. Później zaczyna to męczyć i czegoś brakuje. Mówię to ja, matka siedząca z dzieckiem w domu przez 5 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak jest. Pewnie niedługo będę chciała wracać do pracy. Bo taka już jestem. Lubię pracować ;) ale teraz cieszę się tym, że jestem w domu:)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge