Matko nie bój się prosić o pomoc

20:35


Przyznam Wam się do czegoś. Matki zazwyczaj  głośno się do tego nie przyznają. Zrobię to po to, by dać Wam dobry przykład.

Ostatni tydzień minął mi pod znakiem kryzysu!

Tak miałam doła wykopanego przez moje macierzyństwo. Tak wstydziłam się do tego przyznać. Na szczęście zdałam sobie sprawę, że nie mam się czego wstydzić.

Dlatego przyznaję się Wam otwarcie miałam kryzys, doła, załamanie nastroju … zwał jak zwał.
Skąd się ono u mnie wzięło? Ze zmęczenia, z frustracji, ale główną przyczyną byłam ja sama. Jesteście Mamami, więc nie muszę Wam tłumaczyć jak to jest kiedy dziecko ząbkuje. Zasadniczo jego samopoczucie w tym czasie, jest tak samo do dupy,  jak nasze. Mała Zet oczekuje ode mnie nie 100%, a 200% uwagi. Tak do końca sama nie wie czego by chciała. Jednym słowem chce wszystko i nic. Za to ja nie mam czasu na nic, poza próbowaniem poprawienia jej humoru (bezskutecznym rzecz jasna). Wszelkie prace domowe trwają pięć razy dłużej, a finalnie niczego nie mogę dokończyć, bo Mała Zet domaga się uwagi teraz, już, natychmiast. Nie ma możliwości sprzeciwu, jeśli na takowe posunięcie się zdecyduję to zaczyna się od jęczenia (które staram się zignorować), a kończy się na gołym tyłku, moim gołym tyłku, gdyż Zetka tak długo ciągnie mi za gacie, aż je ściągnie!
Dodatkowo dobijały mnie te wszystkie zdjęcia na instagramie, Facebooku, czy na blogach. Gdy widziałam te piękne wnętrza, tak czyste, że spokojnie można w nich jeść z podłogi, po czym rozejrzałam się po moich zgliszczach, i zobaczyłam te okruszki na podłodze, to pranie błagającym o wyprasowanie, to jasny szlag mnie trafiał. Gdy widziałam te wszystkie Matki uśmiechnięte, uczesane, wystylizowane, a później spojrzałam do lustra to zastanawiałam co ze mną jest nie tak, że łażę w tym cholernym dresie z plamą po truskawce!

I tak patrząc krytycznym okiem, na ten mój obraz nędzy i rozpaczy nagle zdałam sobie sprawę, że ten mój kryzys to tylko i wyłącznie moja wina! Dlaczego?

Ponieważ nie potrafię prosić o pomoc!

Jestem typem “Zosi-samosi” (czy to zbieg okoliczności z tą Zosią? nie sądzę ;)  i myślę, że wiele kobieta tak ma. Chcę i co najgorsze, uważam, że powinnam, wszystko zrobić SAMA. Czy aby na pewno muszę? Otóż NIE!

Skąd się to przekonanie, że wszystko musimy zrobić same, bierze?
Dlaczego nie potrafimy poprosić o pomoc?

Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ my, kobiety uznawane za płeć słabszą, chcemy za wszelką cenę udowodnić, jakie jesteśmy silne, jak potrafimy sprostać kilku zadaniom równocześnie. Chcemy wszystkim pokazać jakie jesteśmy zaradne, a wszystko czego dotkniemy zamienia się w “złoto”.
Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ uważamy, że proszą o nią tylko ludzie słabi, a my jesteśmy przecież siłaczkami. Musimy udowodnić całemu światu, że jesteśmy w stanie złapać za ogon tysiąc srok i wyjść z każdej sytuacji z twarzą.
Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ chcemy być podziwiane i chwalone za naszą samodzielność.
Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ nie chcemy w naszym mniemaniu zaciągać długu wdzięczności. Boimy, żeby kiedyś nie usłyszeć od bliskich nam osób, że bez nich nie dałybyśmy rady wychować dziecka, że bez nich nie dałybyśmy sobie rady.   
Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ chcemy by inicjatywa wyszła z drugiej strony. Chcemy by zaproponowano nam wsparcie, by ktoś domyślił się aby zabrać malucha na spacer, zrobić nam zakupy itp.
Nie potrafimy prosić o pomoc, ponieważ boimy, że oddając na chwilę opiekę na dzieckiem komuś innemu będziemy gorszymi Matkami.

Nie prosimy o pomoc, ponieważ chcemy być samodzielne i uważamy, że takie potrafimy być. To jest prawda. Potrafimy! Ale po co mamy takie być? Dlaczego mamy się zarzynać, męczyć, urabiać po łokcie, padać ze zmęczenia, lub co gorsza poddać się frustracji, kiedy coś nam nie wychodzi tak jakbyśmy sobie to wymarzyły? Nauczymy się prosić o pomoc! Nikt nie musi się domyślać, że właśnie teraz potrzebujemy wsparcia. Nasi najbliżsi to przecież nie jasnowidzące wróżki ze szklaną kulą. Nie bójmy się zadzwonić do dziadków, by wzięli nasze maleństwo na spacer, nie bójmy się zadzwonić po siostrę by wpadła popilnować malucha, abyśmy mogły wyskoczyć do fryzjera, nie bójmy się przekazać obowiązek robienia zakupów facetowi (może zajmie mu trochę czasu zanim odróżni roszponkę od rukoli, ale w końcu się tego nauczy).

Przestańmy się frustrować podziwiając inne Matki, które w naszym mniemaniu wszystko idealnie ogarniają same. Być może właśnie ta osoba, którą tak podziwiamy, która tak świetnie prowadzi wszystkie aspekty swojego życia ma ukrytą moc? Tą mocą jest umiejętność poproszenia o pomoc.

Matko nie bój się prosić o pomoc!

Moje Drogie pozbycie się ze swojego wnętrza “Zosi-samosi” to ciężka praca. Ja jeszcze tego nie potrafię, dlatego często padam ze zmęczenia, a efekty mojej pracy mnie nie zadowalają. Jednak będę starała się pracować nad sobą. Zrobię to dla siebie. Proszenie o pomoc nie sprawi, że będę słaba. Wręcz przeciwnie. Sprawi, że będę silniejsza fizycznie i psychicznie.





To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Przy dwójce dzieci, mi już zwisa kompletnie czy są okruchy na podłodze, czy gary w zlewie nie pomyte, najważniejsze że dzieci szczęśliwe i zadbane ;) Choć po 5 miesiącach nie powiem, zaczyna mi przeszkadzać to, że wiecznie ten zlew pełen i zmywam dopiero jak się przelewa ;) M zmywa po pracy, ale to i tak kropla w morzu, bo od rana się tyle tego zbiera po posiłkach dla nas trzech, że koszmar...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już znacznie wrzuciłam na luz. Nie panikuję, kiedy dom jest daleki od perfekcji. Przychodzi jednak taka chwila, że ciśnienie dźwiga mi się bardzo, bo mam już dosyć tego stanu między porządkiem a bałaganem. Wiadomo Mr Right pomaga, ale wraca dosyć późno z pracy, więc niewiele nam czasu zostaje.

      Usuń
  2. Ja na co dzień również staram się radzić sobie ze wszystkim sama. Ale od czasu do czasu moja mama bierze mi dziecko na 2 godzinki na spacer, a ja wtedy wpadam w szał sprzątania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj my zamiast odpoczywać kiedy dziecka nie ma to zabieramy się za pracę ;)

      Usuń
  3. Znam takie sytuacje doskonale. U nas w czasie ząbkowania jest identycznie. A ja czasami wychodzę z siebie i mam ochotę moją najkochańszą Mylę na księżyc wysłać. Ale prawda jest taka, że nikogo o pomoc nie poproszę, dla mnie chyba to jest najtrudniejsza rzecz z możliwych. Dzisiaj jednak jestem z siebie dumna, bo po raz pierwszy w życiu poprosiłam moją teściową żeby została z moją córką i wyszła z nią na dwór. Ale przyznam szczerze, że trochę się stresuję. To chyba moja nadopiekuńczość😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy podobnie! Ja mam problem nawet własną mamę poprosić ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge