Bo z dzieckiem też można, ale wolniej

20:23


Małe dziecko to taka wymówka uniwersalna, na wszystko. Na to czego nie zrobiliśmy, a zrobić należało. No to czego nie zrobiliśmy, bo nam się nie chciało. Na to czego nie zrobiliśmy, bo sparaliżował nas strach przed działaniem. Dziecko to też świetna wymówka na nasze lenistwo, na nasze “nie chce mi się”, do którego nie chcemy się przyznać. O wiele prościej jest przecież powiedzieć “nie możemy przyjechać, bo mamy dziecko", “nie możemy spędzić aktywnie popołudnia, bo mamy małe dziecko", “nie możemy pojechać na wycieczkę, bo mamy dziecko za małe”, niż przyznać się, że nie pojedziemy, nie pójdziemy, nie zobaczymy bo nam się tak na prawdę nie chce, chociaż sami przed sobą nie chcemy się do tego przyznać.

Z dwumiesięcznym, półrocznym, rocznym, a nawet 1,5-rocznym dzieckiem można wszystko. Z tym, że z dzieckiem 1,5- rocznym nieco wolniej.

Można spędzić wspaniałą niedzielę poza domem, zwiedzając, podziwiając widoki, jedząc w restauracji i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem, a to wszystko na pełnym spontanie!

Nie ściemniam Wam. Wiem co mówię. Tak właśnie spędziliśmy jedną z majowych niedziel!

Z 1,5-rocznym dzieckiem nie jest ani łatwiej, ani trudniej, niż z mniejszym czy większym dzieciakiem. Mając porównanie z wojaży zeszłorocznych mogę jedynie powiedzieć, że jest wolniej, ale za to dokładniej!

Dlaczego wolniej, ale dokładniej?

  1. Wolniej, a w zasadzie krócej się przygotowujesz. Dziecko nie potrzebuje już miliona rzeczy, by wyjść z domu. Nie musisz pakować połowy opakowania pieluch, nawilżanych chusteczek, mleka, butelek, łyżeczek, deserków, kocyków, czapeczek na cieplejszą i na chłodniejszą chwilę, sweterka, kurteczki, dodatkowych bodziaków, śliniaków, miliona zabawek, grzechotek, piszczałek itp. 1,5 roczne dziecko już tyle akcesoriów nie potrzebuje. Obiadek może zjeść z Wami w restauracji, rosołek jest zawsze smaczny. Deserek? Wystarczy jakiś owoc: banan, jabłko, truskawka. Ciuchów na przebranie nie ma po co brać i tak każde ubrudzi po 5 minutach. Zabawki? A po co? Maluch i tak woli kluczyki do samochodu. Zatem nie musisz spędzać dwóch godzin na pakowaniu. Teraz to szybka sprawa: łyżeczka, owoc, paluszki, kubek z wodą i pampers. Jedynie chusteczek nawilżanych potrzeba więcej niż kiedyś, bo dziecko częściej się ubrudzi!
  2. Wolniej, a w zasadzie krócej (chociaż wolniej też jest jak najbardziej wskazane) podróżujesz. Wiadomo, że z małym dzieckiem, a 1,5-roczniak zaliczany jest do grona małych dzieci, chociaż on upierałby się przy tym stwierdzeniu, nie wyruszysz na spontanie, na drugi koniec Polski. Mimo całej naszej spontaniczności trzeba mierzyć siły na zamiary. Głównie nasze siły, bo to nic przyjemnego jechać kilka godzin z drącym się dzieckiem. Umówmy się, że dziecko w wieku Małej Zet nie zasypia już od razu po wejściu do samochodu. Ma już swój ustalony (mniej lub bardziej) rytm dnia. Dlatego dla spokoju naszego i dziecka warto wybrać się w drogę, gdy Maluch jest “wypompowany”. Na drugi koniec kraju może nie pojedziesz, ale w najbliższej okolicy też są fantastyczne miejsca, o których czasami się nie wie! My jechaliśmy zaledwie godzinę, by zmienić otoczenie całkowicie. Inny był krajobraz, ukształtowanie terenu, powietrze, widoki. Nawet w stosunkowo bliskiej okolicy można spędzić cudowny dzień!
  3. Wolniej zwiedzasz, ale za to dokładniej. Gdy dziecko odkryje w jakim celu do tyłka przytwierdzone są te dwa patyczki lub serdelki (w zależności jakie pulchne są) zwane nogami to wózek staje się wrogiem publicznym numer jeden. Zatem zwiedzanie, spacerowanie i poznawanie nowych miejsce odbywa się z udziałem jego własnych nóg, a że one są raczej krótkie to trwa to znacznie dłużej. Za to bardzo dokładnie. Dziecko jest jak kot, ma swoje drogi. Dwa kroki do przodu, w tą samą stronę co My, trzy do tyłu w kierunku przeciwnym i pięć w prawo, a to jeszcze się zatrzyma przy tym żółtym kwiatku, powącha ten biały, a fioletowy zerwie dla Mamusi. O tam są kamyczki, więc warto je pozbierać, a później jeszcze te patyczki parę kroków na lewo też zabierzemy ze sobą. Możesz się denerwować, że nie potraficie nigdzie sprawnie dotrzeć, że niczego nie zobaczysz, nie doczytasz. Ale po co? Czy nie lepiej popatrzeć na to zafascynowane każdym maleńkim nawet kamyczkiem dziecko? Czy nie lepiej razem z nim pozbierać kwiatki, zrobić bukiecik, który zasuszycie wspólnie w książce? Tak, zdecydowanie tak jest lepiej! Dziecko chociaż uparte, krnąbrne i uciekające (niestety 1,5 roczne dziecko tak już ma), pokazuje nam na nowo świat i to ja można się cieszyć z tego, że samodzielnie stawia się kroki, samodzielnie zrywa kwiatki, a nawet samodzielnie zbiera patyczki. Warto cieszyć się tym razem z dzieckiem.
Wiecie co? Można wymyślać, tworzyć wymówki, że z małym dzieckiem nic nie da się zobaczyć, że ono przeszkadza, ucieka, że wróci się tylko jeszcze bardziej zmęczonym, a do dodatkowo, tak blisko, to w ogóle nie opłaca się samochodu ruszać itp. Można siedzieć w domu i narzekać, że nudno, że aktywne dni odeszły w zapomnienie. Ale po co? Lepiej ruszyć tyłki z miejsca. Nawet kilka kilometrów za miastem można spędzić wspaniały, rodzinny dzień. Warto chociaż na chwilę wyrwać się ze znanych nam na co dzień krajobrazów. Odetchnąć psychicznie od tego co nas otacza, pooddychać świeżym powietrzem i nazbierać bukiet pięknych wspomnień na stare lata. Chociaż wrócimy zmęczeni fizycznie, bo tego nie da się uniknąć, to gwarantuję Wam, że psychicznie będziecie odnowieni.













To Cię może zainteresować

4 komentarze

  1. Dla chcącego nic trudnego ;) Wyrwać się z domu, zmienić otoczenie - jest wręcz konieczne, chociaż dla własnego zdrowia psychicznego :D Zatem, w naszym przypadku bardzo często organizujemy wycieczki - bliższe i dalsze. Póki co, razem z naszym roczniakiem maksymalnie pokonaliśmy 500 km... i zobaczyliśmy morze. Obaw było wiele, jednakże podróż minęła spokojnie, nasza księżniczka przystosowała się do podróży w foteliku (wcześniej nie było tak różowo) a dodatkowo córa miała nieziemski apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mamy więcej obaw niż powinniśmy :) dobrze, że wyjazd się udał, oby więcej takich wypadów :)

      Usuń
  2. Madziu, zgodzę się z Tobą, ale nie w 100%. Ja również jestem całą sobą za wszelką aktywnością życiową razem z dzieckiem i jest to jak najbardziej możliwe, ale wiele zależy od wieku dziecka i udogodnień miejsc publicznych. Do niedawna z Mela można było robić dosłownie wszystko, ale ostatnio weszła w taki wiek, że zjedzenie z nią posiłku w restauracji, gdzie nie ma żadnych atrakcji dla dzieci (a niestety w moim mieście, szczególnie jeśli chodzi o centrum, jest takich bardzo mało) stało się niemożliwością. To samo jest z zakupami w centrach handlowych, bo ona biega, ucieka, chowa się, wszystko ściąga z półek i wieszaków. gdy jesteśmy razem z mężem to jest OK, bo on za nią gania, a ja robię zakupy, ale jak jestem z nią sama, to ogólnie jest tragedia. Może to wynika z etapu rozwojowego, a może z usposobienia dziecka, ale mam nadzieję, że to minie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana doskonale wiem o czym mówisz. My przechodzimy dokładnie ten sam etap. Bywa, że czasami mam ochotę rozerwać własne dziecko na strzępy, ale finalnie jestem zadowolona z wyjazdu :)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge