Rutyna nie jest ważna dla dziecka, jest ważna dla Matki

20:29


Czym jest rutyna?

Dla bezdzietnych rutyna to synonim okropnej nudy. To coś czego trzeba się wystrzegać jak diabeł święconej wody. To wyznacznik nieudolności i braku tego co w życiu ważne, czyli spontaniczności, przyjaźni i tak dalej. Rutyna to samo zło! Zatem jeśli pojawia się w ich codzienności coś na kształt rutyny wymyślają coś szalonego, by jak najszybciej zmyć z siebie ten haniebny grzech.

Dla dziecka rutyna to według ekspertów i Matek z dużym doświadczeniem jeden z najważniejszych elementów dzieciństwa. Ustabilizowany plan dnia, w którym każdy element począwszy od posiłków, przez spacery, drzemki, kąpiele, aż do nocnego snu jest zaplanowany ze stosunkowo dużą dokładnością jest darem dla malucha, który zapewnia mu spokój, stabilizację, a także tak potrzebne mu poczucie bezpieczeństwa. Zachwianie tej rutyny powoduje u dziecka poczucie zagrożenia, które skutkuje rozdrażnieniem, napadami płaczu, niepokojem itp. Zatem jeśli dobrym rodzicem chcesz być, musisz stworzyć plan dnia i trzymać się go możliwe jak najbardziej kurczowo.

No dobra, ale co z dziećmi, które jednak nie są fanami rutyny? Owszem są takie. Wiem co mówię, ponieważ mam taki jeden egzemplarz, który właśnie gdy to piszę, próbuje przywitać się z rybkami w akwarium.

Z moich obserwacji wynika, że rutyna nie jest potrzebna dzieciom.

Ona jest niezbędna dla Matek!!

Ja, będąca kiedyś zagorzałym wrogiem rutyny. Zwalczająca ją, gdy ledwo zamajaczyła na widnokręgu stałam się jej wielką wyznawczynią, bijącą jej pokłony, aż guzy na czole mi się robią.

Niestety moje dziecko, ku mojej rozpaczy, nie jest, aż tak z nią zaprzyjaźnione. Mała Zet stawia, jak to mawia młodzież, na spontan (a może teraz już się mówi inaczej? Wiecie bo ja już z tych starszych jestem, to się nie znam). Ona nie trzyma się kurczowo pór drzemek, posiłków, spacerów. To ja się ich trzymam (na miarę możliwości oczywiście, kolokwialnie rzeknę: nic na siłę). Przyznam Wam się szczerze, że to mnie bardziej wkurza, kiedy ona średnio co tydzień zmienia sobie rozkład dnia, ze szczególnym uwzględnieniem drzemek. Robi to zawsze wtedy, gdy uda mi się wreszcie opracować mój plan działania, czyli biorąc pod uwagę jej drzemki, zaplanować pory sprzątania, gotowania obiadu, by głodna pod nogami mi się nie darła, robienia zakupów itp. Jej to zdaje się, zupełnie nie przeszkadza, że ja właśnie pozbierałam się po poprzedniej roszadzie. Nie ma znaczenia, że właśnie wciągam jej spodnie, by wyjść na spacer i zrobić zakupy, ona chce spać tu i teraz.  Nie ważne, że na tych zakupach miałam upolować coś ma obiad, by po powrocie i drzemce miała co zjeść, bo w lodówce to już nawet pająka Stefana nie ma. Biedaczek przeniósł się do portfela. Stwierdził, że tu pusto i tam pusto, ale w portfelu przynajmniej ciepło.

Nie wspomnę już o sytuacjach, gdy od dawna planuję jakieś wyjście, np. wiem, że do danej godziny musimy wyjść z domu, żeby zdążyć w dane miejsce. Wydaje się to banalnie proste, przecież wszystko poukładałam zgodnie z rozkładem jazdy Małej Zet, tak, że gdy tylko wstanie, zje małe co nieco i opuścimy nasze cztery kąty. No i masz Ci babo placek. Pierwsza zasada macierzyństwa przecież brzmi: NIE PLANUJ. Zetka zamiast standardowej godzinnej drzemki, walnie sobie pełen sen przez 2,5 godziny, podczas których ja wyjątkowo chodzę, tłukę talerzami, puszczam muzykę, by tylko ją wyrwać z objęć Morfeusza. Niestety moje zabiegi są na nic. Nie będę oczywiście rozwodziła się nad tym, że innego dnia, gdy chciałabym aby pospała nieco dłużej to obudzi ją nawet wibracja w telefonie, bądź przekręcanie zamka w drzwiach. No i jak tu się nie zdenerwować.

Bez dwóch zdań twierdzenie, że dziecko potrzebuje rutyny, by być spokojne i szczęśliwe to bujda. Wymyśliła ja Matka, by inne Matki wypracowały sobie coś na kształt prowizorycznego planu dnia. W jakim celu? Byśmy My, Matki były spokojne i szczęśliwe. Tylko dzięki rutynie jesteśmy w stanie ogarnąć rzeczywistość po pojawieniu się dziecka. Zachwianie tej rutyny, a co gorsza wypadniecie z niej nie jest tragedią dla dziecka, dla niego to jedynie powód do zdziwienia, że można inaczej. To tragedia dla Matki. Nagle cały jej misterny plan daje w łeb, a to oznacza, że część zaplanowanych zajęć nie zostanie wykonana. To nie dziecko staje się rozdrażnione tylko Matka!

***

Kochani wspaniałego długiego weekendu, 
by Wasze Szkraby trzymały się ustalonego rytmu dnia, 
abyście mogli zrealizować wszystkie swoje plany!!




To Cię może zainteresować

4 komentarze

  1. Widzisz Kochana, to jesteśmy w jednym klubie:P I to prawda: RUTYNA JEST CZĘSTO BARDZIEJ POTRZEBNA NAM, NIŻ NASZYM DZIECIOM ;)

    Zawsze słucham potrzeb dziecka, zawsze robię tak, by to NAM było dobrze. I mi, i jemu ;) O to chodzi, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie TAK!
      Co jak co, ale z każdym Twoim wpisem i komentarzem upewniam się w tym, że mamy wiele wspólnego :)

      Usuń
  2. Moje macierzyństwo było trochę na wariata. Totalny spontan, zasada prób i błędów. Natomiast z perspektywy czasu widzę, że trochę spokoju i rutyny w tym wszystkim było by dla mnie i dla mojego dziecka korzystne. Ramy są ważne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczególnie dla Mamy trochę spokoju się przydaje:)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge