Rodzaje rodziców na placu zabaw

21:17


Od kiedy zrobiło się cieplej, a Mała Zet odkryła, że spacer w wózku jest stosunkowo nudny, stałyśmy się stałymi bywalczyniami przybytku dziecięcej fascynacji, zwanego potoczenie placem zabaw. Przechodzenie obok i nie wstąpienie na chwilę skutkuje próbą samodzielnego wyjścia z wózka, a to raczej niebezpieczna zabawa, zważywszy, że karoca Małej Zet raczej do wysokich należy. Dłuższy spacer z omijaniem placu zabaw szerokim łukiem też niewiele pomaga. Moje dziecko od kiedy poznało smak samodzielnych wypraw, stało się niezwykle samodzielne, uparte w dążeniu do celu i mające swoje zdanie, szczególnie jeśli mowa o kierunku spaceru (dziwnym trafem kierunek w 90% jest przeciwny w stosunku, do tego, w którą stronę powinnyśmy pójść).

Zatem ze względów bezpieczeństwa i komfortu psychiczno-fizycznego wybieramy kierunek “zjeżdżalnie, huśtawki, piaskownica i inne szmery bajery”.

No i siedzimy sobie na tej zielonej trawce, huśtamy się na huśtawkach (ja też się huśtam, co tam, że stara jestem, dla dziecka wszystko;), zjeżdżamy na zjeżdżalni i przesypujemy piasek przez palce.

Trochę mnie już chyba poznałyście, więc wiecie, że lubię obserwować, więc biegając od huśtawki do zjeżdżali obserwuję, a z tych obserwacji wyciągam różne wnioski. Tym razem przyjrzałam się rodzicom przychodzącym z dziećmi na plac zabaw i udało mi się wyróżnić kilka typów:

  • Matka stylistka, czyli “uważaj bo się pobrudzisz” - strasznie dziwny twór, jakby nie rozumiała odwiecznego prawa natury: dziecko zawsze się ubrudzi, nawet jak siedzi w wózku pozapinane pasami. Drugie prawo głosi, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Tak, rozumiem szkoda tych wypasionych ciuszków. Sama przeżywam katusze, kiedy widzę jak Mała Zet w nowych, jasnych jeansach przekopuje się na drugą stronę piaskownicy. To jednak nie zmienia faktu, że jej na to pozwolę. Niech kopie! Po przyjściu do domu wrzucę wszystko do pralki i będzie jak nowe. Bo po to są ubrania, żeby je zużyć. A jeśli ktoś faktycznie nie chce ich “znosić” to niech na plac zabaw ubiera dziecku dres, który ono będzie mogło sponiewierać do woli! Zatem drogie Matki przestańcie wisieć nad dziećmi i truć im, że tam mają nie wchodzić, tu mają uważać, a tego nie dotykać bo jest zakurzone.
  • Matka nadopiekuńcza, czyli “uważaj bo się przewrócisz” - to drugi typ z grupy “wisiadeł”. Chodzi to, to krok, w krok za dzieckiem i jęczy: “nie wchodź tam bo spadniesz”, “nie bujaj się tak mocno”, “nie biegaj bo się przewrócisz”. No i chodzi takie biedne dziecko, a w zasadzie biega, by natręta zgubić, ale wytrwały jest ten typ, nie da się tak łatwo spławić. Ja nie mówię, żeby olać dziecko i niech robi co mu się podoba, ale dajmy dziecku trochę swobody, dajmy mu uczyć się na własnych błędach, niech nie będzie fajtłapą, nich się przewróci i wstanie. Bo rodzice nie są po to, żeby ograniczać, ale by pomóc w razie porażki.
  • Matka, której nie ma, czyli “mam telefon nie zawaham się go użyć” - nie powiem, taki typ czasami by mi odpowiadał, ale to przywilej Matek starszych dzieci. Wchodzisz na plac zabaw, spuszczasz dzieciaka ze smyczy i … niech się dzieje wola nieba. Dopóki krew się nie leje, kości nie pękają, Matka zatopiona jest w świecie wirtualnym. Po dwóch godzinach dźwiga głowę znad ekranu i przypomina sobie, że przyszła tu z dzieckiem. Szuka go wśród kłębowiska rąk i nóg, które tarza się w piaskownicy i zabiera umorusanego od stóp po głowę do domu. Dobrze by było, aby zapytała przynajmniej co dziecko robiło, w tym czasie, gdy jej “nie było”, żeby być na bieżąco.
  • Matka towarzyska, czyli “nie przeszkadzaj matka rozmawia” - to też typ, który po przekroczeniu bramy placu zabaw, zapada w niebyt. Jednak w odróżnieniu od Matki w cyberświecie, ona podtrzymuje więzi w świecie realnym. Siadają takie na ławce i oddają się rozmowom na każdy temat. Począwszy od pomysłu na obiad, przez wyżalenie się na męża, a skończywszy na zakupionym wczoraj nowym lakierze do włosów. Gdy dzieć się zbliży na chwilę przypominają sobie, gdzie są i w jakim celu, by po chwili odprawić brzdąca hasłem “nie przeszkadzaj, mama rozmawia”.
  • Matka rozgadana, czyli “zobacz jak ona wygląda” - zachowanie tego typu jest prawie identyczne jak w przypadku poprzednim. Inny jest jednak temat rozmów. “Światowe” mamuśki nie zostawiają suchej nitki na spodniach mamy po prawej, fryzurze ojca po lewej i firankach sąsiadki z pierwszego piętra. Gdy pojawia się dziecko, zostaje odprawione w takim sam sposób co wcześniej, czyli “nie przeszkadzaj, mama rozmawia”.
  • Matka, która jest, czyli “chodź pobawię się z Tobą” - to najbardziej pożądany typ. Mama jest obok, ale nie wisi na dziecku i nie prawi morałów co pięć kroków. Pilnuje, żeby nie zrobiło sobie krzywdy, ale nie trzyma go za rękę, pozwala na wywrotkę. Mama jest obok, ale pozwala się bawić dziecku samemu, a w razie gdy zajdzie taka potrzeba bawi się razem z dzieckiem. Cieszy się czasem spędzanym z maluchem, a gdy jest taka możliwość korzysta z chwili wolnego!

Drogie Mamusie obyśmy wszystkie były Matkami, które “są”, nie tylko na placu zabaw ale również w całym życiu!











To Cię może zainteresować

11 komentarze

  1. Matka "chodź, pobawię się z Tobą" to ja, choć czasem wolałabym, żeby kilka minut pobawiła się sama;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tym typem i na pocieszeniem powiem Ci, że czasami też bym chciała posiedzieć w spokoju na ławce :P

      Usuń
  2. Dobre zestawienie ja jeszcze spotkałąm typ "poczekaj mama idzie na moment do sklepu" dziecko samo a mamusia zasuwa na zakupy do pobliskiego sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego typu nie spotkałam jeszcze, ale wszystko przede mną. Jeszcze wiele godzin na placu zabaw mnie czeka ;)

      Usuń
  3. Hmnn identyczny post już gdzieś czytałam, tylko nie pamiętam na którym blogu.
    Jak sobie przypomnę dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimie dziękuję za informację. Nie miałam przyjemności czytać podobnego wpisu, dlatego taki napisałam. Oczywiście nie wykluczam, że gdzieś coś podobnego zostało już opublikowane, biorąc pod uwagę obszerność blogosfery (szczególnie paranetingowej).
      Jeśli sobie przypomnisz, kto pisał coś podobnego proszę daj znać. Chociaż nie sądzę byś faktycznie mnie o tym poinformował.
      Myślę, że nie muszę się więcej tłumaczyć :)

      Usuń
  4. Haha świetnie podsumowałaś to :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam po trochu z kazdej matki. Zdarza mi się czasami powiedzieć "wypaprasz się" - szczególnie gdy włazi do piaskownicy tuż po deszczu, czy zwrócić uwagę aby nie biegał. Zdarza mi się z kimś pogadać, wsadzić ślepia w telefon... Ale w tym wszystkim jest jedna zaleta. Ja nie wykonuję jednej czynności non stop. Ja je dzielę w czasie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Stwierdzam, że chyba ja jestem ta nadopiekuńcza trochę. Chociaż przy pomysłach mojego dziecka, to jednak czasem trzeba. :D Najbardziej nie rozumiem tych stylistek... U nas zawsze po wizycie na placu zabaw uruchamiana jest pralka - czyli raz dziennie co najmniej. Życie! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiałam się :)
    AKtualnie najbliżej mi do matki smartfonowej :) Z tym, że moja córa ma już 5 lat więc jedynie co chwilę kontroluję ją wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge