Oczy, uszy, usta, nos - czyli o niesprawiedliwym losie Matki

21:26


Ostatnio natchnęło mnie wreszcie do zrobienia porządków na telefonie. Nie żebym sama dobrowolnie chciała to zrobić. Mój telefon najzwyczajniej w świecie poinformował mnie, że więcej nie zniesie, że władowałam w niego już tyle zdjęć i filmików, że więcej nie da rady udźwignąć na swoich małych pleckach. Nie zdziwię Was, tym że większość wykonanych przeze mnie fotografii w mniejszym lub większym stopniu przedstawia Małą Zet i jej dokonania na przestrzeni tych 16 wspólnych miesięcy. Zatem dostałam ultimatum: albo porządek albo nie zrobię już ani jednego zdjęcia, o nakręceniu filmiku już nawet nie wspomnę, bo to zbyt duży luksus.

Przy okazji tego porządkowania natknęłam się na kilka perełek wśród fotografii i filmów, o których już zdążyłam zapomnieć. Najbardziej rozczulił mnie chyba filmik jeszcze z okresu ciąży, na którym sporych rozmiarów już brzuchol porusza się pod wpływem solidnych kopniaków Małej Zet!

Łzy pociekły, wspomnienia wróciły. Fantastyczny to był czas.

Zachęcona tym filmikiem zaczęłam wspominać.

Pamiętacie jak pierwszy raz zobaczyłyście na monitorze podczas badania USG twarz swojego malucha, jego rączki, nóżki? Oczami wyobraźni już widziałyście pewnie te mądre oczka, w kolorze identycznym jak Wasz, patrzące na Was z miłością i uwagą. Marzyłyście by zobaczyć ten nosek, będący miniaturką Waszego własnego nosa. Te usteczka i rysy twarzy, które będą wypisz, wymaluj jak skóra zdjęta z Was.
Odliczałyście kolejne tygodnie wypełnione oczekiwaniem, marzeniami i kopniakami, które dawały tyle szczęścia,  podczas których wyobrażałyście sobie jak te małe nóżki, wyglądają, jak będą biegały po trawie, jak będą machały podczas wygłupów. Zupełnie przez przypadek nóżki te były podobne do Waszych.

Gdy wreszcie nadchodzi ten dzień, kiedy zobaczysz swoje maleństwo boisz się i cieszysz.  

Męczysz się wiele godzin, ból jest ogromny, masz wrażenie, że sto koni rozrywa Cię jednocześnie na mini kawałeczki, co tam sto koni, sto koni przy tym to błahostka. Nic to! Zaciskasz zęby i dajesz z siebie wszystko, bo wiesz, że już niedługo zobaczysz swoje maleństwo, część Ciebie, tak podobną jak klon.

Na reszcie po wszystkim.

Umordowana wyciągasz ręce, na które kładą Ci dzieciątko kropla w kroplę jak … OJCIEC!

To ja się pytam gdzie ta sprawiedliwość?

Gdzie ten mój nosek? Gdzie te moje usta? Gdzie te moje włosy?

Gdzie ta zapłata za te 9 miesięcy, że już nie wspomnę o porodzie trwającym wieki?
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie! Kobieta musi przez 9 miesięcy notorycznie odwiedzać toaletę, bo jak nie mdłości, to siusiu. Właściwie mogłaby zamieszkać obok muszli klozetowej, przynajmniej oszczędziłaby nogi. Kobieta musi znosić odstający, nieustannie rosnący i przypominający jej o prawie grawitacji brzuch. Kobieta musi walczyć w kolejkach o swoje przywileje i wysłuchiwać niewybrednych komentarzy. Kobieta musi zastanawiać się czy jest możliwości, że jej dziecko wyjdzie przez żebra, kiedy kolejny raz dostaje kopniaka właśnie w to miejsce, które boli najbardziej. Kobieta musi liczyć tysiące baranów bo nie może zasnąć, gdyż dziecko właśnie urządza sobie balangę. Kobieta musi zapanować nad hormonami chcącymi zawładnąć jej umysłem. Wyliczać można bez końca!

No nie wspomnę o tym, że kobieta musi urodzić dziecko w sposób naturalny, co kiedy sobie o tym pomyśli przeczy wszelkim jej możliwościom! No i rodzi 15 godzin pełnych krwi, potu i łez.

A na koniec zamiast kruszynki nieziemsko podobnej do niej, na ręce dostaje klona własnego męża!

Ale wiecie co? Nic to! Bo to dziecko jest najpiękniejsze na świecie - nawet jeśli jest podobne do Taty. Rozczulają nas te podobieństwa. U mnie Mała Zet na szczęście robi się co raz bardziej dziewczęca, więc dzięki temu udaje mi się znaleźć parę rysów twarzy przypominających mnie. Ma moje oczy - to mi wystarczy (przykro mi mężu, ale oczy to ja mam ładniejsze od Ciebie;). Mr Right za to z dumą pokazuje wszystkim odwiedzającym nas swoje zdjęcia z dzieciństwa, by pokazać jak podobni są z Małą Zet. Nie da się ukryć tej samej dziurki w brodzie, tego samego kształtu ust, podobnego noska. Nawet włosy kręcą się jej w ten sam sposób. Za to charakterna jest po mnie, co niestety co raz bardziej potrafi okazywać. Uparta, zadziorna i mająca swoje zdanie. No cóż taki podział nam przypadł: z wyglądu podoba do Taty (poza oczami!), z charakteru do mnie!


PS. Drogi Mr Righcie ale fochowata to ona jest pod Tobie :P







To Cię może zainteresować

7 komentarze

  1. Nikt nie mówił, że to będzie sprawiedliwe ;) Ale masz bardzo fajną córeczkę i to wynagradza wszystko :)
    Dla mnie podobieństwo córeczki do taty było punktem wyjścia do rozważań o tym, jak ważna jest obecność obojga rodziców w życiu dziecka, zapraszam Cię do siebie: http://przepisowamama.pl/jestem-mamy-i-taty/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Masz rację, w sumie nie ważne do kogo podobne jest dziecko i tak szalejemy za nim

      Usuń
  2. Dzieci to nasze odbicie nie tylko w wyglądzie ale także w charakterze.
    Śmiać mi się chce jak widzę mojego trzylatka który jakby podobny do mnie ale miny i gesty ino Tatuś.
    Córeczka natomiast kropka w kropkę podobna do tata ale charakterem i nosek ma po mamie ;) maleńka ale wie czego chce i głośno o tym mówi (po swojemu)

    Gdy byłam w ciąży miałam tylko wyobrażenia tego jak będą wyglądały moje dzieci.Gdy urodził się synek nie istotne było do kogo jest podobny dla mnie od tamtej chwili był najsłodszym bobasem i żadne moje wyobrażenia nie oddają tego co jest w rzeczywistości. Uwielbiam na nich patrzeć bo widzę w obojgu cząstkę siebie i męża a jest to niesamowita mieszanka dlatego nie mogę się nadziwić jak kształtują się ich charaktery . Jak są podobni a jednak różni ,każdy ich uśmiech i radość daje mi motywację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to niesamowite patrzeć jak te Maluchy powtarzają nasze miny, gesty, zachowania. Zachwycająca jest ta "mieszanka" Mamy i Taty

      Usuń
  3. Cóż życie nie zawsze jest sprawiedliwe :-))
    Za to ja mam swojego klona w domu :P Ostatnio na FB moja Mama wrzuciła moje zdjęcie jak byłam mała i sypnęły sie komentarze jaka Gabi była malutka - czyli wszyscy uznali że to moja córka :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Amelka to wykapany tata wrrr czasem specjalnie spinam jej wloski w kucyk wtedy widac u niej pucki po mamie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci co ostatnio usłyszałam. Podobno jak córka jest podobna do Taty to będzie miała szczęśliwe życie ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge