Mężczyźni też mają prawo być zmęczeni

20:43


My, Matki bardzo walczymy o to, by nasze macierzyństwo traktowano w szerszym społeczeństwie jako swojego rodzaju pracę. Niechaj w płomieniach piekielnych spłonie ten, który odważy się myśleć inaczej. Niecha pochłoną czeluście niezgłębione tych, którzy odważą się twierdzić, że Matka z dzieckiem “w domu siedzi i pachnie”. Tak, jestem jak najbardziej za tym, by sroga kara takiego osobnika spotkała.

Nie da się ukryć, że powszechnie używany termin “urlop macierzyński” jest mało adekwatny, do tego jak naprawdę  ten pozornie wolny od pracy czas, wygląda. Co tu dużo mówić, z urlopem ma to tyle wspólnego co ja z Miss Polonia!

W stwierdzeniu “siedzę w domu z dzieckiem” tak na prawdę ukrywa się ciężka praca, która daje nam się we znaki zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Na naszej głowie są wszystkie podstawowe czynności domowe takie jak: sprzątanie, gotowanie, pranie, robienie zakupów, prasowanie, zmywanie itp. Do tego dochodzą czynności związane z opieką nad dzieckiem, a te potrafią zająć nam ¾ dnia, ba co ja mówię ¾ doby! Bo ta praca nie kończy się po 8 godzinach. Nie czekamy jak na szpilkach, aż wybije 17 i będziemy mogły opuścić Mordor. Ta praca jest z nami zawsze i wszędzie przez całe 24 godziny, przez 7 dni w tygodniu, bez prawa do urlopu, L4, czy innych przywilejów.

Jesteśmy niewyspane, zmęczone domową pracą i sfrustrowane kolkami, ząbkowaniem, buntami itp. W wyniku czego bywamy strasznymi zołzami. Suszymy głowy naszym mężom i partnerom. Narzekamy, że wszystko jest na naszych głowach, że większość obowiązków wykonywać musimy same, że bolą nas plecy od noszenia dziecka, że bolą nas głowy od  marudzenia dziecięcia naszego. Trujemy facetom, że nie domyślą się, że trzeba podłogę powycierać, śmieci wynieść, naczynia zmyć (nie, nie domyślą się w większości przypadków, musimy im to najzwyczajniej w świcie po raz setny powiedzieć, nie, nie szkodzi, że dwa dni temu tłumaczyłaś - zapamiętajcie tą prawdę, a będzie Wam lepiej we wspólnym życiu). Gdy tylko mężowaty przekroczy próg domu wylewamy wiadro żalu, że za późno wraca, że dzieckiem się za mało zajmuje, że … lista zażaleń się mnoży, a facet nawet nie może dojść do słowa, bo nasze zmęczenie jest wielkie.

Ale wiecie co?

Mężczyźni też mają prawo być zmęczeni.

Warto pamiętać o tym, że oni też pracowali, tak jak my, z tym że poza domem, a nie byli na wycieczce po parku rozrywki czy w zoo. Chociaż niektóre zakłady pracy pełne są “egzotycznych, dzikich i ciekawych okazów”, a sama praca potrafi dostarczyć więcej emocji niż niejeden rollercoaster.

Powtórzę to jeszcze raz: mężczyźni mają prawo być zmęczeni, bo tak jak my pracujemy w domu, tak oni pracują poza nim. Mało tego, nie robią tego tylko i wyłącznie dla swojej przyjemności, ale robią to głównie dla nas. By móc nam zapewnić jak najlepszy standard życia. By móc rozpieszczać swoje dzieci (oczywiście w granicach rozsądku), by mieć pewność, że rodzinie niczego nie brakuje.
Będąc cały dzień z dzieckiem, dodatkowo starając się wypełnić obowiązki domowe, a połączenie tych dwóch elementów nie należy do najprostszych zadań, może nam się wydawać, że nie ma cięższego zajęcia niż nasze, dlatego tylko my mamy prawo do bólów głowy, marudzenia i chęci zakopania się pod kołdrą i nie wychodzenia spod niej przez resztę dnia.

Warto pamiętać o tym, byśmy nie były egoistkami i potrafiły czasami zrozumieć, że ból głowy czy zmęczenie to nie tylko kobiece dolegliwości. Mężczyzna też ma prawo do ciężkiego dnia, bo klient nie zapłacił, bo szef wymyślił projekt praktycznie nie do zrealizowania w wyznaczonym czasie, bo współpracownik kopie pod nim dołki, bo pracownicy źle wywiązują się ze swoich obowiązków. To wszystko potęguje jego stres, tak jak potęguje stres w nas ilość pracy w domu, a co gorsza marne efekty w próbach zniwelowania tej ilości. Patrzymy wilkiem na tych naszych mężów, kiedy mają czelność zbuntować się, gdy czegoś od nich chcemy. Nie bierzemy pod uwagę, że oni również “nie leżeli i nie pachnieli” przez cały dzień (chyba, że któryś testuje materace do łóżek).

Oczywiście nie apeluję do zwolnienia mężczyzn z obowiązków domowych czy opieki nad dzieckiem. Co to, to nie, w żadnym wypadku! Proponuję jedynie, by nie narzekać im codziennie jak to nam jest ciężko i jakie to my jesteśmy biedne, zmęczone i zapracowane, jednocześnie wytykając im, jak to mają się dobrze wychodząc codziennie do pracy. Oni nie idą tam odpoczywać. Oni też pracują.








To Cię może zainteresować

3 komentarze

  1. Każdy ma prawo być zmęczony i choć przy dziecku trudno o odpoczynek, każdemu warto dać chwilę wytchnienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego uwielbiam weekendy, bo wtedy mój małżon mi pomaga:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój maż pracuje na dwóch etatach i w sumie nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby go angażować w takie codzienne obowiązki domowe. Cieszę się, że jak wraca przechwytuje córkę i to mi wystarcza. Dla niego to relaks i podtrzymywanie więzi z dzieckiem, a dla mnie wystarczający odpoczynek. W sumie, jak nie mam dziecka nad głową to i te zmywanie, gotowanie, pranie, jest jak wizyta w SPA. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge