Matka nie potrzebuje pouczania, Matka potrzebuje zrozumienia

17:05


W dniu jutrzejszym minie rok, od kiedy powstała ta moja, nasza i Wasza mamatorkowa strona. Dokładnie rok temu pojawił się na niej pierwszy wpis, a po nim lawina kolejnych. Muszę Wam powiedzieć, że to zasługa mojego pierwszego, głównego recenzenta, który jest bardzo ostrym krytykiem, czyli Mr Righta. Zarys strony pojawił się już wcześniej. W notatniku pojawiło się kilka naskrobanych w tajemnicy tekstów. Jednak były one ciągle w notatniku, a ja ciągle wahałam się czy je publikować. No wiecie, pojawiały się w mojej głowie myśli różne, między innymi: co powiedzą znajomi, co powie rodzina, a co jeśli będę beznadziejna i nikt nie będzie chciał mnie czytać? Dopiero Mr Right dał mi kuksańca w bok i kopa motywacyjnego, żebym wreszcie zrobiła to czego chcę, żebym wreszcie ruszyła z tym blogiem, a nie tylko się zastanawiała czy go założyć.

Zaczęłam publikować. No i wciągnęło mnie na całego.

Ten rok pełen był wzlotów i upadków. Bo blogosfera to dama z tych bardziej niedostępnych jest. Początkujący wyobraża sobie, że wraz z opublikowaniem pierwszego wpisu, na jego blogu pojawi się chmara czytelników, on będzie pławił się w popularności, będzie otrzymywał mnóstwo prezentów, zaproszeń i ogólnie zacznie życie na high life. No dobra może trochę przekoloryzowałam, ale kto zaczynając pisać nie liczył na mega statystyki, tysiące komentarzy itp? I nie mów, że tak nie było, bo w bajki typu “piszę dla siebie” to ja nie wierzę. Według pewnego Pana, będącego guru blogosferskiej społeczności tak mówią tylko Ci, którym nie wychodzi.

Jutro mija rok odkąd grzecznie zapukałam do tej blogowej społeczności. Zostałam uprzejmie wpuszczona, poczułam się jak u siebie i zadomowiłam, miejmy nadzieję na długi czas. Może z tych pierwszych górnolotnych planów nie za wiele mi wyszło, wielkiej popularności nie zdobyłam, statystyki oczu nie wypalają, ale ten zimny prysznic, wiele mi uświadomił. Dzięki temu pokochałam ten kapryśny świat i zrozumiałam, że blogosfera nie jest by zarabiać pieniądze, blogosfera jest by ją kochać i nienawidzić. Blogowanie musi być pasją, a pieniądze i inne benefity to efekt uboczny.

Od roku kręcę się w świecie parentingowców. Poznałam wiele wspaniałych blogów i osób (mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać również w rzeczywistości), zaglądam do nich raz częściej, raz nieco rzadziej, ale zawsze do nich wracam i nadrabiam zaległości. Ten internetowy świat, te wszystkie odwiedzane przeze mnie miejsca w sieci, a także mój blog i Wy, moi kochani, wierni czytelnicy uświadomiliście mi coś ważnego. Pojęłam po co tak na prawdę powstał mój blog, co mną kierowało zakładając go i pisząc kolejne matczyne wpisy.  

Matka nie potrzebuje pouczenia, kolejnych rad, wymądrzania się, dlatego nie piszę o tym “jak wychowywać”, “jak nauczyć …”, “jak poradzić sobie …”, “co robisz źle…”. Nie jestem ekspertem, jestem Matką zaledwie jednego dziecka, Matką, która metodą prób i błędów (to drugie mam wrażenie, że pojawia się częściej), wychowuje i uszczęśliwia swoją rodzinę.

Matka potrzebuje przede wszystkim zrozumienia!

Matka potrzebuje wiedzieć, że to co ona robi, to jak się czuje to, że w niektórych sytuacjach sobie nie radzi, że niektóre problemy ją przerastają, jest zupełnie normalne i każda (powtarzam jeszcze raz KAŻDA) Matka ma tak samo i każda Matka ma prawo do gorszego dnia.

To zrozumienie jest czasami ważniejsze od rad, którymi zasypują nas najbliżsi. Oni często nie rozumieją, że zamiast rzucać sformułowania typu: “to Twoja wina, bo jej/mu ustępujesz”, “masz bałagan? to może powinnaś się bardziej zorganizować”, “chce być na rękach? Bo je tak nauczyłaś” itp, lepiej byłoby gdyby powiedzieli, że to pewnie taki etap, że każda Matka musi przez to przejść, że świetnie sobie radzimy, ale teraz mamy gorszy moment i musimy to jakoś przetrwać, a w razie potrzeby mamy dzwonić. Bo my czasami nie potrzebujemy wiele pomocy, czasami wystarczy nam, że się wygadamy, wyżalimy. Wyrzucić z siebie wszystkie żale, złe emocje, a w zamian wystarczy nam tylko poklepanie po plecach, uśmiech, a czasami wystarczy nam nawet cisza.

Dlatego powstał ten blog. Ja muszę się wygadać, dlatego “wygaduję się” Wam! Dość miałam tych słodko-pierdzących obrazów macierzyństwa. Dość miałam tych cukierkowych zdjęć Matek jak z okładki magazynu o modzie, z dzieckiem uśmiechniętym od ucha do ucha, nie znającym takich czynności jak “marudzenie”, “płacz”, “nieprzesypianie nocy” itp!. Dość miałam tych cudownie zaaranżowanych wnętrz, dopracowanych w każdym calu i przede wszystkim zawsze uporządkowanych!
Dla tych, którzy dołują się widząc takie obrazy macierzyńskiego świata pragnę wszem i wobec powiedzieć, że one nie są rzeczywiste. Są ubrane w słodko-pierdzący różowy papierek cukierkowy. A ja nie boję się powiedzieć jak jest na prawdę!

Tak, jestem Mamą, więc mam zabawki rozrzucone, w każdym pomieszczeniu.
Tak, jestem Mamą, więc mam plamy na podłodze z soczku, kaszki, masła itp po pięciu minutach od jej powycierania.
Tak, jestem Mamą, więc chodzę dresach, bluzach i płaskim obuwiu, moje standardowe uczesanie to palma na środku głowy, a makijaż zazwyczaj ograniczam do zatuszowania śladów po nieprzespanej nocy.
Tak, jestem Mamą, więc jestem zmęczona, niewyspana, czasami wściekła na wszystko wokół i mam ochotę uciec na koniec świata.
Tak, jestem Mamą, więc często towarzyszy mi płacz dziecka, jego upieranie się i denerwowanie.

Dlatego jeśli masz tak samo, to nie oznacza, że robisz coś źle. To oznacza tylko tyle, że jesteś Matką i chcesz dla swojego dziecka jak najlepiej, stąd te brudne podłogi, bo zamiast je czyścić bawisz się z nim, stąd te dresy i palmy na głowie, bo zamiast stać godzinę przed lustrem biegniesz z dzieckiem na spacer, stąd zmęczenie, niewyspanie bo dbasz,  by dziecku niczego nie zabrakło.

Ja Cię rozumiem, każdym moim wpisem staram się wspierać i podnosić Cię na duchu.
Dlatego cieszę się, że przez rok tyle Was przybyło i sama sobie życzę, by było Was jeszcze więcej, bo każda kolejna osoba to kopniak motywacyjny dla mnie. Każda Wasza historia to pomysł na nowy wpis. Każdy Wasz komentarz powoduje u mnie palpitacje serca, a rosnące statystyki dodają mi skrzydeł. Życzę sobie, by kolejny rok sprawiał mi tyle radości co ten pierwszy, dzięki temu nie stracę zapału i będę się doskonalić w blogowaniu, dla siebie i dla Was.


Gorące Buziaki :***








To Cię może zainteresować

3 komentarze

  1. Gratulacje i życzę dużo sukcesów :) Najbardziej rozbawiła mnie palma na środku głowy, ale przyznaję, że to niezawodna fryzura :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100%. Po mimo, że mój syn ma prawie 7 miesięcy i nie jestem jakąś doświadczoną mamą to słyszę "Ty zmęczona? Po czym?" "chciałaś dziecko, to się męcz" itp. Najlepsze jest to, że przeważnie mówią to osoby, które nie mają dzieci i nie wiedzą co to za obowiązek i odpowiedzialność..
    http://mlodamamakacpra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Radochy z bloga i macierzyństwa na kolejny rok, a przede wszystkim trzymania się swoich wartości i przekonań, bo nie ma nic gorszego niż poczucie, że macierzyństwo powinno mieścić się w jakichś z góry określonych ramkach. To nasz świat i każda z nas ma swoje w nim miejsce.

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge