Matka musi mieć stalowe nerwy

20:35


Na dziecko nigdy nie ma dobrego czasu. Zastanawianie się nad tym czy to już jest ten moment, czy może jeszcze nie, zupełnie nie ma sensu. Zawsze znajdzie się argument, który nie będzie przemawiał za powiększeniem rodziny. A to mieszkanie za małe, a to okolica niepewna. Może lepiej poczekać, aż kupimy większe lokum, a najlepiej, aż wybudujemy dom. A to praca niepewna, a to zarobki za niskie, a to szansa na awans się pojawiła. Może lepiej poczekać, aż zadomowimy się w nowej pracy, bądź na nowym, lepiej płatnym stanowisku. A to jeszcze nie zwiedziliśmy wszystkich miejsc, o których marzyliśmy, a to nie jesteśmy gotowe na zmiany naszej, opłaconej godzinami na siłowni sylwetki, a to jeszcze jesteśmy za młode, za mało wiemy o dzieciach...

Zawsze coś się znajdzie. Zawsze znajdzie się jakieś ALE.

Nie potrzebujemy jednak domu z ogródkiem, a nawet apartamentu z pięcioma pokojami. Nie potrzebujemy ogromnej pensji, z gwarancją otrzymywania jej do końca życia. Nie potrzebujemy studiów pedagogicznych, tuzina przeczytanych książek o macierzyństwie, ukończonego kursu opieki nad noworodkiem, ani kursu o buncie dwulatka i kursu o … już sama nie wiem o czym.

Matka potrzebuje jedynie stalowych nerwów.

Jeśli ich nie posiada to może w najlepszym wypadku wydać krocie na wielogodzinny odpoczynek na kozetce u psychoterapeuty. W gorszym wypadku spędzi wakacje (wakacje to pojęcie bez określonego czasookresu) w hotelu, w którym klamki znajdują się tylko z jednej strony drzwi, w dodatku jest to przeciwna strona do tej, po której znajduje się matka. W wersji ekstremalnej średnio co tydzień kupuje bilet w jedną stronę na Madagaskar, co gorsza bilety te nigdy nie zostaną zrealizowane. By uniknąć takich wątpliwych przyjemności matka musi mieć silną psychikę.

Zatem nie zadawaj sobie pytania czy jesteś gotowa na dziecko, czy masz odpowiednie lokum, zasoby na koncie, umiejętności itp. Zadaj sobie pytanie czy masz stalowe nerwy! Bo one są podstawą gotowości na macierzyństwo!

One okazują się pożyteczne już od samego początku, gdy tylko zorientujesz się, że nie jesteś już sama, a przestają być potrzebne …. Oj nie zagalopowałam się, one nigdy nie przestają być potrzebne!

Nerwy na wodzy pomagają walczyć nam, Matkom z trójgłowym smokiem!

  1. Z “ciocią” dobra rada - słowo ciocia nie ma nic wspólnego z więzami rodzinnymi. “Ciocią" dobra rada może być kuzynka, babcia, ciocia, ale również sąsiadka, nieznajoma spotkana podczas spaceru, bądź Pani stojąca przed Tobą w kolejce do kasy. Osoby te wyrastają jak grzyby po deszczu w momencie gdy Twój brzuch lekko się uwypukli. Nagle spora część społeczeństwa (również ta część, której Ty w ogóle nie znasz) zaczyna rościć sobie prawo do pouczania Cię, wytykania co powinnaś, czego nie powinnaś, karcenia Cię, że nie tak, bądź nie inaczej wychować należy dziecko, Twoje dziecko. Panie daj cierpliwość bo pokłady jej nie są wieczne!
  2. Z naszą wewnętrzną panikarą - o duecie wyobraźni z miłością do dziecka już pisałam wcześniej (KLIK). W wyniku połączenia tych dwóch elementów powstaje w naszej głowie twór rodem z piekła, zwany Panikarą! Pcha on nas ku nadmiernemu przeżywaniu każdej okoliczności. Od drobnych dolegliwości, przez incydenty będące wynikiem dziecięcego braku wyobraźni, aż po wybryki nastoletnich buntowników. Panie daj znam stalowe nerwy, by pod wpływem własnych przemyśleń i domysłów nie zwariować.
  3. Z dziecięcym fochem - w porównaniu z tą “głową" trójgłowego smoka, dwie poprzednie to pestki! Dziecięcy foch, wściek i bunt to dopiero mieszanka wybuchowa! Nikt Cię tak nie wkurzy jak własne dziecko (no może jeszcze mąż). Foch ten może mieć powód racjonalny, np. kolki, ząbkowanie, przeziębienie. Wtedy ten foch nawet nie jest taki straszny. Masz przynajmniej racjonalne wytłumaczenie odstraszającego wszystkich w zasięgu kilometra zachowania. Gorzej kiedy foch pojawia się znikąd i wszelkie próby niwelowania go nie przynoszą oczekiwanego skutku, a wręcz przeciwny. Wszelkie próby udobruchania spełzają na niczym, a każda  propozycja, która wypłynie z naszej strony uzyska odpowiedź “nie”, a nasze grzeczne pytanie “dlaczego?” zostanie skwitowane “nie, bo nie” (słowa te mogą być głośno wyartykułowane, bądź w przypadku mniejszych dzieci, wyczytane ze wzroku, kolokwialnie nazywanego spojrzeniem “spod byka"). Na dzień focha, który jest zmorą każdej matki oprócz klasycznego “nie, bo nie" dzieci mają przygotowany szereg innych dźwigających matkom ciśnienie, zachowań: jęczenie, miauczenie, rzucanie zabawkami, wspinanie się na ręce. To nic, że stajesz na rzęsach, to nic ze wymyślasz tysiące zabaw. Z dniem focha nie wygrasz! Na (nie)pocieszenie powiem, że fochy małego dziecka to nic. To dopiero preludium do tego co czeka Matkę w czasie buntu nastolatka! To są prawdziwe fochy, krew, pot, łzy, zgrzyty zębów, nieprzespane noce itp. Dlatego powtórzę jeszcze raz. Nikt Cię tak nie wkurzy jak własne dziecko!

Dlatego zapamiętaj: nie ważne czy masz kawalerkę, apartament czy dom, nie ważne czy masz pracę, która daje wyżyć czy taką, która pozwala na egzotyczne wakacje dwa razy w roku.

Ważne czy masz silną psychikę i stalowe nerwy, bo przy dziecku to one sprawdzają się jak nic innego!





To Cię może zainteresować

8 komentarze

  1. świetny tekst :). Też jestem zdania, że na dziecko nie ma odpowiedniego momentu, bo jak ktoś chce to "ale" zawsze się znajdzie :).
    Z Twoich przykładów podpisuję się szczególnie pod tym ostatnim :). Foch dziecka to coś strasznego :) i tylko matka to zrozumie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się znajdzie "ale" jednak warto nie go nie słuchać :)
      a dziecięcy foch jest sto razy gorszy od babskiego ;)

      Usuń
  2. Super post :) Na szczęście praktycznie wszystko przede mną :) Śliczną masz córeczkę :) Najlepiej długo nie zastanawiać się na tym czy jest odpowiedni moment na dziecko.
    http://mlodamamakacpra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro wszystko przed Tobą to życzę Ci jak najmniej fochów ;)
      W imieniu Małej Zet bardzo dziękuję :*

      Usuń
  3. Najpierw straszą buntem dwulatka, potem trzylatka itp. Jak na razie zdecydowanie najgorszy jest bunt ośmiolatka!

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie z tymi stalowymi nerwamy bywa różnie... A przez prawie 8 lat macieżyństwa nie jeden foch Córci już przerobiłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. To ja mam chyba bardzo stalowe nerwy, chociaż nie planów dziecka w momencie, w ktorym oni się zechciało pojawić. Ale przy tej okazji zweryfikowałam swoją odporność na stres i cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super tekst. :D Dlatego ja polubiłam bardzo smak herbatki z melisy.Piję codziennie, i jak na moje marne warunki, w sensie wybuchowa naturę, jestem okazem spokoju. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge