Chcesz czy nie chcesz, czyli paradoksy macierzyństwa

20:48


Macierzyństwo rządzi się swoimi prawami. Przewraca nasze życie do góry nogami. Dopasowuje nasz styl życia do tej małej istotki. Czasami nawet zmienia ten styl całkowicie. Co najdziwniejsze przeważnie się z tych zmian cieszymy. Chociaż wcześniej nie byłyśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Nie da się ukryć, że czasami jednak zmiany te wychodzą nam już uszami i tęsknimy za tymi dawnymi czasami, za ciszą, spokojem, porządkiem w domu. Jednak gdyby udało nam się znaleźć magiczną lampę Aladyna, z której wyskoczyłby Dżin, oferujący nam możliwość spełnienia jednego ze swoich życzeń, bądź jakimś cudem udałoby się nam  zlokalizować złotą rybkę i otrzymać od niej podobną propozycję, to dam sobie obie ręce uciąć, że żadna z nas nie skusiłaby się na powrót do życia “przed dzieckiem” (chyba, że na jeden dzień - chociaż nawet w to wątpię, nie wytrzymałaby tak długo ;).

Tak, ja wiem, to całkowicie zrozumiałe, że czasami po głowie takie pomysły nam chodzą. Męczą nas, szczególnie w momentach kryzysowych (a zapewniam Was, że każdy prędzej czy później je ma) pragnienia, z których kiedy nadarza się okazja do ich zrealizowania dobrowolnie i tak rezygnujemy, bądź z chęcią i uśmiechem na twarzy byśmy zrezygnowały, gdybyśmy mogły.

Matczyna psychika pełna jest sprzeczności, macierzyńskich paradoksów.

  1. Marzymy, by łóżko znów należało tylko i wyłącznie do nas (no ewentualnie możesz podzielić się nim z mężowatym), a kiedy przychodzi taki dzień, że właśnie tak się dzieje chcemy, by znów dziecko z nami spało. Nie ma co się dziwić, po kilku, a raczej kilkudziesięciu nocach, podczas których spychane jesteśmy na kraniuszki naszych łóżek (swoją drogą jak to możliwe, że na łóżku o szerokości 180cm, dziecko o wzroście 80cm zajmuje większość miejsca, i to do tego stopnia, że dla rodziców pozostaje 30 cm na krawędziach), marzymy by dziecko wyniosło się wreszcie do siebie. Jednak kiedy kładziemy się same spać, bo Maluch postanowił dać szansę łóżeczku, jest nam smutno i najchętniej wzięłybyśmy tego małego “spychacza” do siebie. A tak przy okazji, to nie wiem co mają w sobie te dziecięce łóżeczka, ale doszłam do wniosku, że chyba mają zęby i gryzą dzieci w ich małe tyłki, a pościel szczypie w ramiona. To było, by przynajmniej jakieś wytłumaczenie tego, dlaczego dzieciaki wolą spać z nami, zamiast w swoich pięknych łóżeczkach.
  2. Mamy dość karmienia piersią, ale kiedy dziecko jeden raz kaprysi jest nam przykro i chcemy by karmienie trwało jak najdłużej. To całkiem normalne, że z czasem mamy po dziurki w nosie bawełnianych biustonoszy dla Matek Karmicielek, marzy nam się seksi, koronkowe cudeńko. Mamy dosyć dopasowywania ciuchów tak by, w razie potrzeby wygodnie było nam nakarmić dziecko w każdych warunkach. Po ciężkim dniu mamy ochotę na wino, a tu czeka na nas głodny Maluch i zamiast wina pijemy herbatę (ziołową, na laktację). Ciężka sprawa. Najchętniej rzuciłybyśmy w cholerę to karmienie piersią. Jednak kiedy tylko dziecko raz odmówi piersi wpadamy w panikę! Bo jak to? Przecież to jeszcze nie czas na odstawienie! My nie jesteśmy na to gotowe.
  3. Walczymy jak lwice, by wyjść z przyjaciółkami przynajmniej na kawę (a w najlepszym wypadku na jakąś imprezę), a kiedy mamy już taką możliwość i w zasadzie stoimy w drzwiach, by wychodzić to chętnie zostałybyśmy jednak w domu. Sporą część dnia (a w zasadzie cały dzień) spędzamy z dzieckiem w domu. To siedzenie, to nie do końca takie siedzenie. W kolokwialnym stwierdzeniu “siedzę z dzieckiem w domu” mieści się szereg czynności (domowych obowiązków), a także miejsc (w końcu nie siedzimy cały dzień w czterech ścianach: wychodzimy na spacery, odwiedzamy rodzinę, znajomych, wychodzimy na shopping itp). Nie da się jednak ukryć, że większość z tych rzeczy wykonujemy z dzieckiem u naszego boku. Nic więc dziwnego, że przychodzi taki moment, że musimy wreszcie odciąć się od tych naszych Brzdąców i wyjść wreszcie same. Od czasu do czasu okazja taka się nadarza, a my co wtedy robimy? Stwierdzamy, że w sumie wcale nie mamy ochoty wychodzić. Wytłumaczcie mi jak to jest, że najpierw walczymy o to, by wreszcie gdzieś wyjść, a kiedy nadchodzi upragniony wieczór stwierdzamy, że wcale wychodzić nam się nie chce, a właściwie chętnie byśmy zostały w domu.
  4. Chcemy by ktoś zabrał na chwilę od nas dziecko, a kiedy zostajemy same w domu, chcemy by dziecko już wróciło. Masz tysiąc zaległych zajęć w domu, a Maluch nie daje Ci nawet w spokoju zrobić siusiu. Znasz to? No pewnie, że tak. Organizujemy na prędko jakąś “super nianię” czyli Babcię, Dziadka, Ciocię czy kto się tam nawinie. Wypychamy wręcz dziecko za drzwi, byle tylko mieć chwilę spokoju. Szalejemy z radości, początkowo odstawiamy taniec radości, by po godzinie stwierdzić, że w sumie to jakoś tak cicho, smutno, że w sumie nudno tak robić coś bez problemu, bez ciągnięcia za spodnie i najlepiej by było, gdyby dziecko już wróciło z “wycieczki”.

Ot takie Matczyne paradoksy!


Nie ma co ukrywać, najlepiej się od razu przyznać, że jesteśmy od tych naszych Bąków UZALEŻNIONE!






To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Boże! To takie dla nas typowe. Jak ja to mówię: tak źle, i tak nie dobrze! Także nie dogodzisz, absolutnie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. świetnie to podsumowałaś... mnie ani mąż, ani rodzina nie rozumie czemu tak narzekam na zmęczenie a nie chcę "oddać" dziecka nawet na kilka godzin komuś innemu. czemu narzekam że mam dość siedzenia w domu a jak umawiam się ze znajomymi na mieście wracam wcześniej niż w tych odległych czasach "sprzed".
    Dziecko to straszny narkotyk - sponiewiera, zmęczy ciało i duszę ale ta radość jego posiadania uzależnia jak nic innego :)

    https://tenmalywielkiczlowiek.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge