Tak, zostawiłam Go

20:37


Ostatnimi czasy udaje mi się wykombinować chwilę dla siebie i to przynajmniej dwa razy w tygodniu. Zabieram buty sportowe, wyjściowy dresik i zmykam poruszać tyłkiem bardziej lub mniej zgrabnie (z przewagą mniej zgrabnie) w rytmach Zumby. W tym czasie wmanewrowuję w pełną opiekę nad dzieckiem Mr Righta. W sumie to nawet nie muszę się jakoś namęczyć, żeby przejął pałeczkę, a może raczej powinnam powiedzieć kluseczkę, zwaną Małą Zet. On to robi z przyjemnością i uśmiechem na twarzy.

Wniosek z tego taki, że wychodzić mogę częściej, a przynajmniej do momentu, aż się chłopisko zorientuje, że spadła na niego większa część wieczornych obowiązków i nastąpi bunt na pokładzie.

Ale nie o tym miałam pisać.

Chciałam Wam opowiedzieć o wyobraźni.

Gdyż doszłam do wniosku, że to właśnie ona jest przyczyną naszych udręk, wielogodzinnych jęków, że siedzimy w domu z dzieckiem i nawet nie możemy nigdzie wyjść.

Wyobraźnia podsuwa nam takie obrazy do głowy, że my się same zamykamy w domu na osiem zamków, barykadujemy komodami, krzesłami i co tam jeszcze w przedpokojach mamy.
Jak działa nasza wyobraźnia, gdy planujemy wyjść z domu same? 

Przedstawię Wam teraz starcie dwóch tytanów: wyobrażenia kontra rzeczywistość.

Wyobrażenia Mamy:
Oczywiście przed opuszczeniem przez nas mieszkania następuje kilkugodzinna prelekcja, podczas której po raz tysięczny uświadamiamy mężowi, że czeka go bardzo trudne i wymagające zadanie, że kąpiel jest karkołomnym wyczynem, że podanie mleka jest wyzwaniem i jest tylko kilka skutecznych metod, by dziecko je wypiło, i że zasypiać powinno w odpowiednim ułożeniu, że w razie płaczu ma dzwonić itp. Dodatkowo robimy mu przeszkolenie z przewijania, chociaż robił to już nie raz, z przebierania, z pierwszej pomocy i dzwonienia do nas (tak musi kilka razy pod rząd wyrecytować nasz numer telefonu). Jednak mimo tego szkolenia oczami naszej wyobraźni widzimy jak mężowaty zamiast bawić się klockami, sorterami, lalkami czy piłkami, wywija z dzieckiem znienawidzone przez nas piruety, podrzuca dziecko do góry, a finalnie pokazuje średnio zainteresowanemu dzieciakowi jak działa konsola XBOX. Kolacja? Jaka kolacja? Zamiast mleka dziecko wciągnęło czekoladową babeczkę i zapiło sokiem z obiadu, bo przecież pokazywało, że chce. Kąpiel? Owszem było podejście do tego zadania. Niestety zakończyło się rykiem przy wyciąganiu z wanny, wylaniem jej zawartości na połowę łazienki i źle spłukanym szamponem. Finalnie szybko wrzucił dziecko w śpiochy bez zbędnych ceregieli w postaci balsamów, kremików itp. Spanie? Spanie jest dla mięczaków! Dziecko biegało do upadłego, aż zasnęło na dywanie. Dlaczego nie jest przeniesione do łóżeczka? Bo skoro zasnęło to mu tam wygodnie w tej stercie zabawek.

No cóż, podczas Twojej nieobecności nastąpiła całkowita negacja wszelkich Twoich rodzicielskich zasad. Dziecko jest nieodpowiednio nakarmione, źle przebiegł proces kąpania, jedynym plusem jest to, że śpi (pomijasz fakt, że na podłodze). Zabierasz się zatem do naprawiania szkód: przenosisz dziecko, sprzątasz zabawki, wycierasz zalaną łazienkę itp.

Koszmarna wizja. Taaa, też miałam takie obawy przed pierwszym samotnym wyjściem.
Niepotrzebnie.

Jak wygląda rzeczywistość? Opowiem Wam na moim przykładzie.

Wchodząc do mieszkania spodziewałam się potknięcia o zabawki i wypełnionego marudzeniem biegania Małej Zet, jak gdyby wcale nie było późno. Co jednak zastałam?

Ciszę!

Tak, Mała Zet była w swoim łóżeczku i spała jak aniołek. Wcześniej wymęczyły ją wygłupy z tatą na dywanie, budowanie wieży z klocków, układanie zwierzątek i karmienie lalki łyżeczką. Końcowego wyczerpania dokonała długa kąpiel z mnóstwem zabawek i dużą ilością piany. O dziwo Mr Right wyjął ją z wanienki bez akompaniamentu jej krzyku, co nawet mnie się nie udaje! Nie zapomniał o żadnym olejku, kremie, balsamie, witaminkach! Mała Zet wypiła całą butelkę mleka i przytulona do taty zasnęła. On zresztą też! Fantastyczny widok! Oboje przytuleni, tacy spokojni, z rozmarzonymi wyrazami twarzy.

Tak Mężowaty poradził sobie rewelacyjnie.

Jak widać wyobrażenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. To tylko nasze bezpodstawne obawy i brak wiary w naszych mężczyzn. Zatem Drogie Panie spokojnie przekazujmy dzieciaki mężom i wychodźmy częściej z domu! A wyobraźnię trzymajmy na wodzy, bo tylko może nam zaszkodzić.

To Cię może zainteresować

12 komentarze

  1. Z rozrzewnieniem wspominam moje pierwsze wyjścia po porodzie :) To tata Omena uczył mnie opieki nad dzieckiem! Przecież miał czwórkę młodszego rodzeństwa, a ja byłam rozpieszczoną księżniczką - najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Z dziećmi miałam tyle wspólnego co nic! :) Ale obawiałam się dokładnie tego samego! Że coś będzie nie tak, że będą problemy, że zadzwoni po mnie. Och tak bardzo się myliłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to ja byłam starsza od siostry i miałam doświadczenie z dziećmi, więc mój strach był większy. Zupełnie niepotrzebnie :)

      Usuń
  2. Ja nie zapomnę jak chłopaki dali mi w kość, wychodziłam z siebie aż w końcu wyszłam z domu trzaskając drzwiami a w głowie miałam myśl "Niech radzi sobie sam!". Liczę na pobojowisko w domu a tam - spokój, uśmiechu na buziach dzieci i naleśniki na stole... Jak oni to robią?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia!! To straszne ale ja mam wrażenie, że przy Mr Righcie Mała Zet jest grzeczniejsza!

      Usuń
  3. Hi hi hi 😊 Znam to 😊 Od 8 msc układam swoje życie partnerskie na nowo. Moja 2,5 latka bardzo szybko zaakceptowała mojego nowego partnera. Kiedy pierwszy raz miał z nią zostać sam myślałem ze umrę. Obawiałam się co zastanie w domu a tam co ? Dziecko pachnące spało, zabawki posprzątane i nawet kolacja na mnie czekała 😊 łazienka czysta a dziecko zadowolone 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bałam się tego co zastanę w domu, a tu taka niespodzianka:) Odpowiedni faceci potrafią zaskoczyć pozytywnie :)

      Usuń
  4. Nie tylko w takich wypadkach nasza wyobraźnia działa na naszą niekorzyść-często to ona doprowadza nas do obłędu !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, wybujała wyobraźnia to wróg Matki :)

      Usuń
  5. Ach, tak to już jest, że według nas, kobiet, nikt nie zajmie się naszym dzieckiem lepiej, niż my same:) Zazdroszczę tych wyjść. Ja wychodzę bardzo rzadko, bo mój mąż dużo pracuje i ewentualnie mogłabym wyjść w środku nocy. Chociaż to też raczej nie wchodziłoby w grę, bo w nocy jeszcze karmię piersią. Ale mam nadzieję, że kiedyś sobie odbiję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas też tatuś świetnie radzi sobie z synkiem :) A zajęcia Zumby uwielbiam i również chętnie uczęszczam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny tekst, ja również pisałam o tym, tylko trochę z innej strony o konieczności uczestnictwa ojca w opiece nad dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ostatnio często zostawiam moich facetó samych i powiem szczerze, że świetnie się bawią, fakt po powrocie musze ogarnąć bajzel ale ten czas dla mnie wart jest tej ceny

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge