Jak z rocznym dzieckiem przy boku przygotować dom na Święta

21:06


Dacie wiarę, że już  w tym tygodniu mamy Święta Wielkanocne?

Ja dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę! Nie ma co, Wielkanoc mnie w tym roku zupełnie zaskoczyła! Nie wiem czy to dlatego, że Święta są już w marcu, czyli stosunkowo wcześnie, czy przez ząbkowanie Małej Zet parę rzeczy mi umyka, czy najzwyczajniej w świecie znowu wyszło na jaw to, że jestem delikatnie nieogarnięta.
Wszystko jedno jaki jest powód, ważne, że Święta już za rogiem, a my w lesie. Chociaż gdybyśmy byli w lesie to by, było już całkiem dobrze. U nas nawet lasu nie widać. W zasadzie przygotowania do Świąt to nie jest taka łatwa sprawa. Dużo rzeczy do zrobienia, przygotowania, załatwienia itp. Jednym słowem niezła harówka.

A przygotowanie Świąt z dzieckiem, rocznym, wszędobylskim, wszystko zjadającym, do tego mającym swoje zdanie (o dziwo już w tak młodym wieku!) to jest harówka razy 100.

Święta Wielkanocne mają to do siebie, że zbiegają się w czasie z wiosennymi porządkami, więc stajemy na głowie, żeby błysk był. Oburzy się jedna, z drugą, że “dlaczego tak się żyłujemy”, “dlaczego właśnie teraz musi być wysprzątane?”. To nie do końca tak, że właśnie Święta nas do tego zmuszają, czy wiosna - jak kto woli. Człowiek to taka istota, że jak nie ma motywacji to za nic się nie weźmie, ot tak, “bo chce” (a szczególnie jeśli w grę wchodzi praca). Zatem te “Święta” czy ta “wiosna” to taki swojego rodzaju kopniak w tyłek, który motywuje nas do ruszenia się, bo wszystko budzi się do życia i jak to wszystko “wstanie” to żeby nie dostało zawału i nie umarło, jak zobaczy ten burdel. Zatem każdy biega z tymi szmatkami, mopami, ściera, przekłada, układa. No wiecie, błysk być musi. Matka też biega, bo też chce mieć czysto. Też chce zaprosić Małgosię Rozenek, ale lepiej niech tego nie robi.

Zatem robi sobie Matka plan ogarnięcia tak zwanego majdanu, burdelu, rozpiździajnika - zwał jak zwał. W końcu jak wiosenne porządku to, wiosenne porządki. Na początku zabiera się za to czego na pierwszy rzut oka nie widać, ale na drugi “rzut” już tak. Zakasuje rękawy i rozpoczyna akcję “porządek w szafach”, ponieważ drzwi się nie domykają, no chyba że nogą popchnie i krzesłem dociśnie. Zatem Młode pod pachę i do szafy z Matką marsz. Otwiera drzwiczki, wszystko wypada i zabawa zaczyna się na całego. Jeden sweterek, drugi, trzeci … kiedy składasz czwarty poprzednie trzy już są w stanie rozbiórki. No nic, niech się dziecko bawi, Matka w miedzy czasie poukłada spodnie. Jedne spodnie, drugie spodnie, ooo a tych spodni dawno nie ubierała. Ciekawe czy się jeszcze do nich zmieści. Koniecznie musi to sprawdzić i to teraz, zaraz, bo później zapomni! Jeszcze do poukładania zostały koszulki, bielizna, sukienki i cała komoda dziecięcych. Po trzech godzinach układania przez nią (przeplatanego z mierzeniem niektórych perełek modowych), rozwalania przez dziecko, przeplatanego płaczem nad za ciasną sukienką i za małymi dziecięcymi ubrankami Matka daje za wygraną i stwierdza, że zrobi to wieczorem kiedy dziecko zaśnie. Niestety wieczorem ona zasypia wcześniej niż dziecko.

Skoro tak niefortunnie poszło z ubraniami, to może lepiej pójdzie w szafkach kuchennych. W końcu każde dziecko lubi bawić się garami, łyżkami, chochlami. Zatem dnia następnego zabiera się za kuchnię pełna nadziei, że tym razem pójdzie o wiele lepiej. Po pół godzinie na podłodze ma rozsypaną mąkę, rozbity pojemnik z przyprawami, bułkę tartą wymieszaną z kaszą jęczmienną i makaron powkładany w każdą szczelinę szuflad. Finalnie ich wspólne sprzątanie kuchni kończy się tak, że dziecko ląduje w foteliku na randkę z “Jagódkami”, a Matka zasuwa w pocie czoła, by ogarnąć skalę zniszczeń powstałą podczas “sprzątania”. Na nic więcej nie ma już czasu, bo właśnie “Jagódki” i inne dziecięce hiciory się znudziły.
Sprzątanie garderoby nie wypaliło. Sprzątanie kuchni to była już klęska na całej linii. To może przynajmniej zmiana firan Matce wyjdzie. Dzień, a w zasadzie noc wcześniej udało jej się z wielkim trudem wyprasować te cholerne kawałki materiału do okien (prasując je masz dwa wyjścia albo nie wyprasujesz albo spalisz). Bierze się Matka do roboty. Rozkłada drabinę, ściąga stare firany, aż sama jest zaskoczona, że tak sprawnie jej idzie, że dziecko nie przeszkadza. Cała uradowana sięga po nowe firany, a one zniknęły!! Dziecko postanowiło wykorzystać je jako dywanik do zabawy. Wściekła jak mało kto, ze łzami w oczach na wspomnienie wczorajszej harówki przy ich prasowaniu, wieszasz pogniecione firany z nadzieją, że się “uleżą” i wyprostują. Może efekt finalny nie jest taki jak oczekiwała, ale trzeba przyznać, że to jedyna czynności, którą udało jej się doprowadzić do końca.

Ze sprzątaniem dała sobie już spokój. W końcu i tak nic z tego nie wyjdzie. By przykryć niedociągnięcia w tej dziedzinie, postanawia przyozdobić mieszkanie dekoracjami wielkanocnymi i wiosennymi. Modne są wszelkie cudeńka handmadowe, więc z radością zabiera się za wykonanie dekoracji własnymi rękami. Wyciąga z dawno niewyciąganego i zapomnianego pudełka wstążki, sznureczki, kwiatki, cekinki, piórka i czego tylko dusza zapragnie. Wyobraźnia zaczęła jej pracować na pełnych obrotach. Już wie co zrobi, ale najpierw musi wyciągnąć z ust dziecka wstążkę, bo maluch potraktował ją jak spagetti. Udało się, wstążka nie zawędrowała niżej nić migdałki, teraz będzie lepiej. Tworzy, a w międzyczasie rzuca przez ramię “zostaw to”, “nie do buzi”, “uważaj”, “wypluj”, “zrobisz sobie krzywdę”. Co jakiś czas podbiega do dziecka, by wyjąć mu z buzi jakieś piórku, patyczek czy inne badziewie, które nie nadaje się do jedzenia. Gdy wreszcie po kilku godzinach uda jej się coś drobnego wykonać pojawi się nowy problem. Gdzie ustawić ozdobę, by nie była w zasięgu dziecka, a jednocześnie była widoczna. Ciężko znaleźć takie miejsce, szczególnie, że w mieszkaniu większość mebli jest niezbyt wysoka, a na te, które są wyższe maluch już znalazł sposób.

Jeśli Matka nie ma cierpliwości na robienie jednego mini wianka świątecznego przez 5 godzin, może kupić już gotową dekorację. Jest tylko jeden mały szkopuł. Ozdoba ta musi być: nietłukąca się, trwała, bez drobnych elementów, najlepiej jeśli będzie jadalna. Znajdziesz taką?

Ciężka sprawa z tymi przygotowaniami na Święta, gdy po domy grasuje roczny Maluch. Chociaż przypuszczam, że z nieco starszymi dzieciakami wcale nie jest łatwiej. Jest jednak sposób na spokojne przygotowanie się do Świąt, nawet z takimi wszędobylskimi Łobuzami. Jak to zrobić? Poczekać, aż pójdą na studia! A tak zupełnie poważnie, to najlepiej wrzucić na luz. Wielkanocny zając do szafek i garów zaglądał nie będzie (chyba, że tym zającem będzie Teściowa;), więc nie ma co się żyłować. 

Na spokojnie zrobić co się da, a co się nie da zrobi się po Świętach!  








To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Cóż, u mnie wiosenne porządki zbiegłybsię z powrotem do pracy, więc u nas święta wyjątkowo mało aktywne (nie wspominając o tym, że non stop kichamy i kaszlemy). Dobrze, że chociaż pisanki zdążyłam pomalować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mimo, że chora to postanowiłam ogarnąć cały dom z dwulatkiem. Nie było łatwo, bo jego pomoc to głownie przeszkadzanie, ale jakoś się udało ;-)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge