Zdjęcia dzieci w sieci. Próba lansu czy nadmierny ekshibicjonizm

21:06


Kilka dni temu opublikowałam wpis na temat sesji zdjęciowych małych dzieci (KLIK).
Chciałabym jeszcze pozostać w tym temacie, ponieważ pisząc go pojawiła się w mojej głowie pewna refleksja, która w pewnym momencie przerodziła się w burzę myśli.

W swoim życiu wykonujemy mnóstwo zdjęć. Są to zdjęcia chwil dla nas wyjątkowych, ale również tych zwyczajnych, codziennych. Jest to możliwe głównie dzięki daleko rozwiniętej technice. Do dyspozycji mamy przecież szeroki zakres akcesoriów: cyfrówki, lustrzanki, telefony, tablety - szkoda z tego nie korzystać.
Nie da się ukryć również faktu, że gdy na świecie pojawiają się dzieci, ilość wykonywanych przez nas fotografii zwiększa się kilkukrotnie, a może nawet kilkunastokrotnie. Może to daje nam nadzieję, że w ten sposób uda nam się zatrzymać tak szybko uciekający czas. Może w ten sposób chcemy się zabezpieczyć przed utratą wspomnień. Chcemy mieć pewność, że w trakcie codziennej bieganiny wszystkie te cudowne chwile nie zostaną zasypane w naszej pamięci przez inne wydarzenia bardziej lub mniej ważne.

Robimy więc zdjęcia, dużo zdjęć, różnych, mniej lub bardziej śmiesznych, może czasami kompromitujących, ale dla nas wciąż pięknych i wyjątkowych.

To cudowne, że mamy taką możliwość. Korzystajmy z niej.

Trzeba jednak odróżnić od siebie dwie rzeczy.

Czymś innym jest robienie zdjęć, a czymś innym ich publikacja. Szczególnie w dzisiejszych czasach, czasach szeroko rozwiniętych social mediów.

Rodzice w tej kwestii dzielą się na kilka typów:
  • Wycofani z social mediów (niektórzy złośliwi przekręcają nazwę na “zacofani”), czyli osoby chroniące swoją prywatność, a już nade wszystko chroniące prywatność dziecka. Na portalach społecznościowych nie znajdziesz zdjęć ich pociech, kotów, psów, śniadania itp. Są zdania, że to co dotyczy ich prywatności, powinno zostać ich prywatnością.
  • Selekcjonerzy, to grupa osób starannie dobierająca zdjęcia, które wrzuca na swój profil w social mediach. Nie rzadko są to zdjęcia z wizerunkiem ich dzieci. Jednak zawsze są to zdjęcia estetyczne, przemyślanie, czasem śmieszne, ale nieośmieszające.
  • Masowi Maniacy, to niestety ku rozpaczy ich znajomych dosyć obszerna grupa. Ilość zdjęć umieszczana na ich kontach w portalach społecznościowych jest ogromna. Niestety często są to zdjęcia, które powinny zostać upublicznione jedynie w albumie rodzinnym.


Nie muszę chyba Wam mówić, do której z tych grup nie powinno się należeć?

Zawsze tak było i tak będzie, że każda z nas chce ogłosić całemu światu jak piękne, mądre i wyjątkowe jest jej dziecko (bo każde dziecko takie przecież jest). Teraz w dobie social mediów mamy do tego znakomitą okazję. Tylko trzeba do tego podejść z głową i najpierw myśleć o tym czy upublicznienie danego zdjęcia nie przyniesie więcej szkód niż radości. To zrozumiałe, że cieszy nas każda nowa umiejętność naszej Pociechy, ale czy naszych znajomych na prawdę będzie interesowało, że Tomek właśnie zrobił swoją pierwszą kupkę na nocniku, a Oleńka umorusała się od głowy po stopy obiadem? Zanim naciśniemy przycisk “publikuj” pomyślmy o tym, że raz wrzucone do sieci zdjęcie już w niej pozostanie. Zdjęcia, na widok, których teraz się rozczulamy i wydają nam się słodko-śmieszne, kiedyś mogą stać się przyczyną drwin grupy rówieśniczej, a niestety nastolatki potrafią być w tej materii bezlitosne. Czy na pewno chcemy, by nasza chęć pochwalenia się dzieckiem kiedyś była przyczyną jego cierpienia? Drwiny to zagrożenie odwleczone w czasie. Jednak jest jeszcze jedno zagrożenie, które czyha tu i teraz. Czy zastanawialiście się co może stać się z tak uwielbianymi przez nas zdjęciami z kąpieli, przwijania, przebierania itp? Niestety żyjemy w świecie, w którym internet jest pożywką dla pedofilów i innych zwyrodnialców. Od nas zależy czy zdjęcie naszego dziecka trafi w ich ręce. Jak je ochronić? Najzwyczajniej w świecie zdjęcia nagie, a nawet półnagie zachowajmy tylko dla siebie. Umieśćmy je w tradycyjnym albumie i ze spokojną głową od czasu do czasu na nie zerkajmy.

W mojej głowie co raz częściej pojawia się pytanie, czy powinnam udostępniać zdjęcia z wizerunkiem Małej Zet. Pojawiają się różne obawy: czy kiedyś będzie miała mi to za złe? Czy, któreś z upublicznionych zdjęć, kiedyś nie sprawi jej przykrości? Czy jakaś z fotografii, nie przysporzy jej kłopotów w szkole?

Z drugiej strony profil mojego bloga, wręcz się prosi o zdjęcia dziecka. Pareneting w pewnym sensie zobowiązuje, a to, że nasze społeczeństwo wróciło do kultury obrazkowej jest oczywistą oczywistością. Kto nie lubi oglądać zdjęć? Oczywiście, że każdy lubi. Taka już nasza natura “małego podglądacza”.

Uderzyło mnie też kiedyś stwierdzenie, że my blogerzy, próbujemy wybić się kosztem dzieci, poprzez upublicznianie ich wizerunku! W końcu najlepiej sprzedają się zdjęcia małych dzieci i słodkich piesków.

Z tych względów ja należę do grupy Selekcjonerów. Uważam, że nie trzeba popadać w skrajność i przesadnie zamykać nasze dzieci na świat social mediów (chyba, że taką zasadę wyznajemy). Należy jednak wykorzystywać dostępne możliwości z głową i zawsze na piedestale stawiać dobro dziecka. te obecne jak i przyszłe, by kiedyś przez nasza głupotę nie miało problemów w szkole, pracy itp.
Przy okazji dbajmy też o nasz, rodziców dobry wizerunek. Upublicznianie niektórych zdjęć, niekoniecznie będzie dobrze o nas świadczyło.

Zdjęcia TAK, ale bez nagości, kompromitujących min, ujęć intymnych (nauka sikania na nocnik i kąpiel do takich należą!), tylko nas śmieszących.





To Cię może zainteresować

16 komentarze

  1. Ja chyba należę do selekcjonerów. Aczkolwiek, nie jestem fotografem i nie znam się na fotografii, więc moje zdjęcia nie są profesjonalne i daleko im do takich. Jednak nigdy nie umieściłabym zdjęcia, które ośmiesza moje dziecko lub tym bardziej nagiego, czy nawet półnagiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia nie muszą być profesjonalne, żeby były piękne!
      Ważne by zdrowo podchodzić do udostępniania zdjęć i cieszę się, że należymy do tej samej grupy :)

      Usuń
    2. Problem chyba w tym, że dla matki każde zdjęcie jej dziecka jest piękne;)

      Usuń
  2. Ja też kiedyś należałam do tych wycofanych (zacofanych, niech będzie :P), ale... zrozumiałam pewien fakt. Czasów nie oszukam. Są, jakie są. Dzisiaj jestem selekcjonerem. W zasadzie, na prywatnym profilu nie mam zdjęć Henia. Ale na blogu i social mediach mu towarzyszących zaczynają się pojawiać i będą się pojawiać dalej. Ale dokładnie tak, jak mówisz - nie te idiotyczne, które mogłyby zostać wykorzystane w zły sposób lub ośmieszyć moje dziecko i mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie samo podejście. Żyjemy w czasach okrojonej prywatności, czy nam się to podoba, czy nie. Ale mimo wszystko, chcę wykorzystać ten wpływ, który mam i jeśli już przedstawiam swojego synka, to zawsze na takich zdjęciach, które sama bym sobie zrobiła. Zawsze zadaję sobie takie pytanie: "Czy wrzuciłabym zdjęcie siebie w takiej sytuacji?".

      Usuń
    2. Kasiu to bardzo dobre pytanie i każda mama powinna je sobie zadawać za każdym razem zanim kliknie "publikuj"

      Usuń
  3. Przeczytałam oba teksty i jestem zachwycona twoim podejściem :-) ja zaczynając pisać bloga usunęła wszystkie zdjęcia dzieci z mojego prywatnego profilu i jednocześnie ograniczyła grono zaufanych osób, które mogą oglądać zdjęcia do minimum. Na blogu zdjęcia moich dzieci można znaleźć w dwóch postach.
    Nie czuję potrzeby "wybijania się" na dzieciach. Wydaje mi się, że jestem na tyle interesująca osoba, że ludzie będą zjawić się i mnie z ciekawości co mam do powiedzenia, a nie z powodu widoku moich dzieci :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że teksty Ci się spodobały :)
      a Ty jesteś baaardzo interesującą osobą i lubię do Ciebie wpadać ;)

      Usuń
  4. Na fb niema zdjęć moich dzieci , jakoś nie mam zaufania do tej społeczności. Na blogu i IG mam tylko wybrane zdjęcia które są odpowiednie. Dużo jest teraz przypadków ,że ktoś podszywa się pod inne osoby kradnie zdjęcia , zakłada fałszywe profile itp. Na fb miałam sytuację ,że ktoś włamał się na moje konto i wypisywał wiadomości do znajomych. Na szczęście szybko zostało zablokowane i w tym momencie cieszę się że nie było tam zdjęć moich dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że trochę mnie zaskoczyłaś i przestraszyłaś tą informacją o włamaniu!

      Usuń
  5. a dla mnie to tam ani lans, ani ekhibizjonizm. Nie mam problemu z wrzucaniem zdjęć dzieci do sieci , kiedys to był jedyny sposob, zeby moi Rodzice byli "na bieżąco" . I fajny pamietnik byl z tego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz mamy jeszcze inne zupełnie odmienne spojrzenie na wrzucanie zdjęć do sieci. O takim bodźcu nie pomyślałam.
      Aczkolwiek można dziadkom wysłać zdjęcia mailem i nie trzeba od razu publikować szerszej publiczności :)

      Usuń
  6. No ja staram się zawsze wrzucać przemyślane zdjęcia. Kocham swoje dziecko, dbam o nie, ale moja miłośc jest na tyle mądra, że nie zasypuję zdjęciami dziecka tablicy swoich znajomych. Mam kilka zdjęc na prywatnym profilu, troszkę więcej na FanPage, a na bloga wrzucam takie fotki, aby nigdy moj syn nie zarzucił mi, że wrzuciłam jakieś kompromitujące zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drugiej strony nasi znajomi też nie chcą co chwilę oglądać zdjęć naszego dziecka ;)

      Usuń
  7. Zgadzam się, też jestem selekcjonerem. Z tego względu u mnie na blogu mało jest postów, w których jest kilkanaście zdjęć, bo wybieram takie, których Blanka się raczej nie powstydzi. :D Nie ma miejsca na nic ośmieszającego i wybieram też ujęcia na których mała fajnie, ładnie wygląda. Z resztą tak samo jak siebie, nie wrzucę do siebie na zdjęciu z miną "srającego kota", która czasem mi się zdarza. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację swoich głupkowatych zdjęć nie wrzucamy, więc tak samo powinniśmy podchodzić do zdjęć dzieci :)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge