PZM, choroba dopadająca Młode Matki

21:06


Jestem chora. Diagnoza jest jednoznaczna i nie pozostawia złudzeń. Będę musiała wreszcie to zaakceptować i nauczyć się z tym żyć.

Myślę, że to odpowiedni czas by przyznać się do tego publicznie.

Pozwolę sobie najpierw, krótko przybliżyć Wam moją dolegliwość. Schorzenie to dopada kobiety w różnym wieku, w różnych zakątkach świata, o różnym kolorze skóry, sytuacji życiowej. Elementem wspólnym każdej chorej jest posiadanie dziecka. Choroba uszkadza podstawowe, niezbędne do życia narządy wewnętrzne: serce oraz mózg. Uszkodzenia te pojawiają się nagle, bardzo szybko postępują i niestety są nieodwracalne. Na szczęście zmiany, które w tych narządach się pojawiają nie są śmiertelne. Mogą jedynie znacznie utrudnić normalne funkcjonowanie, mogą narazić nas na urazy psychiczne, spowodowane niezrozumieniem i wytykaniem palcami przez resztę społeczeństwa.

Niestety życie z tą chorobą nie jest łatwe, ale jest możliwe. Czasami nawet choroba ta jest powodem śmiesznych sytuacji (dla sprostowania: sytuacje te śmieszą dopiero po czasie, początkowo wpadamy w panikę)

Co to za choroba?

Specjaliści nazywają ją PZM, czyli Pieluszkowe Zapalenie Mózgu.

Jakie są główne objawy?

  1. Jadąc samochodem SAMA nie zauważasz, że zamiast ulubionego radia, słuchasz płyty z piosenkami dla dzieci. Słuchanie to jeszcze nic. Levelem hard jest głośne śpiewanie piosenek typu “mama chusteczkę haftowaną”, ewentualnie “stary niedźwiedź mocno śpi” jakby to były hity z pierwszej dziesiątki list przebojów. Tak, przerabiałam to, całkiem niedawno. Jadąc do sklepu, uradowana, że wreszcie wyszłam do sklepu SAMA, za nic mając to, że jadę tylko do Biedry, świetnie bawiłam się przy dziecięcych hitach. O tym, że to nie jest moja płyta zorientowałam się dopiero pod sklepem! Dzięki Bogu, że jest zimna i szyby miałam zamknięte!
  2. Jarasz się jak bezzębny na sucharek tym, że wreszcie wyrwałaś się na jakieś zakupy, i to nie te, których głównym celem jest zakup masła, chleba i mielonego (czyt. nie do Biedry, Lidla czy innego Tesco - chociaż i to może niezmiernie cieszyć, jak pokazuje przypadek wcześniejszy). Oczyma wyobraźni już widzisz jak wracasz do domu z cudownymi perełkami modowymi, już widzisz ten błysk pożądania w oku Twojego mężowatego, gdy pokazujesz mu się w nowej sukience, która podkreśla co ma podkreślić i ukrywa co ma ukryć, czujesz te zawistne spojrzenia koleżanek, gdy paradujesz w nowych, niebotycznie wysokich szpilkach. Tak to będzie cudowny shopping. I Twoje marzenia się spełniają, wracasz do domu z pełnymi torbami, uradowana od ucha do ucha, ale zamiast sukienki i szpilek, kupiłaś nową bluzeczkę, jeasy, buciki, misia i kilka innych rzeczy dla dziecka! Co gorsza cieszysz się z tego bardziej niż z rzeczy dla siebie! Ba, Ty nawet nie byłaś w sklepach z ciuchami dla dorosłych! Minęłaś je, nie zauważających ich, biegając miedzy wieszakami z dziecięcymi cudeńkami.  
  3. Twierdzisz, że zjadłaś śniadanie po tym jak dojadłaś skórki z chleba, którymi pogradziło dziecko. Swoją drogą, w życiu nie zjadłam tyle skórek od chleba, co przez ostatni miesiąc!  A co jesz na obiad? W najlepszym przypadku to co dziecko niedojadło, czyli gotowane warzywa i mięso. Chyba, że masz małego głodomora, to nie zjesz nic. Nie wiem jak Wy, ale dojadając resztki ciągle powtarzam sobie słowa mojej babci: “kto jada ostatki, będzie piękny i gładki” - jakoś się trzeba pocieszać - i nawinie czekam, aż ten czas kiedy będę “piękna i gładka” nadejdzie.
  4. Uważasz, że Twoje dziecko przespało całą noc jeśli obudziło się dopiero o 5. Otóż rozwieję Twoje nadzieje. To wciąż oznacza, że nie przespało nocy. Dla ludzi “normalnych” to jest jeszcze środek nocy! Chociaż wiecie co? Ja jestem jeszcze bardziej zaawansowana. Uważam, że przespałam całą noc jeśli Mała Zet obudzi się tylko raz ;) Hardcore co?
  5. Oglądasz bajki, gdy dzieci już dawno śpią, nie ma ich w domu, bądź bawią się w innym pokoju.  To ten sam mechanizm, który działa przy objawie numer jeden. Jesteśmy tak szczęśliwe, że nie zauważamy co oglądamy, bądź tak przywykłyśmy do tego typu programów, że oglądanie ich stało się czymś naturalnym.

Mam jeszcze jedną złą wiadomość dotyczącą Pieluszkowego Zapalenia Mózgu. Choroba i jej objawy nie maleją wprost proporcjonalnie do wieku dziecka. Jest gorzej. One wraz z tym wiekiem się pogłębiają. Pojawiają się również nowe objawy, czasami zastępują te stare, a czasami wszystkie objawy dają o sobie znać jednocześnie.

Niestety, a może i stety tak długo jak będziemy Matkami, tak długo Pieluszkowe Zapalenie Mózgu będzie nam dolegać.





To Cię może zainteresować

13 komentarze

  1. Swietny post i musze stwierdzic, ze cierpie na ta sama dolegliwosc.😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety większość z nas na nią cierpi, bo nie wynaleźli jeszcze szczepionek ;)

      Usuń
  2. Póki co nie mam jeszcze takich przygód ale patrząc na moje koleżanki to chyba choroba społeczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak to choroba społeczna, więc i Ciebie dopadnie ;)

      Usuń
  3. Hehe o dziwo nie wszystkie matki taki syndrom dopada ale mi takowe PZM dolega od ładnych paru lat, a teraz kiedy dzieci poszły do placówek a ja wróciłam do pracy to chyba nawet bardziej. Wszystko postrzegam przez ten pryzmat. Nawet jak mam iść na warsztaty kulinarne dla dorosłych to wpierw włącza się myśl o tym co zrobię z dziećmi, a może wziąć córkę itd.
    Pozdrawiam i się jednoczę!
    PS. no i wiadomo, przy dzieciach matka zawsze się wyżywi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci to jednak o nas dbają, zawsze jakieś resztki nam zostawią ;) Mała Zet jest też na etapie dzielenia się, więc jak ona je to wszystkich karmi w koło;)

      Usuń
  4. Uśmiałam się, lubię teksty w stylu ironicznym:) Super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadaj częściej, dużo u mnie takich ;)

      Usuń
  5. Haha prawda dopadająca każda mamuśkę :D mi dolega od pól roku i szczególnie uciążliwa jest na zakupach gdy idę po bluzke dla mnie a wracam z siatką ubrań dla małej a mój mąż twierdzi ze niedługo śmiało mogę otwierać ciucholant :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że na razie tylko marudzi a nie odcina dostępu do karty ;)

      Usuń
  6. O jejunciu! Wychodzi na to, że też jestem chora... Serio, do 5 to nie cała noc? :D, a jak od 4 jęczenie przez sen, o 5.30 mleko, pół godziny czytania bajek i potem sen do 7? :D Też nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha rozwaliłaś mnie :P myślałam, że tylko ja mam tak w nocy przekichane ;)

      Usuń
  7. Mi PZM kojarzy się z czymś zupełnie innym i nie mającym większego związku z tym o czym piszesz. Ale jakby chcieć się uprzeć to można by Twoje spostrzeżenia uznać za lajtowy level macierzyństwa. :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge