Prosta droga do dojrzałej miłości

20:56


Koniec lutego, czyli miesiąca Walentego. Były Walentynki i nie ma Walentynek. Podarowane kwiatki zdążyły już zwiędnąć, czekoladki zostały zjedzone, biżuteria czeka na wyjątkową okazję w specjalnym kuferku, z baloników uciekło powietrze. Z witryn sklepowych zniknęły czerwone serduszka, Amorki itp. Zastąpiły je Wielkanocne kurczaczki, zajączki, kolorowe pisanki, wiosenne bazie.

Walentynki, walentynki i po Walentynkach. Wszyscy wrócili do codziennych zajęć, zapomnieli o różowych serduszkach, czerwonych różach, kolejkach do kina, zatłoczonych restauracjach. Chociaż te wszystkie miłosne akcenty są urocze, to nie oznaczają prawdziwego, głębokiego i dojrzałego uczucia, za którym każdy tęskni i do którego każdy dąży.

Bo miłość to nie czerwone serduszka i biżuteria za duże pieniądze. To też nie motylki w brzuchu, trzęsące się ręce, bezsenne noce, brak apetytu, zaburzone myślenie. To nawet nie czułe słówka, trzymanie się za ręce przez cały czas. To nie wydzwanianie kilka razy dziennie, randki kilka razy w tygodniu. To jest zauroczenie.
Miłość, dojrzała miłość przychodzi później i nie potrzebuje wzniosłych słów.

Prawdziwa miłość to suma drobnych gestów, którymi obdarowujemy się codziennie, a których często nie zauważmy, bądź nie doceniamy.

Miłość to pocałunek na dzień dobry, mimo wczesnej pory, mimo nieprzespanej nocy.

Miłość to całus na dobranoc, chociaż godzinę wcześniej mieliście ochotę pourywać sobie głowy, wydrapać oczy i rozbić na głowie całą zastawę stołową.

Miłość to przyrządzenie mężowi jego ulubionego dania, bez okazji, tak zwyczajnie, z miłości, by sprawić mu przyjemność.

Miłość to kupienie żonie czekoladek, gdy ta wyśle nas do sklepu po masło, herbatę i marchewkę, tylko po to, by zobaczyć na jej zmęczonej twarzy uśmiech.

Miłość to wchodzenie do sklepu najpierw na dział męski, by poszukać czy nie ma jeszcze tej koszuli, o której kiedyś wspominał.

Miłość to zabranie dziecka do drugiego pokoju, by żona po całym dniu wypełnionym ogromem obowiązków, mogła spokojnie porozmawiać z przyjaciółką przez telefon i naładować się pozytywną energią.

Miłość to pójście do apteki po krople do nosa dla męża, mimo późnej godziny.

Miłość to zrobienie żonie herbaty, gdy ta wieczorem pada z nóg.

Miłość to ukradkowe spojrzenie, które mówi więcej niż jakiekolwiek słowa.

Miłość to przykrycie męża kocem, gdy ten znowu zasypia w salonie na kanapie, po całym dniu w pracy.

Miłość to wyręczenie żony w nocnym przygotowywaniu mleka dla dziecka.

Miłość to niespodziewane przytulenie, w momencie gdy tak na prawdę chciałoby się uciec od tej drugiej osoby jak najdalej.
Miłość to słowo “dziękuję” wypowiedziane przy wydawałoby się tak oczywistej czynności jak wyprasowanie koszuli.

Miłość to słowo “przepraszam”, gdy zawinimy.

Miłość to słowo “KOCHAM CIĘ” wypowiadane i widziane w naszych gestach.

Bo  prawdziwa, dojrzała MIŁOŚĆ to suma drobnych, często niedocenianych gestów.

To Cię może zainteresować

12 komentarze

  1. Zaintrygowało mnie zdanie o kroplach do nosa :D Może powinnam tutaj zostawić komentarz mocno refleksyjny, ale jeśli Twój mąż nadużywa kropli do nosa - a skoro znalazły się w definicji prawdziwej miłości - podejrzewam, że tak, to jest prosty sposób, żeby się pozbyć się tego uzależnienia, które w przyszłości może być bardzo niebezpieczne. Jeśli się nie mylę, to daj znać, chętnie podzielę się swoją historią z kroplami do nosa :D
    A teraz do rzeczy - bardzo to ładne i mądre, co zostało napisane. Często nie widzimy drobnych gestów, prychamy i denerwujemy się z braku jakichś większych spędów, romantycznych kolacji w restauracjach, szalonych wypadów na weekend, podczas gdy tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że ta monotonia codziennie powtarzanych małych gestów tak naprawdę stanowi sens wszystkiego i że trzeba to każdego dnia doceniać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma aż tak źle z tymi kroplami;)
      Lubimy narzekać, oczekiwać, wytykać, a wystarczy spojrzeć jak wiele robimy dla siebie takich właśnie drobnych, z pozoru niepozornych czynności, które świadczą o tym, jak bardzo jesteśmy ze sobą blisko :)

      Usuń
  2. Zawsze się pochylam nad takimi tekstami... uwielbiam czytać o miłości. Gorzej z pisaniem ! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nie bredź! Ty piszesz genialnie :)

      Usuń
  3. Łaaaaaaaa, taka miłość mi się marzy:) no może bez tych kropli do nosa ale z czekoladkami wśród marchewek! Zgadzam się z Tobą w 100% - miłość to towar , który nabiera innego wymiaru w miesiącu luty a wszystko za sprawą walentynek - dla mnie są one mocno przereklamowane i dobre dla nastolatek, dziś sama oczekuję czegoś więcej... choć z drugiej strony to chyba mniej, bo nie potrzebuje diamentów, góry kwiatów, misiów i innych pierdoletów które w walentynki są kupowane hurtowo - mnie wystarczyła by lampka wina i dobry film w domowym zaciszu, wieczór wolny od grymasów dzieci lub długa kąpiel bez dobijania się do drzwi łazienki... takie zwykła codzienność jest o niebo lepsza od tej napompowanej walentynkowej obłudzie. Dla mnie dzień zakochanych może być w grudniu, w maju czy w październiku a nie tylko w lutym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z wiekiem oczekujemy mniej, a jednocześnie więcej. Nie potrzebujemy wielkich uniesień, peanów na naszą cześć. Potrzebujemy drobnych dowodów miłości codziennie: w styczniu, lutym, maju, lipcu ...

      Usuń
  4. Bo miłość to uczucie, które okazuje się przez cały rok a nie tylko jednego dnia lutego. :)
    Piękny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, właśnie miłość okazuje się codziennie, czasami nawet nieświadomie.

      Usuń
  5. Piękne słowa. :) Choć o tym buzi na dobranoc i dzień dobry ostatnio zapomnieliśmy. A wezmę i wrócę do tego zwyczaju. Pewnie mąż się ucieszy. :D Dzięki! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przywróćcie ten zwyczaj. To tak niewiele, a jednocześnie tak wiele:)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge