Matka Polka, Perfekcyjna Pani Domu i Syzyf - co ich łączy?

20:28


Kojarzycie ten mit o kolesiu, który całymi dniami wtaczał na wysoką górę ciężki głaz, by ten przed samym szczytem zrobił w tył zwrot i z impetem spierdzielił się na sam dół, w czeluście krzaczorów u podnóża tej przeklętej góry?

Otóż pragnę napisać sprostowanie do tego mitu.
Osoba zapisująca go popełniła niezwykle istotny błąd.

Po pierwsze to wcale nie był facet. To na bank była kobieta, a w dodatku posiadająca dzieci. Tylko babeczka, będąca mamą, może być tak zawzięta i uparta, by nie pierdzielnąć tym wszystkim w cholerę.

Po drugie wcale nie wtaczała kamienia na górę! W zasadzie nie było ani kamienia, ani góry nawet! To taka przenośnia literacka - wiecie pisarze tak mają, ubarwić, podkolorować i niech się młodzież zastanawia co autor miał na myśl (kojarzycie te zadania w szkole? koszmarny bezsens). Otóż droga młodzieży i nieco starsza młodzieży też (jak to mawia moja siostra “przeterminowana młodzieży”) tą znienawidzoną “górą” tak na prawdę jest mieszkanie, ewentualnie dom (zależy jak duży kredyt hipoteczny Ci przyznali), a ta czynność zwana “wtaczaniem kamienia” to nieprzynoszące oczekiwanych efektów sprzątanie tych “własnych czterech kątów” z dzieckiem przy nodze.

Nie wierzysz? To uwierz, bo sprzątanie z małym dzieckiem to jak mycie zębów podczas jedzenie czekolady.

Ogarniasz wzrokiem mieszkanie i stwierdzasz, że jest tak daleko od idealnych wnętrz z kolorowych magazynów, lub designerskich profili instagarmowych, że nawet wstyd na nie patrzeć, a co dopiero pokazywać. Dlatego za punkt honoru bierzesz sobie, że jak tylko dziecko położy się spać zabierzesz się za sprzątanie. Wiadomo z dzieckiem ciężko jest, nawet kanapkę zrobić, a co dopiero tą kanapkę zeskrobać z podłogi - chociaż dziecko to akurat ma opanowane do perfekcji. Nadchodzi upragniony moment. Dziecko zasypia, a ty wskakujesz w seksowne żółte rękawiczki, czyli nieodzownych przyjaciół perfekcyjnej Pani domu. Uradowana od ucha do ucha, z zamiarem doprowadzenia domu do takiego porządku, że Małgosia Rozenek może wpadać ze swoją białą rękawiczką, zabierasz się do pracy.

Z pieśnią na ustach zeskrobujesz tą wspomnianą wcześniej kromkę z podłogi, następnie z płynem do szyb walczysz z zupką na frontach szafek, które powinny być na wysoki połysk, ale już o tym zapomniałaś, że takie są, a Twoja radosna pieśń przybiera formę mniej więcej taką: “co mnie do cholery podkusiło, by zamawiać białą kuchnię, a od mycia tej białej podłogi chyba zaraz spuchnę”. Udało się kuchnia lśni.
Zabierasz się za łazienkę. Swoją drogą zastanawiałaś się dlaczego to właśnie łazienka zazwyczaj najszybciej się brudzi, pomimo, że wydawałoby się, że będzie odwrotnie? Umyłaś umywalkę, już zabierasz się za wannę/prysznic czy co tam masz i słyszysz to wołanie z sypialni. Oł noł… koniec wolnego.

No nic jakoś dasz radę z dzieckiem.

Wracasz do łazienki już z dzieckiem i postanawiasz dokończyć szorowanie prysznica. Owszem kończysz tą czynność, ale nie w momencie, gdy jest on tak czysty, że można z niego jeść, ale gdy Twoje dziecko postanowiło się wykąpać, w ubraniach. Zatem bierzesz ociekającego wodą malucha i przebierasz go w suche ubrania, suszysz mu włosy, rozwieszasz mokre ciuchy - jednym słowem jesteś jakieś pół godziny w plecy.
Później to już leci z górki.

Sprzątacie salon i resztę pokoi. Salon pochłania Cię i na chwilę zapominasz, że sprzątasz razem z dzieckiem. Orientujesz się, gdy zapadnie niepokojąca cisza, a Twoje stopy nagle zalewa kałuża wody. Odwracasz się a Twoje dziecko w wiadrze z wodą sprawdza, czy maskotki potrafią pływać i czy przypadkiem rękawki jego bluzki nie są wodoodporne. Niestety nie są. Możesz poszukać kolejnej pary ubrań i nie zapomnij powycierać podłogi, na której kaczuszki kąpielowe Twojego dziecka urządziły sobie staw. W pokoju dziecka będzie lepiej. Tam są zabawki, więc się czymś zajmie. Błąd. Jeśli tylko zaczniesz odkładać coś na półkę maluch od razu zorientuje się, że właśnie tą zabawkę chciałby się teraz pobawić, “dzięki mamo, że mu o tym przypomniałeś”. Układanie zabawek to “zabawa” bez końca.

Uff na szczęście przebrnęłaś przez wszystkie pokoje. Już chcesz wołać by ze swoją białą rękawiczką przybiegła Perfekcyjna Pani domu, gdy nagle orientujesz się, że ledwo skończyłaś ostatnie pomieszczenie w domu, a to pierwsze które sprzątałaś znów nadaje się do poprawki.

Bo w międzyczasie dziecko zgłodniało i trzeba było przygotować mu obiad, którym ono radośnie potraktowało cały stół.
Bo mężowaty wychodząc z domu zapomniał telefonu i wszedł buciorami do salonu, by go zabrać.
Bo psu się nudziło i zrzucił wszystkie poduszki z kanapy w salonie i poczęstował się czekoladką zostawioną przez Twoje dziecko na stole.
Bo … chyba Cię zaraz szlag trafi.

Tak Droga Mamo jesteś Syzyfem, a sprzątnie domu to nic innego jak syzyfowa praca. Zalana łzami wspominasz czasy, kiedy z Twojej podłogi można było jeść posiłki, a w kabinie prysznicowej mogłaś zobaczyć nawet swoje zmarszczki, a nie wróć wtedy ich jeszcze nie miałaś? Nie przejmuj się te czasy wrócą, za jakiś czas, jak dzieci będą dorosłe i się wyprowadzą. Chociaż nie, wtedy będą wpadać do Ciebie wnuki i też nabałaganią, ale wiesz, wtedy to podobno nawet cieszy ;)

A na razie postarajmy się nie zwariować i przede wszystkim unikajmy spotkania z Małgosią Rozenek ;)


To Cię może zainteresować

10 komentarze

  1. "Przetermninowana młodzież" dobre określenie! Pozdrów siostrę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Syzyfki z nas niezle. Ja jednak nie potrafie odpuscic. Wierze, ze kiedys idealny porzadek utrzyma sie przez... jakas godzine.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Przeterminowana młodziesz" - boskie, muszę zapisać. A co do tego Syzyfa, racja, musiał być kobitką i to z pewnością matką. Ja mam tak np. z lustrem w przedpokoju. Jak wypucuję, mała zaraz przychodzi naznaczyć pocałunkiem własnego odbicia. I tak jest ze wszystkim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak z lustrem i podłogą! Co mnie podkusiło, żeby mieć białe podłogi?

      Usuń
  4. Całe szczęście że mam dość "olewczy" stosunek do bałaganu :), dopóki mi się skarpetki do podłogi nie przyklejają to nie ma bata, nie sprzątam!(oczywiście proszę to odebrać z przymrużeniem oka). Później na własne życzenie mam trzy razy więcej roboty;). Jedyne z czym muszę być na bieżąco to odkurzanie, nie ma nic gorszego jak kołtuny długiej sierści naszej kochanej bestii :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam ten ból z sierścią jeszcze niedawno mieliśmy owczarka niemieckiego długowłosego! Włosy były wszędzie!!

      Usuń
  5. A ja bezczelnie włączam dziecku film i sprzątam w świętym spokoju, z jedną przerwą na "jestem głodny". I mam błysk całe 5 godzin. Oł jeee ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Mała Zet jeszcze nie wytrzyma tak długo przed TV, żebym zdążyła wszystko posprzątać ;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge