To zrozumie tylko Mama

20:31


Mała Zet ostatnio sporo chorowała. Zresztą nie tylko ona. My z Mr Rightem też zostaliśmy pokonani przez wszechobecne i wszędobylskie bakcyle. Na szczęście jesteśmy na dobrej drodze do pełnego wyzdrowienia. Te ostatnie dwa tygodnie dały mi trochę do myślenia.

Jako dziecko byłam bardzo chorowita (słowo “bardzo” jest tutaj dość delikatnym określeniem). Moim konikiem było przerabianie anginy na wszelkie możliwe sposoby. Średnio dwa razy w miesiącu przybijałam sobie piątek z Panią Doktor, która moją kartotekę byłaby w stanie wyrecytować w środku nocy. Z dokładnością potrafiłaby pewnie jeszcze dzisiaj wymienić leki jakie dostawałam, jakie skutkowały, a na jakie byłam uczulona. Wielki szacun dla niej, że nie uciekała kiedy po raz kolejny stawałam w drzwiach jej gabinetu. Spokojnie mogła mnie posądzić wręcz o prześladowanie!
Niestety moja młodsza siostra nie była o wiele lepsza ode mnie. Choroby to również jej mocna strona (o ile można powiedzieć, że chorowanie jest mocną stroną). Ta sama lekarka stała się znawcą jej organizmu, przez co wychowała sobie kolejnego prześladowcę.

Tak, dałyśmy niezłą szkołę medyczną naszym rodzicom.

Choroby stały się pewnego rodzaju “kością niezgody” między mną i mamą.
Pamiętam jak po jednym spojrzeniu na nas, z pełną powagą w głosie mówiła, że za chwilę znowu będziemy chore, choć w tym momencie raczej nic na to nie wskazywało. Ona już wiedziała. Ona to czuła, ona to zobaczyła w jednym, innym niż zwykle zachowaniu, spojrzeniu itp. Śmiałam się i denerwowałam jednocześnie twierdząc, że ma nam nie wmawiać choroby, bo jeszcze wywoła wilka z lasu. Niestety zawsze miała rację. W przeciągu kilku dni bakcyle zaatakowały.

Pamiętam jak narzekała, że znowu w nocy się nie wyspała, bo co jakiś czas wstawała by sprawdzić czy temperatura nam się nie podniosła. Nie rozumiałam jej. Twierdziłam, że niepotrzebnie tyle razy mierzy nam gorączkę.

Pamiętam jak kazała nam wkładać czapki i szaliki, bo jest zimno, a ja z moją buntowniczą naturą za rogiem domu ściągałam wszystko i chowałam do tornistra.
Pamiętam ile nocy nie przespała bo martwiła się czy wszystko jest w porządku, czy pod przykrywką zwykłego przeziębienia nie czai się coś gorszego.

Pamiętam jak załamywała ręce, kiedy kolejny antybiotyk nie działał.

Pamiętam jak miała łzy w oczach, kiedy dostawałyśmy kolejny zastrzyk.

Nie rozumiałam jej zachowania, czasami się z niej śmiałam, czasami bagatelizowałam, to co do mnie mówi. Tłumaczyłam jej, że jest Panikarą, że denerwuje wszystkich swoim zachowaniem, że to nikomu nie pomoże, a ona niepotrzebnie przesadza i wyolbrzymia.

Dlatego teraz chciałabym powiedzieć: Przepraszam Cię Mamo. Nie miałam racji!
Teraz kiedy sama jestem mamą wiem dlaczego tak postępowałaś. Z MIŁOŚCI !

Skąd to wiem? Bo teraz ja postępuję tak jak kiedyś Ty.
Teraz ja po jednym spojrzeniu na Małą Zet wiem, że coś jest nie tak, że zbliża się choroba. Wiem to wcześniej niż pojawią się pierwsze objawy. Nie mówię o tym nikomu, bo kto by mi uwierzył. No może Tylko Ty. W końcu wiesz o czym mówię.

Teraz ja, tak jak kiedyś Ty, wstaję po raz setny w nocy, by sprawdzić czy Małej Zet nie podniosła się temperatura, czy nie trzeba jej podać leku, czy się nie spociła.

Teraz ja zaciskam zęby i tulę Małą kiedy dostaje zastrzyk, jednocześnie zastanawiając się czy jest jakiś sposób bym ja zamiast niej je dostała.

Teraz ja martwię się każdą małą infekcją, każdym katarem, każdym kaszlem, jednocześnie rejestrując ją po raz kolejny do lekarza.

Robię to co kiedyś robiłaś Ty, to co kiedyś mnie denerwowało, to z czego kiedyś się śmiałam. Robię to bo ją Kocham, tak jak Ty kochałaś i kochasz mnie.







To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge